Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Nine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Nine. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2014

149. Hot Chocolate cz. IV

Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Kaoru x Die x Hiroto, Tatsuro x Dunch, Aki x Shindy
Notka autorska: No i mamy kolejną część. Ostrzegam od razu, że pairingi z całą pewnością ulegną jeszcze zmianie oraz pojawi się ich więcej. :3

CZĘŚĆ IV
− Przestańcie, proszę… − Niski blondyn z całych sił starał się wyrwać z silnego uścisku, jednak przytrzymujący go chłopak o fioletowych włosach za nic nie chciał puścić.
− Oj, Hiroto, nie stawiaj się tak – uspokoił uczeń, którego pukle były soczyście czerwone.
− Die… − jęknął Hiroto, kiedy czerwona czupryna przylgnęła do jego krocza. Zęby Die’a powoli rozpinały zamek jego spodni. – Nie! Proszę! – krzyknął, mając nadzieję, że ktoś go usłyszy.
− Kaoru, ucisz go. – Die zerknął na kochanka, a ten natychmiast zasłonił blondynowi usta.
Po policzkach Hiroto spłynęły łzy.
− Ojoj, co ja widzę? Hiro-chan się popłakał – powiedział uszczypliwie Die. – Ostatnio ci się nie podobało?
Hiroto mruknął coś niewyraźnie przez dłoń Kaoru.
− Dzisiaj zabawimy się trochę łagodniej – odezwał się Kaoru.
Blondyn zaszlochał nad swoją bezradnością. Die powolnym ruchem zsunął spodnie z chłopaka, a Kaoru wzmocnił uścisk na jego nadgarstkach. Palce Die’a zahaczyły o gumkę bokserek i ściągnąły je do kolan. Hiroto szarpnął się ponownie, co wywołało cichy śmiech u Kaoru.
Die zamknął usta na główce przyrodzenia blondyna i mruknął z zadowolenia.
− Cholera, Die, pospiesz się. Mogą nas w każdej chwili przyłapać, a ja też chcę się zabawić.
Hiroto zacisnął powieki i opuścił głowę, zrezygnowany.
− Co tu się dzieje?
− Kurwa, to Dunch… − zaklął pod nosem Kaoru.
Die odsunął głowę od krocza Hiroto.
− Zechciałbyś łaskawie stąd spierdalać, Dunch? Jesteśmy zajęci.
− Lepiej go puść. – Obok Duncha pojawiła się druga osoba.
Kaoru posłusznie puścił roztrzęsionego blondyna, który osunął się na podłogę. Wiedział, że z Tatsuro nie mógł zadzierać.
− Do następnego razu, kurwo. – Spojrzał pogardliwie na skulone na podłodze ciało. Chwycił Die’a za rękę i razem oddalili się do swojego pokoju.
Tatsuro ukucnął przy Hiroto, który drżącymi rękoma zakładał bokserki i spodnie.
− Hiro-chan? – szepnął i zbliżył dłoń do jego ramienia.
− Proszę mnie nie dotykać! – pisnął przerażony chłopak. Wstał niezdarnie i pobiegł przed siebie.
− Hiroto! – zawołał za nim Dunch, ale blondyn nawet się nie odwrócił.
***
− Idioci! – warknął Aki, wpadając do pokoju, w którym Kaoru i Die właśnie się całowali.
− Mógłbyś jednak pukać – mruknął Die, odsuwając się od kochanka.
− Miałem nieprzyjemną rozmowę z Tatsuro. Znowu dobieraliście się do tego gówniarza Hiroto. Jeśli już naprawdę nie możecie się pohamować, to zaciągnijcie go do swojego pokoju albo zróbcie to w głębi lasu, a nie na szkolnym korytarzu, do cholery! To był ostatni raz kiedy ratuję wasze dupy! Ostatni raz! Wyrażam się jasno?!
Skinęli jedynie głowami w odpowiedzi. Aki ruszył do drzwi, ale zanim nacisnął klamkę, powiedział:
− Jeszcze jedno. W szkole pojawił się nowy uczeń.
− Tak, wiemy, wszyscy się nim jarają. Krążą plotki, że jest prawiczkiem. Dawno nie rżnęliśmy prawiczka, więc może być ciekawie. – Kaoru spojrzał znacząco na kochanka.
− Ten prawiczek należy do mnie. – Aki posłał im groźne spojrzenie. – Więc nie ważcie się nawet go tknąć, inaczej obetnę wam te brudne łapska. – Wyszedł trzaskając drzwiami.
***
Aki udał się na polanę, mając nadzieję, że spotka tam Shindy’ego. Na trawie leżała drobna postać. Brunet podszedł do niej powoli i cicho, aby jej nie przestraszyć. Uśmiechnął się na widok znajomej twarzy. Promienie słoneczne plątały się w złocistych włosach. Zamknięte powieki przypominały delikatne płatki, a wyrastające z nich czarne łany rzęs rzucały cienie na gładkie policzki.
− Śpisz? – szepnął, a kiedy nie uzyskał żadnej odpowiedzi, położył się obok Shindy’ego. Delikatnie przeczesał długie, spięte pasma, które ułożyły się w coś na kształt korony wokół głowy Shina.
Po jakimś czasie Shindy obrócił się na bok, kichnął i otworzył oczy. Ujrzał rozbawioną twarz Akiego.
− Jak się spało, Shin-chan?
− Aki-sama! – Poderwał się gwałtownie do siadu. – Co tutaj robisz?
− Pilnuję cię.
Shinya spojrzał na niego zdziwiony.
− Pilnuję, żeby nic ci się nie stało. Nie powinieneś chodzić sam.
− Dlaczego?
− Powiedzmy, że nie wszyscy są tutaj tacy życzliwi.
Shindy od razu przypomniał sobie o Kenzo.
− No tak… − szepnął.
− Lepiej, żebyś trzymał się blisko mnie. – Aki również usiadł. – Tak będzie bezpieczniej. – Spojrzał na Shinyę i ostrożnie ujął jego twarz w dłonie. – O wiele bezpieczniej…
− Aki-sama…
− Cii… − Zamknął oczy, ale zaraz szeroko je otworzył, kiedy poczuł jak drobne dłonie Shina napierają na jego klatkę piersiową.
− Nie… − jęknął.
Aki spojrzał na niego rozgniewany, przez co Shindy wzdrygnął się ze strachu. W tej chwili brunet chciał rzucić się na bezbronnego chłopaka i zedrzeć z niego ubranie. I wziąć go, choćby siłą.
Jednak nie zrobił tego. Widząc strach w oczach Shindy’ego, uśmiechnął się ciepło i pogładził go po policzku. Nie chciał, żeby się go bał. Pragnął, by Shinya go pokochał.
− Spokojnie, Shin-chan… Pozwól mi…
− Co chcesz zrobić…?
− Chcę cię tylko pocałować. To nic złego. Nie skrzywdzę cię.
Shindy drżał w jego ramionach. Nie chciał tego, ale jednocześnie bał się sprzeciwić.
− Dlaczego się mnie boisz, Shin-chan? – szepnął mu do ucha.
Usłyszeli trzask łamanej gałązki, a na polanie pojawił się Natsuki.
− Wybacz, że przeszkadzam – mruknął niechętnie – ale jest już późno i lepiej, żeby Shinya nie włóczył się po nocach poza szkołą.
Aki warknął pod nosem jakieś przekleństwo, wstał i szarpnięciem postawił Shindy’ego na nogi.
− Idziemy, Shin-chan.
− Ja go odprowadzę – odezwał się Natsuki.
− Niby dlaczego ty masz go odprowadzić?
− Ponieważ Shinya jest moim podopiecznym. Ty lepiej zajmij się swoimi. Mam tu na myśli Kaoru i Die.
Aki puścił Shindy’ego i ruszył w kierunku szkolnego budynku.
− Mówiłem, żebyś na siebie uważał – westchnął Natsuki.
− Ja zasnąłem i kiedy się obudziłem, Aki-sama już przy mnie był – usprawiedliwił się Shindy.
Natsuki jedynie pokiwał głową.
− Zimno się robi. Wracajmy.
Wiatr zakołysał koronami drzew i nieprzyjemnie otulił ich sylwetki, na co Shindy zauważalnie zadrżał. Natsuki szybko zdjął marynarkę i narzucił ją na jego ramiona.
− Ale, Natsuki-sama… Przeziębisz się.
Brunet uśmiechnął się pobłażliwie, a Shindy zdał sobie sprawę, że pierwszy raz widzi jak kąciki jego ust unoszą się ku górze.
− Chodź.
Po jakimś czasie znaleźli się w ciepłym budynku. Natsuki odprowadził Shinyę pod same drzwi jego pokoju.
− Dziękuję, Natsuki-sama. – Ukłonił się, a zaraz gwałtownie wyprostował, kiedy poczuł dotyk na swoim ramieniu.
− Śpij dobrze – powiedział cicho Natsuki, po czym odwrócił się i odszedł.
Shindy wszedł do sypialni, gdzie natychmiast doskoczył do niego Yoichi.
− Shin-chan! Nic ci nie jest?! Gdzie byłeś?! Tak się martwiłem! Skąd to masz…? – Dotknął marynarki, która była na Shinyę o wiele za duża.
− O nie! Zapomniałem ją oddać. – Shindy szybko wybiegł z pokoju.
− Ale, Shin-chan…
Jednak Shindy nie usłyszał słów przyjaciela. Biegł przed siebie, mając nadzieję, że zatrzyma jeszcze Natsukiego. Zatrzymał się w jednym z korytarzy. Nie znajdzie go. Nie wiedział nawet gdzie znajduje się jego sypialnia.
− Powinieneś szykować się do snu…
Zamarł, rozpoznając ten głos.
− Szukam Natsukiego-sama. To bardzo ważne. Czy Aki-sama mógłby mnie do niego zaprowadzić?
Aki zbliżył się do niego.
− Proś.
− Proszę – szepnął Shindy, czym wywołał śmiech u bruneta.
− Nie tak, Shin-chan, nie tak.
Podszedł jeszcze bliżej i przyparł Shinyę do ściany.
− Dlaczego to robisz? – szepnął.
− Dlaczego to robię? – Aki owinął sobie kosmyk jasnych włosów wokół palca, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.

24 stycznia 2013

17. My Lord cz. IX (Tatsuro x Hiroto)




Tytuł: My Lord
Paring: Tatsuro x Hiroto
Autor: Black Cherry
Od autora: To już ostatnia część My Lord. Pewnie będę za nim tęsknić, ale z drugiej strony, to opowiadanie zakończyłam już dawno, więc już dawno się z nim pożegnałam. Cieszę się z tego powodu, że teraz będę mogła dodawać swoje one-shoty, których napisałam naprawdę sporą liczbę. Ostrzegam, że ta część wyszła mi wyjątkowo krótka, ale musiałam to jakoś zakończyć. Planowałam napisać jeszcze jedną część, która miała już być ostatnią, a zakończenie miało być zupełnie inne, ale jakoś nie potrafiłam się za to zabrać. No i mnie również było żal Hiroto…

CZĘŚĆ IX
Zakochałem się… Tak po prostu. Niby to powód do radości, ale gdy zakochujesz się w kimś, kto gwałci i przetrzymuje w swoim domu ludzi, wszystko się komplikuje. Dlaczego akurat w nim? I to po tym wszystkim, co mi zrobił.
Patrzę jak stoi przed lustrem i rozczesuje swoje włosy. Lubię patrzeć, jak coś z nimi robi. Jego ruchy są wtedy takie delikatne i dają nadzieję na to, że w głębi duszy on potrafi taki być. Może gdyby udało mi się go w sobie rozkochać, okazałby mi tę swoją drugą stronę. Ale to przecież niemożliwe. On nigdy mnie nie pokocha…
Przez ostatnie kilka dni nie robił mi krzywdy. Byłem grzeczny, więc nie było ku temu powodu. Nawet on nie miał się do czego przyczepić. Teraz czekam na kolejne wyjście do ogrodu. Mam nadzieję, że nagrodzi mnie za to, że byłem posłuszny. Nie upominam się jednak o to, nie chcąc go rozgniewać. Okazał się nawet tak litościwy, że nie muszę chodzić w lateksie. Dał mi zwykłe dżinsowe rurki i trochę za dużą koszulkę, która sięga mi do połowy ud.
Czasami cieszę się, że to on mnie kupił. Zawsze mogłem trafić w łapy jakiegoś erotomana, który gwałciłby mnie nieustannie. Poza tym, gdyby nie on, nadal tkwiłbym w tej brudnej piwnicy pełnej nastolatków, w poplamionych poszarpanych ubraniach, na dodatek głodny. A tu codziennie dostaję jedzenie (co z tego, że z miski dla psa?), mogę się wykąpać, mam świeże ubrania, śpię w wygodnym dużym łóżku, a nie na kocu, na twardej podłodze. Jedynymi wadami jest to, że jestem zmuszany do rzeczy, których nie chcę robić i nie mogę wychodzić. Dociera do mnie, że wymyślam te wszystkie zalety, by usprawiedliwić jakoś postępowanie Tatsuro. Tylko dlatego, że go kocham. Jeszcze parę dni temu, kiedy go nienawidziłem, uważałbym, że jego dom to najgorsze miejsce na świecie. A teraz? Co ta miłość robi z ludźmi?
− Zakładaj buty. Idziemy na dwór – mówi Tatsuro, odkładając grzebień do szuflady. Zakładam nowe trampki, które niedawno mi kupił. Mój „pan” lubi otaczać się wszystkim co czyste, piękne i drogie, dlatego nie pozwala mi chodzić w moim zużytym stroju.
Schodzimy na dół i wychodzimy na zewnątrz. Udajemy się na tę samą polanę co wtedy.
− Pojawiły się czereśnie. Masz ochotę?
Kiwam głową. Dawno nie jadłem tych owoców. No i nareszcie nie będę jeść z miski.
− Częstuj się. – Tatsuro wskazuje ręką drzewa obsypane czerwonymi kuleczkami.
Podbiegam do nich i zrywam te, które jestem w stanie dosięgnąć. Są dosyć małe i nieco blade.
− Te najlepsze rosną najwyżej, krasnalu – poucza brunet, stając na palcach, by zerwać owoce rosnące wysoko nade mną.
Jego zdobycz jest duża i soczyście czerwona.
− Proszę. – Wsypuje mi w ręce garść kuleczek.
− Dziękuję – odpowiadam, zajadając się nimi. – A ty, panie, nie jesz?
Całuje moje wargi.
− To mi wystarcza.
Patrzę na niego zszokowany. Po raz pierwszy pocałował mnie tak delikatnie. Ale to nie dlatego stoję teraz przed nim z szeroko otwartymi oczyma. To dlatego, że jego tęczówki spojrzały na mnie z uczuciem, które już dawno chciałem dostrzec. I wiem, że chociaż nie chce się do tego przyznać, to na jakiś swój osobliwy sposób mnie kocha.

21 grudnia 2012

16. My Lord cz. VIII (Tatsuro x Hiroto)




Tytuł: My Lord             
Paring: Tatsuro x Hiroto
Od autorki: Jeszcze jedna część i dobrniemy do końca. :3

CZĘŚĆ VIII
Budzę się w jego sypialni, leżąc na łóżku. Odwracam się na drugi bok i niemalże natychmiast zalewa mnie fala rozrywającego bólu. Pojękuję cicho, wtulając się w poduszkę. Słone łzy znaczą biały materiał. Nadal mam na sobie ten idiotyczny, czerwony strój.
Drzwi otwierają się.
− Śpisz? – pyta Tatsuro, podchodząc do łóżka. Odsuwam się na krawędź. – Nie bój się.
− Nie podchodź do mnie.
− Będę do ciebie podchodził, kiedy tylko mam na to ochotę.
− Jeszcze ci mało? – szepczę, spoglądając na niego zapłakanymi oczyma.
Siada na łóżku i przygląda mi się, tak jakoś smutno.
− Bardzo cię boli?
− Tak – odpowiadam, płacząc.
Głaszcze mnie po głowie. Powrócił dobry Tatsuro?
− Przyzwyczajaj się do tego. Jesteś moją dziwką. – Jednak nie.
− Dlaczego mi to robisz?
Nie odpowiada, tylko wpatruje się we mnie uważnie, gładząc dłonią moje plecy. Lubię te chwile, kiedy jest dla mnie dobry. Gdyby tylko był taki zawsze, z pewnością stałby się dla mnie kimś ważnym. Mógłbym go wtedy pokochać. Ale on nie wie co to znaczy kochać. A nie mógłbym darzyć miłością bezuczuciowej kukły.
− Jesteś głodny?
Kiwam głową. Bierze mnie na ręce i schodzi do jadalni. Natychmiast wracają wspomnienia z wczorajszego dnia.
Mimowolnie wtulam się w Tatsuro, jakby mając nadzieję, że ochroni mnie przed przeszłością. Sadza mnie na podłodze przy dwóch wypełnionych miskach. Patrzę na niego ze smutkiem. Znów mam jeść jak pies? Klepie mnie po głowie i siada przy stole.
− Nie jesz? – pyta, zauważając, że smętnie wpatruje się w naczynia.
− Wolałbym jeść jak cywilizowany człowiek – wyznaję.
− Szczeniaki nie jedzą przy stole.
− Pierwszego dnia jadłem – przypominam.
− Pierwszy dzień miał być łagodny, jako takie wprowadzenie do życia tutaj.
Łagodny? Już wtedy mnie zgwałcił.
− Jednak tamta metoda bardziej mi się podobała.
− Dziwko, ja nie będę zwracał uwagi na to, co ci się podoba, a co nie. Ciesz się, że nie trzymam cię w piwnicy. A wiedz, że mogę to zrobić. Chcesz tego?
− Nie.
− No właśnie, więc doceniaj to, co masz.
Biorę do ręki kromkę chleba i odgryzam mały kęs. Kiedy kończę, Tatsuro bierze mnie do góry. Znów mnie niesie za co jestem mu wdzięczny, ponieważ ponownie z powodu bólu nigdzie bym nie doszedł.
− Czy mógłbym się przebrać? – pytam nieśmiało, kiedy sadza mnie na łóżku.
− Nie.
− Dlaczego?
− Bo mi się podobasz w tym stroju.
Wzdycham ciężko i kładę się na łóżko, odrobinę się przy tym krzywiąc. Kładzie się obok mnie i sunie dłonią po mojej łydce, następnie ociera się palcami o udo i powoli wsuwa pod falbany spódniczki.
Zaciskam usta, żeby nie wydobył się z nich jakiś protest. Wiem, że to tylko pogorszyłoby sprawę.
− Nic nie mówisz? – dziwi się.
− Cokolwiek bym nie powiedział, i tak nic to nie da.
− Masz rację.
Jednak kiedy jego ręka dotyka mojej męskości nie wytrzymuję:
− Przestań. – Strącam jego dłoń.
− A jednak. Ale wiesz, że i tak będę robił to, co mi się podoba. – Zaciska palce na moim kroczu.
Moje gardło opuszcza krótki jęk.
− Podoba ci się – zauważa, zadowolony.
− Wcale mi się nie podoba.
Durniu – dodaję w myślach.
− To mnie boli – mówię głośno.
Masuje ręką mojego członka, wywołując tym samym dalszą serię jęków, tym razem przyjemności. Zamykam oczy i wiję się pod jego dotykiem. Jestem pełen sprzeczności: z jednej strony chcę, żeby przestał, a z drugiej pragnę, aby ciągnął to w nieskończoność. Kiedy już niemalże dochodzę, cofa dłoń.
− Nie, proszę, nie przestawaj… − Rozchylam nogi, domagając się dalszych pieszczot.
− Ty mały egoisto – śmieje się. – Ty mi się tu zaraz podniecisz, a co ze mną?
Rozpina rozporek, zsuwa spodnie i przyciąga mnie za obrożę do swojego krocza.
− Zasłuż sobie na więcej.
− M-muszę?
− Nie, wiesz, nie musisz – odpowiada sarkastycznie, przewracając oczyma. – Pewnie, że tak.
Drżącymi palcami chwytam jego penisa, mając nadzieję, że doprowadzę go do szczytu samymi rękoma. Pieszczę dłońmi jego męskość, ale jemu najwyraźniej się to nie podoba, bo chwyta mnie za włosy i znacząco przysuwa moją głowę bliżej. Biorę do ust jedynie główkę i zaczynam ssać. Przyciąga mnie jeszcze bardziej, przez co biorę go całego, krztusząc się. Czuję jak do oczu napływają mi łzy. Manewruje na nim językiem starając się, jak najszybciej doprowadzić go do spełnienia. Czuję jak twardnieje. Na przemian liżę i ssę, modląc się, by było już po wszystkim. To zbyt upokarzające, ponadto jego członek jest zdecydowanie za duży jak na moje usta, przez co się dławię. Odrzuca głowę do tyłu, nadal trzymając mnie za włosy. Z jego ust wypływają jęki i westchnienia. Po jakimś czasie nareszcie dochodzi, zalewając moje usta spermą.
− Połknij – rozkazuje.
Wykonuję jego polecenia, lekko się przy tym krzywiąc.
− Zasłużyłeś – stwierdza i popycha mnie na posłanie.
Znów dotyka mnie tam, gdzie nie dotykał mnie jeszcze nikt. On jest pierwszy i nie cieszę się z tego powodu. Jego palce po raz kolejny wprawiają moje ciało w przyjemne drgania. Czuję jak moje przyrodzenie się unosi, jak przyjemność, którą sprawia mi dłoń Tatsuro, rozchodzi się po całym moim ciele. Wszędzie, aż po czubki palców niesamowita rozkosz. Dochodzę, wzdychając i brudząc jego dłoń. Zlizuje białą ciecz, obserwując mnie spod lekko przymkniętych powiek. Wygląda teraz tak kusząco, że całą siłą woli muszę się opierać, by nie przysunąć się do niego i go nie pocałować. I nagle podczas trwania tej krótkiej chwili coś się zmienia. Rytm mojego serca przyspiesza, kiedy patrzę jak jego język, sunie po dłoni, jak czarne oczy przyglądają mi się. I chociaż nie ma w nich żadnego uczucia do mnie, moje tęczówki patrzą na niego z największą miłością i oddaniem, na jakie tylko je stać.

21 listopada 2012

15. My Lord cz. VII (Tatsuro x Hiroto)




Tytuł: My Lord             
Paring: Tatsuro x Hiroto
Od autorki: ShiNda, jest gwałt! xD Przepraszam, że to takie krótkie. :c

CZĘŚĆ VII
Leżę na łóżku czekając na powrót mojego „pana”. Ciszę przerywa szczęk zamka. Do sypialni wchodzi kobieta. Chyba pokojówka. Podnoszę się do pozycji siedzącej, obserwując każdy jej ruch. Podchodzi do mnie i kładzie na posłaniu poskładane w kostkę ubrania.
− Pan powiedział, że masz to na siebie włożyć. I pod żadnym pozorem nie ściągać obroży. Buty zostawiam przy łóżku – mówi, odkładając obuwie. – Pan zaraz po ciebie przyjdzie.
Wychodzi, zamykając drzwi na klucz.
Przyglądam się przyniesionym przez nią ubraniom. Bijąca od nich czerwień aż razi w oczy, a lateksowy materiał odbija promienie słoneczne wpadające przez ogromne okno. Zakładam gorset i króciutką falbaniastą spódniczkę. Na nogi naciągam kabaretki, które przypinam podwiązkami. Na koniec wsuwam stopy w lakierowane szpilki. Przeglądam się w ogromnym stojącym lustrze. Wyglądam jak dziwka, męska dziwka, inaczej nie można mnie określić.
Ponowny szczęk zamka, drzwi się otwierają i wchodzi Tatsuro.
− Widzę, że jesteś gotowy. – Mierzy mnie wzrokiem, a to co widzi, zdaje mu się podobać. – To dobrze, chodź.
Wychodzi z pokoju. Idę za nim, co jakiś czas potykając się w za wysokich obcasach. Schodzimy do jadalni. Czeka tam na niego kilku innych mężczyzn. Na mój widok ich oczy błyszczą. Nie wiem, co jest takiego podniecającego w widoku chłopaka w damskich ubraniach.
− To Hiroto – przedstawia mnie Tatsuro – moje nowe zwierzątko. – Głaszcze mnie po głowie.
Zwierzątko? To, że jestem zmuszony nosić obrożę i jeść z misek, nie czyni mnie jeszcze zwierzątkiem. A może właśnie czyni? Może powoli tracę człowieczeństwo? Nienawidzę tego potwora za to, co ze mną robi.
− Ładny – chwali jeden z mężczyzn. Pozostali kiwają głowami.
Siadają przy stole, Tatsuro sadza mnie sobie na kolanach. Mam nadzieję, że chciał mnie jedynie pokazać swoim kolegom, bez takich ekscesów jak grupowy seks czy co tam im jeszcze do głów wpadnie. Coś jednak jest na rzeczy, ponieważ jeden z przyjaciół mojego „pana” ociera się nogą o moją łydkę. Podskakuję, czując jak jego but sunie po mojej nodze.
− Zachowuj się – warczy mi do ucha Tatsuro.
Drugi mężczyzna, siedzący zaraz obok nas, chwyta mnie za kolano. Czuję jak jego dłoń wsuwa się pod moją spódniczkę.
− Nie! – krzyczę, odtrącając jego dłoń. Mężczyzna patrzy na mnie zaskoczony.
− Miałaś być grzeczna, suko! – Tatsuro unosi głos i zrzuca mnie ze swoich kolan. Wstaje i strąca naczynia ze stołu. Talerze i półmiski z potrawami lądują z hukiem na podłodze. Przyciąga mnie do siebie i popycha na blat, przez co ląduję na nim na brzuchu.
− Chcecie zobaczyć, jak ciasna jest moja kurwa? – pyta, przytrzymując moje biodra.
Jego towarzysze uśmiechają się lubieżnie.
− Który pierwszy?
− Wiesz, on jest twój…
− Oj, daj spokój, chętnie się podzielę.
Uścisk zwalnia się, a po chwili czuję, jak ktoś unosi do góry moją spódniczkę. Tymczasem Tatsuro trzyma moje nadgarstki. Patrzę na niego błagalnie. Robienie ze mnie zabawki erotycznej to jedno, ale użyczanie mojego ciała swoim kolegom, to już przesada.
Zaciskam zęby, kiedy jego przyjaciel we mnie wchodzi. Od razu zaczyna się we mnie gwałtownie poruszać. Nie wytrzymuję i krzyczę z bólu. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że robi mi krzywdę. A właściwie to chyba zdaje i czerpie z tego przyjemność. Mruczy i pojękuje, wbijając się we mnie pod różnymi kątami. Wreszcie zalewa moje wnętrze swoją spermą. Mam nadzieję, że to już koniec. Nic bardziej mylnego. Wdziera się we mnie kolejny z nich i wszystko zaczyna się od nowa. Potem następny i następny, aż przychodzi kolej Tatsuro, który nie, nie gwałci mnie, ale rżnie do nieprzytomności, która w tym wypadku jest moim wybawieniem, a kiedy przychodzi bez oporu się jej oddaję, zamykam oczy i opadam bezwładnie na stół.