Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamijo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamijo. Pokaż wszystkie posty

22 czerwca 2015

175. Letter Number... (Kamijo x Hizaki)



Tytuł: Letter Number…
Pairing: Kamijo x Hizaki
Notka autorska: Znalazłam to w folderze. Pamiętam, że napisałam to, kiedy dopiero zaczynałam z blogiem, czyli około trzy lata temu… To były czasy, kiedy weny było tyle, że wystarczało na napisanie kilku one-shotów pod rząd. Mam jeszcze kilka takich staroci.

Wróć do mnie, moje kochanie. Nie pojawiłeś się w moim domu od roku. Nie chodzę na próby, więc nie mam co robić. Pozostaje mi tylko czekanie na Ciebie. A Ty nie wracasz. Dlaczego? Zrobiłem coś nie tak? Zniknąłeś dnia, w którym Twój samochód uderzył o drzewo. Siedzieliśmy w nim razem, ale kiedy otworzyłem oczy, ujrzałem bezkresną biel, a Ciebie przy mnie nie było. Nie odpowiedziałeś na żaden z moich listów. Martwię się o Ciebie. Chcę wiedzieć gdzie teraz jesteś, jak się czujesz, czy jest Ci tam dobrze.
Chciałbym znów się do Ciebie przytulić. Poczuć Twój zapach i bezpieczeństwo w Twoich ramionach. Znów widzieć Twoje piękne, nieco przerażające oczy, z których mogłem wszystko odczytać, które były moją osobistą księgą, moim przewodnikiem po Twojej duszy. Zdecydowanie zbyt długo Cię nie całowałem. Moje wargi usychają z pragnienia. Ciebie nie ma, a tylko Ty jesteś w stanie to pragnienie zaspokoić.
Obiecałeś mi wiele rzeczy. Obiecałeś, że będziesz przy mnie zasypiać, a kiedy otworzę rano oczy, będziesz pierwszą osobą, którą zobaczę. Obiecałeś mi wspólne śniadania, a ja już wyobrażałem sobie te wszystkie zapachy, odgłosy Twojej krzątaniny w kuchni, widok Ciebie z potarganymi włosami i zaspanym spojrzeniem, którym raczyłbyś mnie znad kubka gorącej kawy. Obiecałeś mi, że wszystko będziemy robić wspólnie. Obiecałeś mi, że zrobisz wszystko co w Twojej mocy, aby nasze noce były najpiękniejsze, abym czuł się spełniony, aby w czułościach nie dorównywał Ci żaden inny mężczyzna na świecie, aby mi nawet do głowy nie przyszło, by dzielić łóżko z kimś innym. Zawsze byłem Twój. Oddałem Ci siebie całego, a jedyne o co proszę to byś przy mnie teraz był. Czy to tak wiele? Wystarczy sama Twoja obecność, to wszystko.
Pamiętasz jak obiecałeś, że już zawsze będziemy razem? Obiecałeś… Więc dlaczego Cię tu nie ma?
Moje życie się zmieniło odkąd odszedłeś. Wraz z Twoim zniknięciem wyparowała z niego cała radość. Zawiesiliśmy działalność. Pozostali członkowie pewnie też czekają na Twój powrót. Pielęgnuję w myślach wspomnienia o Tobie. Zajmuje mi to całe dnie. Nasze wspólne kąpiele w wannie pełnej krystalicznych fantazji, podkreślonych tęczową aurą owocowych żelów. Pamiętasz, wtedy zawsze podglądał nas księżyc, który zdawał się być na wyciągnięcie ręki, zaraz za otwartym oknem. Wydawać by się mogło, że wystarczy tylko się przez nie wychylić, by dotknąć fosforyzującej tarczy. Nasze spacery po parku, kiedy, trzymając się za ręce, krążyliśmy wąskimi alejkami pośród bogatego kwiecia i drzew. Cały czas myślę tylko o tym, jak spędzaliśmy razem czas. Może to dobrze, że na razie odpuściliśmy sobie z graniem, nie potrafiłbym się na tym skupić, kiedy głowę mam wypełnioną Tobą.
Płaczę pisząc ten list. Już nie wiem nawet, który to, przestałem je liczyć. Zresztą to nie ważne. Istotne jest to, że nie odpisałeś. Czym sobie zasłużyłem na taką ignorancję z Twojej strony? Powiedz mi, gdzie popełniłem błąd, a naprawię to. Obiecuję. Ja dotrzymuję słowa.
Teru mówi, że nie żyjesz. Ale to przecież niemożliwe. Musisz żyć. I wrócisz do mnie. Wiem to.
Hizaki

16 czerwca 2014

143. Katarynka cz. IV (Kamijo x Hizaki)



Tytuł: Katarynka
Pairing: Kamijo x Hizaki
Notka autorska: I znowu nie będę miała co dodać… :c Jednak ta część nawet mi się podoba. ^^

CZĘŚĆ IV
Tafla Jeziora Biwa o tej porze dnia jest pomarańczowo-złota, gdzieniegdzie przecięta niebieskawymi pasmami. W tle rozpływa się zarys wzniesień, obsypanych roślinnością. Niebo ma kolor wody, wydaje mi się, że jezioro jest wielkim lustrem, w którym przegląda się sklepienie.
Znajdujemy teatr, jednak okazuje się on miejscem, gdzie aktorami są lalki. Smutnieję na tę wiadomość, ale Miyavi postanawia dowiedzieć się, gdzie jest Hizaki.
− Musi tu być – mówi z przekonaniem i rozpoczyna poszukiwania. – Ten chłopiec na pewno pana nie widział, ponieważ jest niewidomy, ale pan musiał go zauważyć. Śpiewa i tańczy w akompaniamencie katarynki.
− I zamyka przy tym oczy – dodaję, rozpamiętując, jak starał się przede mną ukryć tę drobną wadę, jaką jest uciekająca w bok źrenica.
− Cóż… Poszukajcie w cyrku „Kryształowa Pozytywka”. Dużo tam dziwaków, może znajdziecie swojego śpiewaka z katarynką. Cyrk znajduje się na tamtym wybrzeżu. – Mężczyzna wskazuje zarys małej konstrukcji, za którą powoli chowa się słońce. Nie mogę uwierzyć, że być może za chwilę go zobaczę. Mam nadzieję, że to nie jest kolejna przykra niespodzianka, po której zostanie mi tylko dziecięce wspomnienie i myśl, że już nigdy nie usłyszę i nie ujrzę Hizakiego.
„Kryształowa Pozytywka” rzeczywiście wydaje się być zrobiona z bloków kryształu. Złączone ze sobą szklane ściany o różnych kolorach za sprawą promieni słonecznych, mienią się paletą wszystkich barw. Mimo że dzień chyli się ku końcowi, miasteczko nie zasypia. Kiedy przechodzimy przez bramę ze znakami układającymi się w nazwę cyrku, do moich uszu docierają różne melodie, które mieszają się wzajemnie w ogólnym zgiełku kolorów i głosów. Poustawiane tu i ówdzie klatki z kolorowymi ptakami sprawiają, że bolą mnie oczy. Za dużo tu barw, za dużo gwaru. Kobiety plotkują między sobą. Nawet z daleka czuję intensywny zapach ich perfum. Mężczyźni, którzy im towarzyszą, nieco już znużeni spoglądają na ogromny zegar, który odmierza perfekcyjnie czas ich udręki.
Rozglądam się za Hizakim. Szukam katarynki. Staram się wytężyć słuch, by usłyszeć jego głos. Gdy niespodziewanie harmider cichnie. Zauważam małą grupkę ustawioną wokół niewielkiej sceny. Przeciskam się na sam początek. To musi być miejsce przygotowane dla niego! Nie wyobrażam sobie, by teraz wystąpił tu ktoś inny. W tym miejscu, przy tym miniaturowym podwyższeniu, przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie. Cyrk przynosi mi na myśl paryski plac tętniący życiem. Wszechobecne kolory są jak fontanna, a zachodzące słońce wydobywa barwy i oświetla nimi sylwetki publiczności. Oświetla również drzwi małego baraku, które są otwarte. Wejście przesłania delikatna kurtyna. Światło pada na kryjącą się za płachtą postać. Mój wzrok wychwytuje znajome rysy. Porusza się, chwytając otaczające go kontury palcami. Odsłania zasłonę. Jakiś mężczyzna pomaga mu zejść po schodach, a następnie dostać się na scenę. Cisza, która zapanowała zdaje się być bliźniaczką tajemnicy, wyczarowanej przez Hizakiego. Tajemnicy, którą on sam się otulił.
Zmienił się i to bardzo. Urosły mu włosy, teraz mają jasny odcień i są poskręcane w fantazyjne spirale, tworzące złotą burzę wokół jego głowy. W puszysty obłok została wpięta czerwona róża, udekorowana małą, czarną, nakrapianą woalką, bordowym piórem i zwisającym luźno sznurem czarnych pereł. Zamyka pomalowane na czerwono powieki, doklejone rzęsy, rzucają cienie na policzki i zdają się ciągnąć w nieskończoność. Czerwona sukienka, którą ma na sobie sięga kolan, a z tyłu ciągnie się tren aż do podłogi. Wygląda jak kobieta, ale wiem, że to on. To musi być on! Ta upajająca delikatność, wyczuwalna w każdym jego ruchu. Zamknięte oczy, tak cudownie zamknięte. A kiedy zaczyna śpiewać, czuję, że znalazłem się w odpowiednim miejscu.
Kiedy napięcie się rozluźnia, a Hizaki schodzi ze sceny, wielu mężczyzn pragnie z nim porozmawiać. Najwyraźniej jego kobiecość, to tylko otoczka, która ma zwabić nowych widzów. Odurzające piękno skryte za wachlarzem kuszącego ciała. Jestem ciekaw czy zdaje sobie sprawę z tej magii, którą wokół siebie roztacza.
Zainteresowanie wokół Hizakiego nasila się tak bardzo, że postanawiam zrobić coś bardzo ryzykownego, jednak wiem, że druga taka szansa może nie nastąpić. Wchodzę do jego baraku. Jego wnętrze przemieniono na garderobę. Ogromna szafa pełna sukienek rozciąga się na całej długości ściany naprzeciwko drzwi. Barwny szereg butów na wysokich obcasach stoi obok toaletki, na której znajdują się rozmaite kosmetyki. Subtelny zapach perfum unosi się w powietrzu.
Stukot obcasów. Hizaki wchodzi do środka. Zastygam w bezruchu, przyglądając się jego sylwetce. Chcę wydukać jakieś przeprosiny, kiedy uświadamiam sobie, że przecież on mnie nie widzi. Wypuszczam powietrze z płuc i tym właśnie zdradzam swoją obecność.
− Kto tu jest? – pyta lekko przestraszony. Chyba tylko duma, którą odczytuję z jego pewnej postawy nie pozwala mu jeszcze krzyczeć. Rozczula mnie jego zachowanie. Mimo tego że jest całkiem bezbronny, nadal wierzy, że da radę się obronić.
− Nie chcę zrobić panu krzywdy. – Podchodzę i chwytam jego drobne dłonie. Tak jak kiedyś…
− Panu? – powtarza zaskoczony. Z tego całego zdziwienia zapomina zamknąć oczy. Teraz są szeroko otwarte. Może ma nadzieję, że jednak coś zobaczy?
− Zdaję sobie sprawę, kim pan jest.
− Ale ja w dalszym ciągu nic nie wiem o panu… Co pan tu robi?
− Zna mnie pan.
− Nie mogę pana znać! Nawet nie wiem, jak pan wygląda.
Dziwi mnie, że jeszcze nie wyszarpnął rąk z mojego uścisku.
− Więc proszę pozwolić sobie mnie poznać.
Zagryza wargę i przewraca oczami. Wygląda przy tym jak nadąsana lalka. Muszę przyznać, że jego niedostępność jest równie urocza, co delikatny łuk ust, rysujący się właśnie w nieśmiałym uśmiechu.
Nagle dociera do mnie, że drobny podarunek byłby dobrym pomysłem. Teraz stoję przed nim bez możliwości zaoferowania mu czegokolwiek. Na tę myśl moje dłonie drżą. Zdziwienie unosi do góry jego prawą brew.
− Chyba powinien już pan iść – szepcze, zamykając oczy. Czerwone powieki przesłaniają brązowe tęczówki i chowają przed światem tę uroczą choć nie do końca doskonałą źrenicę. – Chciałbym się przebrać – dodaje, przez co czuję się jak nieproszony gość.
− Oczywiście. – W zdenerwowaniu rozprostowuję palce; dłonie, otulone koronką czarnej rękawiczki, opadają. Mam wrażenie, że przez ten krótki moment, w którym przecinają jedwabiście powietrze, barwią niewidzialną chmurę na różowo. Zarumieniona mgła unosi się wokół nas, wytwarzając atmosferę, w której marzę tylko o jednym: pocałować go.
Kiedy idę do drzwi, wyimaginowany obłok wdziera się w nozdrza i przenika do umysłu, który poprzez kontakt z ustami, wydobywa z nich moją rozpaczliwą prośbę:
− Czy zechce pan mnie jednak poznać? Nawet, gdy nie jest pan w stanie mnie zobaczyć?
− Tak.

9 czerwca 2014

142. Katarynka cz. III (Kamijo x Hizaki)



Tytuł: Katarynka
Pairing: Kamijo x Hizaki
Notka autorska: Naprawdę nie mam już co dodawać. :c Mam co prawda inne opowiadania, których tu jeszcze nie publikowałam, ale to są maksymalnie trzy części. Ostatnio w ogóle nie mam weny, ale postaram się coś naskrobać. Zmieniłam szablon na bardziej optymistyczny i założyłam nowego bloga – klej w sztyfcie. :3 Jeżeli jesteście zainteresowani, to możecie zajrzeć. Z tej części nie jestem zadowolona, ale za to czwarta jest już lepsza. c: Zapraszam. ^^

CZĘŚĆ III
Odwiedził mnie we śnie. Ma cal wzrostu, a barwne kimono osłania jego ciało. Leżę, obserwując jak rozgląda się z zainteresowaniem dookoła. Podchodzi do mnie i przygląda się mojej twarzy, przekrzywiając głowę. Wreszcie siada na ławeczce mojej ręki. Podnoszę go do oczu, a Hizaki macha nogami w powietrzu. Potem przeciera oczy, kładzie się i zasypia na moich rozprostowanych palcach. Wygląda to tak, jakby wylądował na nich mały motylek. Motylek, który cichutko chrapie.

− Hej, wszystko dobrze? – Zaniepokojony głos budzi mnie ze snu. Otwieram oczy i spotykam młodą twarz. Został chyba utkany z kolorów – barwy osiadły wszędzie, zaplątały się nawet we włosy.
− Czy jestem w Japonii? – pytam z nadzieją. Mężczyzna również jest Japończykiem.
− Nie, to jeszcze nie Japonia – śmieje się. – Tam się wybierasz?
− Tak, konkretnie do prefektury Shiga.
− To jeszcze trochę przed tobą. Mogę znać powód, dla którego postanowiłeś pokonać drogę przez całą Azję?
− Chcę odnaleźć pewnego chłopca. Ujrzałem kiedyś jak tańczy i śpiewa na paryskim placu i… oczarował mnie…
− Zakochałeś się w nim. To cudownie!
− Ale nie wiem, jak go odnaleźć…
− Dasz radę! Zobacz, ile już drogi pokonałeś, żeby się do niego dostać. Naprawdę musi ci na nim zależeć. Wspominałeś o prefekturze Shiga i o tym, że tańczy i śpiewa… Nagahama! Tam go znajdziesz!
− Skąd pan to wie?
− Teatr, mój drogi. – Uśmiecha się, jakby mówił o czymś oczywistym. – Na pewno jest teraz w teatrze.
Nie wiem, czy rzeczywiście go tam spotkam, ale nie zaszkodzi spróbować. I tak nie mam innego wyjścia.
− Czy mógłby mi pan towarzyszyć?
− Mów mi Miyavi, przyjacielu!

To niesamowite, że zupełnie przez przypadek poznałem tego człowieka. Może podpowie mi, jak najlepiej okazywać miłość? Da kilka rad, dzięki czemu uda mi się w jakimś stopniu wywrzeć wrażenie na Hizakim? Jednak kiedy go o to proszę, odpowiada smutno:
− Wiesz, Kamijo, jeśli chodzi o miłość, nie jestem dobrym autorytetem. Znalazłem co prawda kobietę swojego życia, ale Melody… ona… ona potrzebowała czegoś więcej niż tylko śmiechu i moich sztuczek. Chciała, żebym wreszcie zszedł z tych obłoków fantazyjnych pomysłów i zaczął żyć jak odpowiedzialny mąż. Powinienem był poszukać jakiejś pracy, zapewnić nam dogodne mieszkanie. Ale ja nie potrafiłem… − Spuszcza na moment głowę, jednak po chwili unosi ją, a uśmiech rozświetla jego młodzieńczą twarz. – Ale tobie się to uda! Skoro mi nie wyszło, to zrobię wszystko, żeby spełniło się twoje marzenie!

Wyruszamy następnego dnia. Kierunek: wschód. Kraj: Japonia. Miasto: Nagahama. Nic nie stanie nam na przeszkodzie! Teraz jestem pewien, że moje sny mogą przekształcić się w rzeczywistość.
Pieniędzy, które zabrałem ze sobą jest już niewiele, ale Miyavi ma przy sobie swoje oszczędności, więc to pozwala nam nocować w jakiś tanich pensjonatach. Jemy i śpimy niewiele. Bardziej zależy nam, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Cały czas towarzyszy mi widok jego twarzy. Odbija się w taflach jezior, w tarczy księżyca. Ile bym dał, żeby znów go zobaczyć…
Kiedy płyniemy statkiem ku wyspom Japonii, czuję jednocześnie strach i podniecenie. Przypominam sobie, że nie mam dla niego żadnego prezentu. Jak ja mu się pokażę tak bez niczego?
− Myślę, że nie potrzeba nic materialnego. Wystarczy, że oddasz mu całego siebie – tłumaczy Miyavi. Jak zwykle umie mnie pocieszyć nawet w najcięższej sytuacji.
Wreszcie to, o czym marzyłem dokonuje się. Stawiam stopę na wybrzeżu. Czuję zapach morskiej bryzy. Głosy wydobywające się z ludzkich gardeł, tworzą szum. Miyavi kładzie mi rękę na ramieniu. „Dotarliśmy” – słyszę podziw w jego głosie. Hizaki, nadchodzę!

3 maja 2014

134. Katarynka cz. II (Kamijo x Hizaki)



Tytuł: Katarynka
Pairing: Kamijo x Hizaki
Notka autorska: Druga część Katarynki. Mam nadzieję, że zechcecie ją ocenić. :3

CZĘŚĆ II
Hizaki… Jedno drobne słówko odbija się echem w mojej głowie, barwiąc tęczą powierzchnię czaszki. Mój umysł jest teraz tak kolorowy, jak płatki, które otulają sylwetkę kwiatuszka. Muszę go odnaleźć! Tylko jak? Skoro wyjechał, mogę szukać go po całym świecie. Z drugiej strony świat nie może być taki ogromny, skoro to Hizaki jest teraz całym moim światem, a on jest przecież malutki. Gdybym tylko mógł odczytać mapę, która prowadzi prosto do jego ramion… Wszystko byłoby prostsze.
Pytam o niego ludzi, którzy kręcą się po placu. Przemykam między nimi niczym cień, żeby jego chłopak mnie nie zobaczył. Przychodzę w to miejsce już któryś rok. Kiedy po raz kolejny nikt nie udziela mi odpowiedzi, słyszę głos. Jest stary, cichy i zachrypnięty, jakby osoba, do której należy długo się nie odzywała, a jednocześnie coś w jego barwie sprawia, że ma się ochotę go wysłuchać. Niewątpliwie staruszek chce mi przekazać coś ważnego. Podchodzę do niego. Kuli się pod ścianą na brudnym bruku. Przenikam przez barierę cienia, a mój wzrok wychwytuje jego rysy. Jest cały pomarszczony, a przerzedzone kłęby szarej wełny osiadły na jego głowie. Oczy osłaniają czarne okulary.
− Szukasz tego chłopca, który śpiewa do muzyki z katarynki?
− Tak, bardzo mi zależy, żeby go znaleźć.
− Znam go. Często przychodził do mnie, żeby mi zagrać czy zaśpiewać. Wiesz, to co słyszę, to jedyna rzecz, która mi została. Nie mam już żony, dzieci rozeszły się po świecie. Czasami zapraszał mnie do tańca. Ale jakby to wyglądało? Dwójka ślepców, tańcząca pośród zdrowych przechodniów. To byłoby śmieszne. Jednak jemu to nie przeszkadzało. Tańczył dalej mimo swojej choroby.
Ta historia, chociaż krótka, przeszywa mnie dreszczem. Jak to możliwe, że ktoś kto potrafi tak pięknie zapanować nad swoim ciałem w tańcu, po prostu nie widzi? Jak to możliwe, żeby oczy tak cudowne nie mogły oglądać chociażby tego kolorowego bukietu, jakim jest fontanna?
− Gdzie teraz jest? – pytam cicho. Muszę go jak najszybciej znaleźć. W takim stanie może łatwo zrobić sobie krzywdę.
− Mówił mi kiedyś, że pochodzi z prefektury Shiga. Może tam wrócił? Szukaj go w Japonii.
− Dziękuję.
***
Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w Japonii. Musiało to być naprawdę dawno temu. Pakuję do walizki to, co mam pod ręką. Wiem, że ta podróż będzie długa, ale dam radę. Jeśli go nie odnajdę, moje życie straci sens.
Drżą mi ręce, kiedy układam na dnie bagażu poskładane w kostkę ubrania. Chciałbym również ukryć tam prezent dla niego, ale co ja mogę mu podarować?
Wczesnym rankiem pojawiam się na peronie. Dzień jest pochmurny. Wszystko spowijają szare kłęby. Ludzie w płaszczach przemieszczają się pospiesznie w kierunku pociągów. Wokół kwitną  parasole – deszcz pada dziś obficie, więc pełno tu kolorowych kopuł, pod którymi skrywają się ludzie.
Wsiadam do wagonu. W moim przedziale siedzi tylko jedna osoba. Dorosły mężczyzna, notujący coś w zeszycie. Atrament rozlewa się po papierze, przyjmując różnorakie kształty, które układają się w litery. Zamyśla się na moment, po czym przekreśla kawałek tekstu zamaszystym ruchem. Przesłania twarz dłonią i wzdycha.
Siadam obok i spoglądam na spoczywający na kolanach notatnik. Cały tekst jest czarny, jednak gdzieniegdzie czerwienią się słowa, które dotyczą krwi. Na samym dole widzę podpis Iwakami Tatsurou. Jego długie czarne włosy osłaniają twarz niczym gruba kurtyna.
− Czego chcesz, dzieciaku? – pyta zirytowany, dostrzegając moją obecność.
− Szukam pewnej osoby. Jadę właśnie do Japonii, żeby ją odnaleźć.
− Zakochałeś się… − To stwierdzenie, nie pytanie.
− Czy jeśli powiem, że tak, wyrwie mi pan serce?
− Wyrywałem serca wielu osobom, ale były one już martwe. Wiesz, łatwiej wyrwać serce komuś, kto nie żyje. A co zaś się miłości tyczy, z żywymi jest ciężko. Najlepiej dogadać się z tymi wyimaginowanymi. – Wskazuje głową zeszyt. – Tam możesz wszystko… − Spogląda mi w oczy. – Możesz stworzyć sobie wymarzoną kochankę i nikt nie zauważy, że jest ona utkana z nici kłamstwa. A kiedy ci się znudzi, możesz wyrwać jej serce i zrobić sobie nową, jeszcze lepszą. Możesz namalować sobie swój własny świat, a jedyne co cię ogranicza, to twoja wyobraźnia. Normalnie jest to nierealne.
− Dlaczego nierealne? Przecież już odnalazłem swój ideał. – Nie mogę uwierzyć w to, co ten człowiek mi mówi. Jak mógłbym kochać litery na papierze, nawet gdyby układały się one w najpiękniejszą postać? Nawet gdyby potrafiły opisać sposób w jaki on śpiewa i tańczy?
− Kiedy poznasz tę osobę bliżej, na wyciągnięcie ręki, kiedy będziesz mógł po nią sięgnąć, sam uciekniesz do świata marzeń.
Pociąg staje. Mężczyzna zabiera kolorowe pióra i notatnik. Wychodzi z przedziału. Obserwuję przez okno jak znika pomiędzy ludźmi. Na nikogo nie patrzy. Chyba trwa w swoim świcie otoczony martwymi kobietami. Z tym, że martwe kobiety nigdy nie zaśpiewają i nie zatańczą tak, jak Hizaki. Nawet jeśli spróbowałby opisać te wrażenia, które towarzyszą temu przedstawieniu, używając przy tym najpiękniejszych kolorów atramentu i nigdy niekończącej się wyobraźni. Gdyby tylko zrozumiał, jak wiele traci.