Pokazywanie postów oznaczonych etykietą -OZ-. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą -OZ-. Pokaż wszystkie posty

11 czerwca 2015

173. Hot Chocolate cz. VIII



Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Kenzo x Yumehito
Notka autorska: Robię z Kenzo potwora. ;; Najciekawsze jest to, że Kenzo to pierwszy japoński muzyk, który mnie zauroczył. A za Yumehito nie przepadam. Połączyłam go z Kenzo tylko dlatego, że często robili fanservice, kiedy grali w Ayabie.
sadist vampire Yuna.miko: Nie, Shindy nie jest łatwy. :3 Oczywiście, że nie jest. Wiem, wiem, dużo tych związków. Jeden kocha drugiego, który kocha trzeciego, a trzeci kocha pierwszego itd. xD Jakby co zrobiłam taką rozpiskę, kto obecnie jakimi uczuciami kogoś darzy. ^^ Mam nadzieję, że to trochę ułatwi sprawę. :3
Reila Suzu: Ja też jestem taką sierotą jak Shindy. ^^" Cieszę się, że przypadła Ci do gustu postać Many. :3

 Obecnie tak wyglądają relacje między naszymi bohaterami. ^^ Wraz z biegiem wydarzeń będę wprowadzać zmiany.

 CZĘŚĆ VIII
Jakiś czas jeszcze szukali, chociaż każdy z nich oprócz Miyaviego wiedział, że to bezcelowe i nigdy nie odnajdą pokoju Shinyi, kiedy nagle Mana dostrzegł jak kilka metrów przed nimi przemknęła drobna postać o charakterystycznie podpiętych blond-rudawych kosmykach. Pociągnął znacząco Miyaviego za rękaw i wskazał na zakręt, gdzie zniknął Shindy.
− Shindy! – zawołał Miyavi.
Chłopak cofnął się, słysząc swoje imię.
− Miyavi. – Uśmiechnął się na widok znajomej, życzliwej twarzy.
− Właśnie cię szukaliśmy, żebyś wypił z nami herbatę.
− Ojej, to naprawę miłe. – Ten gest bardzo zaskoczył Shindy’ego. Nie sądził, że osoby, które widział tylko raz w życiu zrobią mu taką niespodziankę. I jeszcze zaangażowali się w to uczniowie, których nie znał.
− To jest Intetsu, Reita i Uruha. – Miyavi wskazał po kolei pozostałych kolegów. – Przyszlibyśmy wcześniej, ale nie wiedzieliśmy, gdzie jest twój pokój – zakłopotał się odrobinę, jednak zaraz się rozpromienił: − Ale nic, lepiej późno niż wcale. Może herbata jeszcze nie jest taka zimna. Chodźmy.
Shindy zaprowadził ich do swojej sypialni, gdzie siedział Yoichi w towarzystwie Masatoshiego i Bou.
− Shindy-sama. – Bou natychmiast wstał i ukłonił się nisko.
− Bou, nie musisz się tak do mnie zwracać – zaśmiał się Shindy.
Usiedli wokół niskiego stolika. Miyavi rozlał herbatę do filiżanek, niechcący wylewając odrobinę na Manę.
− Przepraszam – szepnął, zestresowany. – Bardzo przepraszam, nie chciałem.
Twarz Many jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji. Już chciał sięgnąć po notes i wyzwać chłopaka od idiotów, kiedy zerknął na niego i po raz pierwszy dostrzegł w jego oczach przygnębienie. Smutek tak wyraźnie malował się w źrenicach, czyniąc twarz posępną, że w brunecie coś pękło. Teraz wiedział tylko jedno – nie chciał już nigdy więcej widzieć Miyaviego w takim stanie. Pragnął, żeby zawsze był szczęśliwy. Nie będąc do końca pewnym, co robi, położył dłoń na ramieniu kolegi, niemalże się przy tym pokrzepiająco uśmiechając. Miyavi spojrzał w jego oczy i uniósł niepewnie kąciki ust.
− Nie jesteś zły?
Mana pokręcił przecząco głową. Uśmiech Miyaviego się poszerzył, jego oczy błyszczały. Mana mimowolnie zrobił to samo, zdecydowanie subtelniej niż Miyavi, ale i tak wywołał tym niemałe zaskoczenie u reszty.
− No, no, skoro nasz Mana już się uśmiecha, to może niedługo zacznie mówić – powiedział Reita.
„Spadaj…” – Mana raptownie spoważniał.
Pili zimną herbatę, rozmawiali. W tak miłym towarzystwie Shindy zapomniał o tym co spotkało go ze strony Kaoru i Die’a oraz o zaborczym Akim. Z rozbawieniem słuchał przekomarzań Reity i Uruhy, którzy za wszelką cenę starali się zdobyć uznanie Intetsu. Widział, że chłopak jest nieco zakłopotany ich zachowaniem. Sam również czuł się niezręcznie, kiedy Yoichi pakował mu do ust kolejne ciasteczka, a Bou bawił się jego włosami. Zwłaszcza, że widział to tęskne spojrzenie Masatoshiego, brutalnie zignorowane przez współlokatora.
− Yoichi, Bou, zostawcie Shina. On nie jest zabawką. – Masatoshi starał się jakoś uratować Shindy’ego przed zagłaskaniem na śmierć. Mimo że był zazdrosny o sympatię jaką Yoichi darzył Shinyę, naprawdę go polubił.
Chłopcy jednak nie zwrócili na to uwagi i dalej robili swoje, przy okazji kłócąc się o chłopaka.
− Przestań szarpać go za włosy – warknął Yoichi. – Powyrywasz mu je.
− Nie powyrywam – oburzył się Bou. – Tylko go głaszczę. Prawda, Shindy-sama? Powiedz, że jest ci przyjemnie. To ty go faszerujesz tymi ciasteczkami. Pewnie już mu jest niedobrze.
− Na pewno jest głodny. Jest taki chudziutki. Muszę o niego dbać.
Mana jak zwykle siedział cicho, w spokoju popijając herbatę. Co jakiś czas zerkał na Miyaviego, na tyle ostrożnie by ten go nie przyłapał.
Czas minął im szybko i nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak późno, że wypadałoby iść spać. Uruha i Reita postanowili iść razem z Intetsu, Miyavi i Mana oddalili się w swoją stronę. Masatoshi wrócił do sypialni sam. Został tylko Bou, który nerwowo marszczył palcami materiał czarnych spodni.
− Shindy-sama, czy mógłbyś mnie odprowadzić? – zapytał cicho.
− Shin-chan jest zmęczony – powiedział szybko Yoichi.
Bou spuścił głowę, zasmucony.
− Nie no, odprowadzę cię. – Shindy uśmiechnął się do blondyna i razem opuścili pokój. Szli korytarzem oświetlonym teraz licznymi lampami.
− No proszę. Dwie cioty. Muszę przyznać, że idealnie się dobraliście. – Shindy rozpoznał ten głos, chociaż miał okazję usłyszeć go tylko raz. Jak zwykle ociekał jadem i kpiną. Odwrócił się w stronę Kenzo, obok którego stał niższy chłopak.
− Kenzo, daj spokój…
− Zamknij się, Yumehito. – Podszedł do Shindy’ego, który stanął przed Bou, chcąc go w razie czego osłonić, choć doskonale wiedział, że w starciu z Kenzo jego szanse byłyby marne. – I co teraz? Natsukiego tu nie ma. Mogę ci bez obaw przypierdolić.
− Nie… – pisnął Bou.
− Spokojnie – powiedział Shindy. – Niby dlaczego? Nic ci nie zrobiłem.
− Nie potrzebuję konkretnego powodu. Mam ochotę ci przyjebać i tyle.
− Kenzo, proszę… − Yumehito położył dłoń na ramieniu chłopaka.
− A ja cię proszę, żebyś się nie wtrącał, kochanie.
Shindy cofnął się o parę kroków, odsuwając przy tym również Bou, nadal nadając mu ochronę pod postacią swojego ciała.
− Ej, a ty dokąd. – Kenzo chwycił go za marynarkę i przyciągnął do siebie.
− Naprawdę nie chcę się z tobą bić. – Chłopak próbował oderwać zaciśnięte kurczowo palce od swojej odzieży.
− Zostaw Shindy’ego! – krzyknął Bou i rzucił się na Kenzo z pięściami, ten natychmiast odepchnął go, przez co blondyn upadł na podłogę.
− Co to za hałasy? – W korytarzu pojawił się Tatsuro. – Kenzo, co ty znowu wyprawiasz? Puść go w tej chwili. – Pomógł Bou wstać.
Szatyn rozluźnił uścisk na czarnym materiale marynarki Shina.
Yumehito nie czekając na swojego chłopaka, udał się w kierunku sypialni.
− A ty dokąd? – zapytał Kenzo.
− Jak najdalej od ciebie. Mam już dość.
− Widzisz coś narobił, idioto? – Chłopak zwrócił się do Shindy’ego − Jeszcze sobie porozmawiamy – zagroził.
− To my sobie porozmawiamy. Jutro. A teraz wszyscy do łóżek – nakazał Tatsuro.
Kenzo mrucząc coś pod nosem powlókł się za Yumehito.
− Co się stało? – Shindy zamarł słysząc to pytanie.
Natsuki… − przemknęło mu przez myśl.
− Kenzo – westchnął Tatsuro.
− Znów się ciebie czepiał? – Brunet zwrócił się do Shina, na co ten jedynie skinął głową. – Już nie wiem, co z nim zrobić… Ale przynajmniej nie jest tak źle jak w przypadku Kaoru i Die’a. – Shinya wzdrygnął się na dźwięk tych imion, co Natsuki zauważył. – Tatsuro, odprowadź Bou.
Kiedy się oddalili, Natsuki zbliżył się do Shindy’ego. Słowa Akiego mimowolnie pojawiły się w umyśle chłopaka. Nie był pewny czy może mu ufać. To, co mówił Aki mogło być przecież prawdą…
Brunet zauważył strach w jego oczach. Zmarszczył brwi.
− Boisz się – to było stwierdzenie, nie pytanie. – Czego się boisz?
− Nie boję się – zaoponował Shindy.
− Kiedy wspomniałem o Die i Kaoru wzdrygnąłeś się – stwierdził. – Dlaczego?
− To nic takiego. Ja… ja muszę już iść. – Odwrócił się, jednak Natsuki chwycił go za ramię.
− To oni cię skrzywdzili? – dopytywał.
− Nie. – Shindy starał się odwrócić wzrok.
− Kłamiesz. Shindy, nie kłam, to nie ma sensu. Nikomu nic nie powiem. Wiem, że się ich boisz, dlatego nikt się nie dowie. Chcę po prostu wiedzieć, czy to oni.
− Dlaczego chcesz to wiedzieć?
Natsuki na chwilę zamilkł. Co miał mu powiedzieć? Że chce go chronić?
− Jestem głównym opiekunem, a dbanie o bezpieczeństwo uczniów jest moim obowiązkiem.
− Naprawdę muszę iść.
− Odprowadzę cię.
− Dam sobie radę. – Shindy już chciał ruszyć do swojego pokoju, kiedy Natsuki szarpnięciem przyciągnął go do siebie. Chłopak zachwiał się i wpadł prosto w jego ramiona.
− Dlaczego tak bardzo się boisz? – zapytał brunet, czując drżenie drobnego ciała. Nie wiedział co się dzieje. Domyślał się, że Shindy może teraz bać się dotyku przez to, co zrobili mu Kaoru i Die, jednak nie sądził, że będzie odczuwać też strach przed nim. – Nie bój się mnie.
− Nie boję się ciebie, Natsuki-sama – zapewnił Shindy.
Znowu kłamiesz – westchnął w myślach, spoglądając w oczy Shinyi.
− Chodź, odprowadzę cię do sypialni.
Kiedy znaleźli się przed właściwymi drzwiami, Shindy zerknął na Natsukiego, chcąc mu podziękować. Brunet przyglądał mu się uważnie. Przekrzywił lekko głowę, poczym spuścił wzrok.
− Obiecaj mi coś, Shinya.
− Co mam obiecać?
Natsuki ponownie spojrzał prosto w jego źrenice, jak gdyby chciał sprawić, by Shindy spełnił jego prośbę.
− Bądź ostrożny. Będę spać spokojniej ze świadomością, że wszyscy uczniowie są bezpieczni.
− Oczywiście. Dziękuję za wszystko. Dobranoc. – Skłonił się i już naciskał klamkę, kiedy Natsuki go zatrzymał:
− Shinya?
− Tak? – Spojrzał na niego. Po raz pierwszy w oczach bruneta pojawiły się jakieś emocje. Nigdy przedtem niezmącona niczym czerń zabłyszczała. Shindy nie rozumiał, co ukrywa się w tych tęczówkach. Dlaczego Natsuki tak na niego patrzy? Niczym echo wróciło ostrzeżenie Akiego, a Shinya odsunął się machinalnie, natrafiając plecami na drzwi.
Natsuki wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą. Jakby bardzo pragnął coś zrobić, ale jednocześnie się powstrzymywał.
Reakcja Shindy’ego ściągnęła go brutalnie na ziemię. Cały blask zamknięty w jego oczach zniknął.
− Co się dzieje? Dlaczego się odsuwasz?
Shinya nie odpowiedział. Nadal stał nieruchomo, wpatrzony w Natsukiego.
− Nie bój się mnie. – Natsuki uspokoił go miękkim, cichym głosem. – Shinya?
− Muszę wrócić do siebie – wyszeptał Shindy. – Jeszcze raz dziękuję. – Nerwowym gestem nacisnął klamkę i wszedł do swojej sypialni.

2 czerwca 2015

172. Hot Chocolate cz. VII



Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Aki x Shindy
Notka autorska: Rozdział zaczęłam już dawno temu, a dopiero przed chwilą go skończyłam. Znowu przeskakuję z jednego opowiadania na drugie za co bardzo Was przepraszam, ale po prostu tak już mam z weną. Cieszę się, że w ogóle coś napisałam, ponieważ ostatnio przechodzę całkowity kryzys twórczy. Ciężko mi idzie pisanie i rysowanie. :( Łapcie jeszcze rysunek Many i Miyaviego, który narysowałam jakiś czas temu:


Streszczę trochę poprzedni rozdział, w którym pojawiły się nowe osoby:
Intetsu po zajęciach uczęszcza na korepetycje z matematyki, które organizuje dla niego Hizumi. Zauroczony chłopakiem Intetsu nie zauważa, że jego współlokator Reita ma do niego słabość, a na dodatek rywalizuje o niego również z Uruhą.
Po skończonych zajęciach Shindy wraca do swojego pokoju, gdzie przy drzwiach zastaje Kaoru i Die’a, którzy zabierają go na spacer. Prowadzą chłopaka w głąb lasu i zmuszają, by ten ich zaspokoił, poczym zostawiają samego. Opiekunowie trzech sekcji szukają Shindy’ego. W końcu znajduje go Aki i zabiera do siebie. Shindy jednak nie wie, że to właśnie on wszystko zaplanował, aby później odnaleźć go i się do niego zbliżyć.

CZĘŚĆ VII
Aki obudził się przed Shindym i ostrożnie wstał z łóżka. Wyszedł z pokoju, przekręcił klucz w zamku, po czym udał się do jadalni. Kiedy nakładał na tacę porcje jedzenia dla Shina, usłyszał pytanie Natsukiego:
− Gdzie jest Shinya?
Brunet odwrócił się w jego stronę, uśmiechając się kpiąco.
− A co cię to obchodzi?
− Mnie obchodzą moi podopieczni, czego nie można powiedzieć o tobie.
− Uważasz, że zaniedbuję swoje obowiązki?
− Patrząc na zachowanie Kaoru i Die’a uważam, że tak. Ale nie zmieniaj tematu. Powiedz mi, gdzie on jest.
− Jest bezpieczny. Chyba o to chodzi, prawda? – Aki przeniósł wzrok na napoje, jak gdyby obecność Natsukiego go nużyła. Nalał do filiżanki gorącej herbaty i odstawił naczynie na tacę.
− Miałeś go zanieść do pielęgniarki. Powinna go obejrzeć.
− Nic mu nie jest.
− Zdajesz sobie sprawę, że narażasz jego zdrowie?
Aki zaśmiał się cicho i odłożył tacę ze śniadaniem na stolik.
− Ty jesteś po prostu zazdrosny – stwierdził z rozbawieniem. – Jesteś zazdrosny, że Shinya wybrał mnie, a nie wielkiego Natsukiego, za którym wszyscy się uganiają.
Natsuki zacisnął dłonie w pięści, wpatrując się w Akiego z nienawiścią. Brunet przysunął się do niego i kontynuował:
− Jeśli myślisz, że mi go odbierzesz, to się grubo mylisz. On jest mój.
− Jeszcze zobaczymy – warknął Natsuki.
Aki ponownie się uśmiechnął.
− Nie wiesz, z kim zadarłeś.
− To ty nie wiesz, z kim zadarłeś. – Natsuki odwrócił się i opuścił jadalnię.
***
Shindy przetarł oczy i podniósł się do siadu. Rozejrzał się po pokoju, szukając wzrokiem Yoichiego, ale kiedy nie dostrzegł nigdzie drugiego łóżka, wydarzenia zeszłego dnia przypomniały mu o swojej obecności. Ubrania, które miał na sobie, intensywnie pachniały Akim, co tylko nadało wspomnieniom wyraźniejszych konturów.  
Wstał powoli z łóżka i podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę jednak nie ustąpiły, co jedynie go przeraziło. Czy Aki miał wobec niego jakieś zamiary, że tak chorobliwie bał się, iż Shinya mu ucieknie?
Przyłożył ucho do drewna i uważnie nasłuchiwał kroków. Może ktoś będzie tędy przechodzić i usłyszy jego krzyki?
Nagle usłyszał, że ktoś szybko zbliża się do pokoju. Już chciał zawołać, kiedy dotarł do niego brzdęk kluczy.
Aki… − pomyślał i szybko odsunął się od drzwi, siadając na łóżku. Serce zaczęło bić mu szybciej ze strachu.
Brunet wszedł do środka i pospiesznie zamknął drzwi.
− Wyspałeś się? – zapytał i uśmiechnąwszy się do blondyna postawił śniadanie na stoliku.
− Kiedy będę mógł wrócić do siebie? – szepnął Shindy.
− Najpierw zjesz.
− Nie jestem głodny. Yoichi na pewno się martwi. Poza tym, która godzina? Muszę iść na lekcje…
− Dzisiaj nie pójdziesz na lekcje. Załatwiłem nam zwolnienie. Zjesz i pójdziemy na spacer, co ty na to?
− Co na to Natsuki-sama? Będzie zły, że nie ma mnie na zajęciach.
− Natsuki nie jest nikim specjalnym, żeby się na ciebie złościć o coś takiego. I lepiej, żebyś trzymał się od niego z daleka.
− Dlaczego?
− Jak myślisz, niby dlaczego wszyscy się go tak słuchają, hm? Bo się go boją. Natsuki nie raz dobierał się do młodszych uczniów. Oczywiście nauczyciele o tym nie wiedzą, bo świetnie się ze wszystkim kryje.
− Ale skąd o tym wiesz?
− Ponieważ kiedyś byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Natsuki próbował mnie w to wplątać, jednak ja nie chciałem. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że to on maczał palce we wczorajszym zajściu.
− To dlaczego sam mi tego nie zrobił?
− Natsuki nie jest idiotą. Chce zdobyć twoje zaufanie, żeby później cię wykorzystać. – Aki zerknął na Shindy’ego, a widząc jak bardzo jest on roztrzęsiony, podał mu filiżankę. – Napij się.
Shin pił napój powoli, rozmyślając nad słowami Akiego. Czy to możliwe, by Natsuki był taki naprawdę? Nie wiedział już komu może ufać.
− Nie bój się, Shin-chan. – Brunet czule pogładził jego policzek. – Ochronię cię. – Wyjął blondynowi z dłoni naczynie, odłożył na stoliku i pocałował go delikatnie w usta. Shindy nieśmiało oddał pocałunek, na co Aki uśmiechnął się subtelnie, wplatając palce w jego włosy.
Po zjedzonym śniadaniu, zabrał Shindy’ego na spacer. Nadal było chłodno, więc blondyn siedział na trawie w bluzie Akiego, dodatkowo otulony jego ramionami.
− Tu się pierwszy raz spotkaliśmy – przypomniał Aki.
Tu pierwszy raz zobaczyłem Natsukiego – pomyślał Shin.
Brunet zmarszczył brwi.
− O czym myślisz? – zapytał, obejmując chłopaka mocniej.
− O niczym konkretnym – odparł pospiesznie Shindy.
Aki położył się na trawie, ciągnąc na siebie zaskoczonego Shinyę. Ich twarze były znów blisko siebie, a kolano bruneta niby przypadkiem otarło się o krocze blondyna.
− Co robisz? – szepnął Shin. Aki uśmiechnął się jedynie i tym razem z pełną premedytacją podrażnił przyrodzenie przez materiał spodni. – Przestań… − Shinya spróbował się podnieść, jednak ramiona chłopaka były zbyt silne. Zdołał odsunąć się tylko na parę milimetrów, by znowu opaść na klatkę piersiową Akiego.
− Dokąd mi uciekasz? – zaśmiał się Aki.
Shindy szarpnął się jeszcze kilkakrotnie, gdy nagle zamarł, czując na brzuchu coś twardego. Nie przypuszczał, że jego gwałtowne ruchy aż tak podziałają na Akiego… Zarumienił się na tę myśl.
− Słodki – stwierdził Aki. Shin, słysząc te słowa, ukrył twarz w jego koszuli. – Nie chowaj się przede mną.
− Puść mnie, proszę…
Brunet sprawnie obrócił ich tak, że teraz to on był na górze. Oparł się na przedramionach po bokach głowy Shinyi.
− Dlaczego miałbym to zrobić?
− Boję się – wyznał cicho blondyn.
− Czego się boisz? – Aki przesunął ustami po jego szyi. – Przecież nic złego nie robię.
− Jesteś zbyt blisko…
− Chcę być jak najbliżej ciebie…
− Ale ja… ja nie jestem gotowy… − Położył dłonie na ramionach chłopaka, starając się nadać im chociaż odrobinę dystansu. Poruszył ostrożnie nogami, chcąc się jakoś wydostać spod jego ciała. Aki wyczuł drobny ruch i natychmiast go zablokował. – Proszę…
Shindy zacisnął powieki, gdy poczuł pocałunek na swoim czole. Brunet zszedł z niego, jednak zanim chłopak zdążył się podnieść, już siedział na jego kolanach.
− Nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy. – Przeczesał palcami jego włosy.
− Czy moglibyśmy wrócić do środka?
− Dlaczego? – Aki zbliżył usta do jego policzka.
− Chcę wrócić do swojego pokoju.
− A jeśli ci nie pozwolę, co wtedy zrobisz? – Chłopak zerknął na Shinyę z rozbawieniem. To pytanie zirytowało blondyna.
− Nie muszę cię pytać o zgodę – mruknął, ponownie starając się odepchnąć Akiego, który z trudem powstrzymywał śmiech.
− Oj, tylko się z tobą droczyłem – zaśmiał się, poczym pozwolił mu wstać, zaraz jednak chwycił go za rękę. Shindy wyszarpnął dłoń i ruszył w stronę budynku. – Jesteś na mnie zły?
− Nie, po prostu chcę pobyć sam.
− Powiedziałem już, że lepiej dla ciebie, żebyś trzymał się blisko mnie. – Aki raptownie spoważniał. – Przez chwilę byłeś sam i zobacz, co się stało.
− Nie możemy spędzać ze sobą każdej chwili.
− Niby dlaczego? – Zachowanie Shindy’ego coraz bardziej go denerwowało. Zdecydowanie wolał, kiedy był uległy, wręcz przestraszony. Łatwiej było nim wtedy manipulować.
− To niemożliwe. Ty masz swoje życie, a ja swoje. Musisz zaakceptować też moją prywatność. Teraz chcę spędzić trochę czasu w swoim pokoju. Chciałbym, żebyś to zrozumiał. Jeśli chcesz ze mną być, musisz dać mi trochę swobody.
− Chcę cię tylko chronić. – Brunet machinalnie zacisnął dłonie w pięści.
− Wiem, doceniam to, ale nie musisz się tak o mnie martwić. Dam sobie radę.
Aki starał się wyrównać oddech. Musiał się uspokoić. W końcu chce, żeby Shindy go pokochał, a nie stanie się tak, jeśli ten będzie się go nieustannie bał.
− Masz rację, skarbie, przepraszam. – Uśmiechnął się ciepło, rozluźniając palce.
− Cieszę się, że rozumiesz. – Shin podszedł do niego i pocałował go w policzek.
− Tylko uważaj na siebie.
− Oczywiście – obiecał i pobiegł do szkoły.
***
„Miyavi, dobrze wiesz, że nienawidzę tych szkolnych herbatek…” – Mana podsunął chłopakowi notatnik, kiedy szli korytarzem w kierunku pokoju Intetsu i Reity.
− Marudzisz, Mana-chan, będzie fajnie!
„Nie nazywaj mnie tak!”
− No, jesteśmy. Możesz zapukać? Ja mam zajęte ręce. – Miyavi wskazał głową tacę, na której stał imbryk i talerzyk z ciasteczkami.
„Puk-puk”
− Bardzo zabawne, Mana. Widzę, że żart ci się wyostrzył.
„A co? Tylko tobie wolno być idiotą?”
Miyavi kopnął kilkakrotnie drzwi. Po chwili otworzył Reita.
− Hej, Rei!
− O, Miyavi.
„Yhym! Yhym!”
− O, cześć, Mana.
− Jest Intetsu? – Miyavi zajrzał do pokoju przez ramię przyjaciela.
− Jest i nawet Uruha się przypałętał.
− To świetnie. Poznaliście już nowego ucznia?
− Nie, jakoś nie mieliśmy okazji go widzieć. – Intetsu podszedł do drzwi.
− To teraz będzie okazja, bo właśnie z Maną wybieramy się do niego z herbatą i ciastkami. Mam nadzieję, że się przyłączycie.
− Pewnie. – Uruha objął Intetsu od tyłu, opierając podbródek o jego bark, na co Reita posłał mu wrogie spojrzenie, czego ten nie zauważył. Intetsu zmieszał się nieco, czując oplatające go w pasie ramiona.
− Cholera… − mruknął Miyavi, kiedy od pewnego czasu krążyli korytarzami.
− Coś się stało? – zapytał Uruha.
− Nie mam pojęcia, gdzie jest jego pokój…
„Idiota…”
− Oj, Mana, nie musisz być od razu uszczypliwy. Zaraz go znajdziemy – zapewnił i zniknął za zakrętem. – No chodźcie.
Mijały minuty. Jego towarzysze byli coraz bardziej zirytowani zaistniałą sytuacją.
„Miyavi, nogi mnie już bolą. Mówiłem, że ta herbata to głupi pomysł.”
− Nie poddamy się! Znajdziemy ten pokój. Chcę, żeby Shindy się tu dobrze czuł, miał przyjaciół, którzy będą dla niego wsparciem. Wyobraź sobie, że siedzisz cały dzień sam. Jakbyś się czuł?
„Świetnie. W ogóle by mi to nie przeszkadzało.”
− Niepotrzebnie zadałem to pytanie.
Intetsu uśmiechnął się na tę wymianę zdań. Mana i Miyavi stanowili razem wyrazisty dysonans, jednak na bardzo osobliwy sposób pasowali do siebie. Jak czerń i biel.
Miyavi był roztrzepany i chaotyczny. Porównać by go można do kolibra. Dużo mówił, wszędzie było go pełno, najpierw robił, potem myślał, ale wszystko można było mu wybaczyć, ponieważ optymizmem zarażał wszystkich dookoła i za najbliższych oddałby życie.  
Mana natomiast był chodzącym spokojem i opanowaniem. Nawet się nie odzywał, jakby nie chciał zwracać na siebie zbytnio uwagi, a jego głos miał zmącić harmonię, którą wokół siebie stworzył. Nie okazywał uczuć, emocji, nie uśmiechał się. Otulała go jakaś tajemnicza aura i każdy musiał przyznać, że Mana onieśmielał swoim sposobem bycia. Intrygował, przyciągał do siebie, sprawiał, że odkrycie tego sekretu nie dawało innym spokoju. Miyavi również był nim oczarowany i Intetsu to widział. Miał tylko nadzieję, że Mana w końcu zauważy jak Miyavi bardzo się stara.
Jedyne na co Intetsu nie zwrócił uwagi były pełne nienawiści spojrzenia Uruhy i Reity. Zbyt zajęty sprawą z Hizumim, uczuciem, którym darzył chłopaka, a którego do końca nie potrafił wyjaśnić, nie dostrzegał tego, jak ta dwójka o niego rywalizuje.
Z bocznego korytarza wyłonił się Aki. Widać było, że jest rozgniewany, ale to oczywiście nie powstrzymało Miyaviego przed zaczepieniem go.
− Aki-sama, wiesz może gdzie jest Shinya? Ten nowy uczeń? – Tym pytaniem wywołał lawinę. Aki zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na Miyaviego z furią w oczach, jak gdyby chciał go co najmniej zabić.
− Czego chcesz od Shinyi? – warknął Aki, mrużąc oczy.
− Idziemy do niego z herbatą. – Miyavi nie wyczuł wrogości ani w głosie, ani w spojrzeniu chłopaka.
− Trzymaj się od niego z daleka. – Przeniósł wzrok na pozostałych. – Wam też to radzę.
− Ale dlaczego? – odezwał się Intetsu.
− Bo tak! – Aki uniósł głos.
Uruha pogłaskał Intetsu po ramieniu, a Reita zrobił krok w kierunku bruneta, jednak Mana zagrodził mu drogę.
− Nie chcę widzieć żadnego z was przy nim – powiedział Aki, poczym odszedł, zostawiając zaskoczonych uczniów.
Najszybciej zreflektował się Miyavi:
− Herbata już pewnie wystygła, ale ciasteczka są dobre. Idziemy.
− Ale… Aki…
− Chyba nie będziemy przejmować się jego zakazem, prawda? – Miyavi spojrzał na resztę z politowaniem. – Shindy potrzebuje przyjaciół. Idziemy – powtórzył.

27 marca 2015

169. Hot Chocolate cz. VI



Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Aki x Shindy, Kaoru x Die
Notka autorska: Ostatnio miałam trochę weny i dopisałam odrobinę do Katarynki oraz Hot Chocolate. W poprzednim rozdziale Aki miał pewną sprawę do Kaoru i Die’a. W tej części pojawiają się nowi bohaterowie. 

sadist vampire Yuna.miko: Wiem, że zaglądasz. ^^ Jesteś moją stałą czytelniczką. <3 Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać, ale miałam okropny kryzys związany z weną. ;; Shindy głupiutki? Hm… Może i tak. Na pewno naiwny i zbyt zapatrzony w swoich bliskich, w tym przypadku swojego brata. Tak, Shin w lateksie, czyli coś, co Cherry lubi najbardziej. *.*
Reila Suzu: Przepraszam Cię bardzo, że seksu nie było, ale jakoś tak nie miałam chęci tego opisywać. Mam jakąś blokadę i od jakiegoś czasu nie opisuję tych scen. Może niedługo mi przejdzie. Shindy jest bardzo naiwny, niestety. Ja już tak mam, że robię z niego takiego biednego, poczciwego człowieczka. :3
Hakito-san: Dziękuję za komentarz pod ostatnią częścią White Eden. Stęskniłam się za Tobą i muszę przyznać, że zmartwiło mnie Twoje nagłe zniknięcie. Mam nadzieję, że już jest w porządku.

CZĘŚĆ VI
− Nie wiem, naprawdę nie wiem… − powiedział smutno Intetsu, przekreślając po raz kolejny błędny wynik w zeszycie.
− Spróbuj jeszcze raz – zachęcił Hizumi, uśmiechając się delikatnie.
Intetsu spojrzał z powątpieniem na pokreśloną stronę. Nienawidził matematyki, za to uwielbiał dodatkowe zajęcia z Hizumim. Mimo że zdawał sobie sprawę, iż marnuje tylko jego czas i dodatkowo pogrąża się swoim brakiem wiedzy, każda chwila spędzona z nim była przyjemna.
− Tu masz błąd. – Hizumi niespodziewanie przybliżył się do szatyna, objął go ramieniem i poprawił pewien fragment obliczeń. Intetsu zarumienił się, czując jego dotyk. Przecież mógł poprawić ten błąd bezpośrednio, bez wędrowania przez jego plecy… Niemniej jednak ta opcja zdecydowanie bardziej mu się podobała.
Hizumi uśmiechnął się szerzej na widok zaróżowionych policzków chłopaka.
− Zrobimy jeszcze parę zadań i już dam ci spokój – obiecał, sięgając po czystą kartkę.
− Przepraszam, że znów zawróciłem ci głowę tą matematyką – mruknął Intetsu, kiedy szli korytarzem po skończonych korepetycjach. – Okropny ze mnie uczeń. – Spuścił wzrok.
− Hej, nie przejmuj się. Radzisz sobie coraz lepiej.
Intetsu spojrzał na Hizumiego, który zerkał na niego kątem oka. Nagle brunet przystanął.
− Hizumi? – szepnął Intetsu, kiedy palce chłopaka dotknęły nieśmiało jego karmelowych kosmyków.
− Zawsze chciałem ich dotknąć – powiedział Hizumi, bardziej do siebie niż do swojego towarzysza. Opuścił dłoń i odszedł bez słowa, zostawiając zaskoczonego Intetsu, w którego głowie kłębiło się teraz mnóstwo pytań. Przez chwilę stał, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, wpatrując się w zakręt, za którym zniknął Hizumi.
− Co tak długo dzisiaj? – spytał Reita, kiedy chłopak wszedł do ich wspólnego pokoju. W odpowiedzi mruknął jedynie coś niewyraźnie, odrzucił torbę z książkami obok łóżka, po czym wspiął się na parapet, nawet nie spoglądając na blondyna. – Inu, co jest? – Reita zaczął się niepokoić. – Inu? – powtórzył wymyślony przez siebie pseudonim, którego Intetsu szczerze nienawidził. Rzadko się denerwował, jednak ta nazwa działała na niego jak płachta na byka i gdy tylko Akira nazywał go psem, natychmiast czerwieniał na twarzy i krzyczał, żeby tak się do niego nie zwracać. Z tym, że Intetsu nie potrafił krzyczeć, toteż próby przybrania rozgniewanego tonu wychodziły mu zabawnie i rozczulały Reitę. Tym razem jednak nie było żadnej reakcji, co jeszcze bardziej przeraziło chłopaka. – Intetsu, stało się coś? Widziałeś się z Hizumim, prawda? Zrobił ci krzywdę?
Intetsu odwrócił się gwałtownie w stronę przyjaciela.
− Krzywdę? – powtórzył zaskoczony. – Oczywiście, że nie. Jak mogłeś tak pomyśleć? Jestem po prostu zmęczony. – Powrócił do obserwowania widoku za oknem.
Reita przeniósł wzrok na książkę, jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na wydrukowany tekst. Coraz mniej podobały mu się te dodatkowe zajęcia z Hizumim. Intetsu rzadko spędzał przez to z nim czas. Na domiar złego w całą sprawę musiał jeszcze wtrącić się Takashima, który swoimi na pozór niewinnymi gestami, starał się oczarować Intetsu. Akira zatrzasnął książkę i odrzucił ją na bok. Zignorował pytające spojrzenie współlokatora i pospiesznie zamknął się w łazience.
***
Shindy wracał z ostatnich zajęć. Przy drzwiach do jego pokoju stało dwóch chłopaków. Na widok blondyna, zaprzestali rozmowy i uśmiechnęli się do niego.
− Jesteś Shinya, prawda? – odezwał się uczeń o intensywnie czerwonych włosach, a kiedy Shindy skinął głową, przedstawił się: − Zwą mnie Die, a to jest Kaoru. – Wskazał swojego towarzysza. – Może miałbyś ochotę na spacer? Lubimy poznawać nowych uczniów.
− Um… Dobrze – zgodził się Shindy. – Tylko powiem Yoichiemu, że wychodzę…
− Nie ma takiej potrzeby. – Kaoru chwycił Shina pod ramię. – Włos ci z głowy nie spadnie.
Die uczepił się drugiej ręki blondyna i razem opuścili szkolny budynek.
− Dokąd idziemy? – zapytał, kiedy coraz bardziej oddalali się od placówki.
− Chcemy ci pokazać jedno piękne miejsce – wyjaśnił Die.
− Daleko jeszcze? – Shindy spojrzał w niebo, które ciemniało z każdą chwilą.
− Jeszcze trochę.
W końcu zatrzymali się. Miejsce, w którym stanęli było otoczone drzewami i nie wyróżniał go żaden dodatkowy element.
− To jest to piękne miejsce?
− Tak. Zaraz pokażemy ci jego piękno – Shin usłyszał szept Kaoru przy swoim uchu i nim zdążył w jakiś sposób zareagować, został powalony na ściółkę.
Die przytrzymał ręce nad jego głową, natomiast Kaoru usiadł mu na biodrach. Shindy szarpnął się, czym wywołał jedynie śmiech u Die’a, który zacisnął mocniej palce na jego przegubach.
− Puść mnie… − jęknął.
− Oj, Shin-chan, nie bądź taki, chcemy się tylko zabawić. – Kaoru rozpiął spodnie i zbliżył krocze do twarzy przestraszonego chłopaka. – Otwórz usta.
Shinya zacisnął wargi i pokręcił głową. Kaoru pociągnął go mocno za włosy, a kiedy blondyn krzyknął, szybko wepchnął swoje przyrodzenie między jego usta. Shindy zakrztusił się, w oczach stanęły mu łzy. Nie rozumiał, dlaczego był tak traktowany. Przecież nic złego im nie zrobił.
− Rób swoje – mruknął Kaoru, szarpiąc za długie, jasne pasma.
Język Shina sunął po przyrodzeniu chłopaka. Nigdy nie robił takich rzeczy, nigdy nikt go do tego nie zmuszał, nie wiedział zatem jak się do tego zabrać. Kaoru, czując, że Shindy w ogóle nie ma doświadczenia w tego typu sprawach, szarpnął ponownie jego głową, a członek całkowicie zanurzył się w delikatnych ustach. Po policzkach blondyna spłynęły łzy. Nie wytrzymał. Był bardzo wrażliwą osobą i było pewne, że po tym wydarzeniu nie podniesie się tak łatwo. Błagał w myślach, by to wszystko się skończyło. To było zbyt upokarzające, a on zupełnie nie wiedział, czym zawinił, że spotkało go coś tak okrutnego. Wreszcie Kaoru doszedł i odsunął się od niego. Shindy przechylił się na bok na tyle, na ile pozwalały mu ręce Die’a, które wciąż przytrzymywały jego nadgarstki i wypluł spermę.
− Nieładnie. – Kaoru pokręcił głową z dezaprobatą.
− Zostawcie mnie już… − jęknął Shinya.
− Jak sobie życzysz. – Die przerzucił sobie przestraszonego chłopaka przez ramię, po czym postawił go przy drzewie. Kaoru wykręcił jego ręce tak, by oplatały pień, wyciągnął z kieszeni spodni sznurek i owinął nim wątłe nadgarstki.
− Dlaczego to robicie? – Shindy z całych sił próbował się wyrwać.
Die jedynie uśmiechnął się ironicznie i musnął mokry od łez policzek.
− Możesz sobie krzyczeć, ile chcesz i tak nikt cię nie usłyszy.
Odeszli, zostawiając go samego. Krzyczał, płakał, prosił. Szarpał się, jednak jedynym skutkiem były boleśnie obtarte nadgarstki. Niebo było już całkiem czarne, a zimne powietrze owiewało jego sylwetkę. Drżał z zimna i ze strachu. Wzdrygał się na każdy dźwięk. Nagle usłyszał szmer. Zastanawiał się, co to może być. Nie wiedział już czy ma krzyczeć, czy lepiej siedzieć cicho. Jeśli był to człowiek, mógł wykorzystać fakt, że był bezbronny. Z drugiej strony, nigdy się stąd nie wydostanie, jeśli nie zaryzykuje. Kiedy już chciał zawołać, oślepiło go światło.
− Shinya? – Usłyszał znajomy, zaniepokojony głos.
− Aki-sama… − szepnął.
Brunet podbiegł do niego i rozwiązał jego ręce.
− Kto ci to zrobił? – Przytulił roztrzęsionego Shindy’ego.
Shin chciał powiedzieć, jednak bał się, że gdy tylko Kaoru i Die zostaną ukarani, zrobią coś o wiele gorszego.
− Nie wiem, nie widziałem ich.
Aki wziął go na ręce, a blondyn objął ramionami jego szyję i wtulił się w niego. Potrzebował teraz poczucia bezpieczeństwa, a ciepłe i silne ciało Akiego właśnie tego dostarczało.
− Nie bój się, maleńki. Zaraz będziemy na miejscu – szepnął uspokajająco.
Biały snop oświetlił ich sylwetki. Shindy przesłonił oczy dłonią.
− Mam go! – zawołał Aki do postaci, trzymającej latarkę.
− Jest ranny?
Shindy drgnął, słysząc głos Natsukiego. Brzmiał tak, jakby chłopak był zaniepokojony.
− Nie, jest wyziębiony i przestraszony.
− Zaniosę go do pielęgniarki. – Natsuki zbliżył dłonie do ciała Shindy’ego, jednak Aki przycisnął go mocniej do siebie.
− Ja to zrobię. Ty zadzwoń do Tatsuro i poinformuj, że go znalazłem. – Wyminął Natsukiego i udał się do budynku. Nie poszedł jednak do gabinetu pielęgniarki, ale do swojej sypialni, gdzie położył na półprzytomnego Shindy’ego na łóżku.
Blondyn podniósł lekko głowę i zapytał cicho:
− Gdzie ja jestem?
− W moim pokoju.
− Ale przecież…
− Cii… − Aki zdjął z niego marynarkę i zabrał się za rozpinanie koszuli. – Tu ci będzie lepiej.
− Co robisz? – Shindy drżącą dłonią chwycił w słaby uścisk rękę Akiego.
− Chcę cię przebrać w coś cieplejszego.
− Sam sobie poradzę – zapewnił Shindy.
Brunet przewrócił oczami i podszedł do szafy, by wybrać ubrania dla Shina. Chłopak rozebrał się i szybko założył grubą bluzę, spodnie od dresu i skarpetki.
− Dziękuję – szepnął, kiedy Aki okrył go szczelnie kołdrą.
− Nie ma za co. – Pogładził jego jasną grzywkę, kiedy dostrzegł, że coś bieli się w kąciku ust Shinyi. – Co to jest? – Starł strużkę kciukiem. Shindy zacisnął powieki, spod których wypłynęły łzy. – Co oni ci zrobili? – Domyślał się, co mogło się wydarzyć. Jeśli Kaoru i Die zmusili go do tego… Mieli go tylko nastraszyć i przywiązać do drzewa, żeby Aki później mógł go odnaleźć i zabrać do siebie. Zacisnął dłonie w pięści. − Poczekaj tu na mnie, pójdę zrobić herbatę. – Opuścił pomieszczenie, zamykając drzwi na klucz, tak na wszelki wypadek. Nie chciał, żeby Shindy mu teraz uciekł. Nie po to wymyślił całą tę akcję z zaciągnięciem do lasu. Z Kaoru i Die jeszcze porozmawia, ale to później, teraz najważniejszy był Shindy.
Blondyn wpatrywał się w drzwi. Dlaczego Aki go zamknął? Skulił się na łóżku, owijając bardziej kołdrą. Po jakimś czasie usłyszał szczęk zamka, poderwał głowę.
− Dlaczego mnie zamknąłeś?
− Żeby nikt tutaj nie wszedł. To byli pewnie jacyś uczniowie, nie chcę, żeby ponownie zrobili ci krzywdę. – Postawił na stoliku kubek i usiadł na brzegu łóżka. Obserwował jak drżące palce Shinyi obejmują naczynie. Szerokie rękawy za dużej bluzy zsunęły się, odsłaniając obtarte nadgarstki. Aki zagryzł wargę. Nie kazał im przecież zrobić tego aż tak mocno. Zaznaczył, że mają być wobec niego delikatni. Zawsze muszą wykorzystać sytuację.
Shindy pił powoli herbatę, czując, że ogarnia go coraz większa senność. Kiedy skończył, odstawił kubek na stolik i ostrożnie zsunął się z łóżka.
− A ty dokąd? – Aki natychmiast zagrodził mu drogę.
− Do swojego pokoju.
− Nie ma mowy. Zostajesz tutaj. Nie zasnę z myślą, że ci idioci mogą coś jeszcze zrobić. – Popchnął go lekko na posłanie.
− Ale…
− Żadnych „ale”. Śpisz u mnie. – Brunet zdjął buty i położył się obok Shindy’ego. Przycisnął go ramieniem do materaca i przyciągnął do siebie, żeby mieć pewność, że chłopak nie ucieknie, kiedy on zaśnie.
Shinya nie miał już siły się sprzeciwiać. Powieki robiły się coraz cięższe aż w końcu opadły, a on zasnął w objęciach Akiego.