Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruki. Pokaż wszystkie posty

25 lutego 2016

187. Little Complex cz. XII (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki 
Notka autorska: To już ostatnia część LC. ;; Bardzo lubiłam pisać to opowiadanie. Niestety nie mam pomysłów na dalsze losy Tatsuro i Rukiego, dlatego postanowiłam zakończyć już tę serię. Mam już w planach nowe, ale teraz muszę poprowadzić do końca Demona i przydałoby się skończyć też inne. Dużo osób chciałoby Anorexie.
W poprzedniej części Tatsuro wylądował w szpitalu po tym jak uratował Rukiego przed wypadkiem samochodowym. W międzyczasie uświadomił sobie swoje uczucia do blondyna, a Aki zaczyna snuć plany odnośnie zaproszenia Shindy’ego na randkę. 

Yūko: Niestety nie korzystam. :c Jedynie na Facebooku można mieć ze mną jakiś kontakt.


CZĘŚĆ XII
Aki dokładnie zaplanował swoje zaproszenie na randkę. Sporządził notatki i w punktach wypisał wszystkie czynności, rozważając przy tym sytuacje, które mogą się niespodziewanie wydarzyć. Postanowił również przygotować się do tego – w jego mniemaniu – wybitnie skomplikowanego przedsięwzięcia, którego powodzenie miało zadecydować o tym, czy w ogóle będzie jeszcze żył. Na swoją ofiarę, która miała udawać Shindy’ego, wybrał oczywiście mnie… Odziany w spódniczkę siostry Akiego, którą ukradliśmy z jej szuflady, przy okazji po raz pierwszy wpadając w dżunglę dziewczęcego pokoju, stałem oparty o szafę czekając aż romantyczny Aki w romantyczny sposób zaprosi mnie na romantyczną randkę. Jeśli prawdziwy Shindy się nie zgodzi, chłopak popełni romantyczne samobójstwo.
Spódniczka była stanowczo za krótka, a wpięta w moje włosy kokardka sprawiała, że czułem się jak idiota. Jednak Aki stwierdził, że im więcej dziewczęcych akcesoriów mi przydzieli, tym większa szansa, że zwizualizuje sobie mnie jako Shina.  
− Cześć, Shindy – zaczął, opierając dłoń o szafę, przy której stałem.
− Hej, Aki.
− Może dasz się zaprosić na kawę?
− Aki, to bez sensu. Przecież wiadomo, że zupełnie inaczej zachowujesz się przy mnie, a inaczej przy Shindym.
− Musi się udać! – Aki jeszcze raz przestudiował notatki. – Rozważyłem wszystkie opcje. Nawet niespodziewany seks w pokoju hotelowym. Myślisz, że spodobają mu się moje zabawki do praktyk BDSM?
− Mam niemiłe wspomnienia z pluszowymi kajdankami, więc co ja mogę wiedzieć… − Wzdrygnąłem się na samą myśl o psychopacie Bou.
− Pluszowe kajdanki są dla frajerów. Ja preferuję skórę i lateks.
Westchnąłem, próbując nieco obsunąć tę beznadziejną spódniczkę.
− Przejdźmy do kolejnego etapu, czyli pobytu w kawiarni.
Usiedliśmy na dywanie.
− Mogłeś się chociaż postarać o jakąś kawę i ciasto, wtedy lepiej wczułbym się w rolę – mruknąłem.
− Nie marudź i udawaj, że pijesz – warknął brunet. – Wypisałem tutaj tematy, na które mogę z nim rozmawiać oraz komplementy, które mu powiem.
− No to wal jakiś komplement – powiedziałem, niesamowicie ciekawy, co też Aki wymyślił…
− To właściwie jest wiersz… − Odchrząknął i zaczął czytać:
Shindy…
Za tobą pognałbym nawet do Indii.
Oczy twe piękne i czarne jak smoła,
Gdybym się zapatrzył, wpadłbym pod koła.
Potem za pielęgniarkę mieć cię w szpitalu,
Pod twą opieką, czułbym się jak w raju.
− Aki… − przerwałem – jesteś pewien, że porównanie oczu ukochanej osoby do smoły jest aby na pewno trafnym zabiegiem?
Chłopak posłał mi spojrzenie godne wampirycznego mordercy (którym – przynajmniej w Simsach − był).
− Oczywiście, że tak. Shindy z całą pewnością ma artystyczną duszę. Zapewne zrozumie głębię jaką zawarłem w tym tekście.
− Jeżeli reszta tego tekstu jest tak głęboka jak ten fragment o smole, może przejdźmy do kolejnego punktu.
− Spacer.
Wykonaliśmy wspólnie wszystkie podpunkty, aż przyszła kolej na niespodziewany seks w hotelu. Kiedy Aki przeczytał tę pozycję, na moment spojrzałem na niego rozbawiony, jednak kiedy tylko zerknął pewnie w moim kierunku, zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, z kim się, do cholery, zadaję.
− Aki, chyba śnisz…
− Przecież nie będziemy się kochać. – Przewrócił oczami.
− Jaką mam gwarancję?
− Jestem wierny Shindy’emu. Nigdy bym go nie zdradził. Poza tym nie jesteś w moim typie. Ja preferuję drobnych, długowłosych, no i musi mieć metr siedemdziesiąt wzrostu.
− Wątpię, żeby Shindy chciał iść do łóżka już na pierwszej randce – mruknąłem sceptycznie.
− Czy czegoś mi brak?
− Nie, nie mówię, że czegoś ci brakuje. Po prostu Shindy jest bardzo niepozorny i wydaje mi się, że stanowi zupełne przeciwieństwo koleżanek z grupy. Widziałeś jak one wyglądają: wielkie, sztuczne cyce, ale małe mózgi i raczej termin przyzwoitości jest im nieco obcy. Za to wydaje mi się, że Shin jest inny.
− Jest taki uroczy, kiedy idzie korytarzem, a jego bioderka delikatnie kołyszą się w rytm kroków – rozmarzył się Aki. – Prześliczny, kiedy upina włosy, przeglądając się w oszklonych drzwiczkach gabloty. Seksowny, kiedy opiera nogę o murek, by zawiązać sznurowadło tenisówki.
− Okej, okej. Nie rozpędzaj się.
***
− Błagam, bądź gdzieś w pobliżu, kiedy będę go zapraszać. – Aki rozpaczliwie uczepił się mojego ramienia.
− Ale co ci to da?
− Mentalne wsparcie. Proszę…
− No dobrze.
− Idzie! Chowaj się!
Ukryty za krzakiem, obserwowałem stopniową utratę koordynacji Akiego.
− Cześć, Aki – przywitał się Shindy.
− Yyyy…
− Słuchaj, Aki… − Shindy nieco się zmieszał – chciałbym cię o coś zapytać…
To zawstydzone spojrzenie, którym przesuwał po wszystkich przedmiotach znajdujących się po lewej i prawej stronie Akiego. Najwidoczniej nawet chmury na niebie i buty bruneta były niesamowicie ciekawe. Palce plączące się w nerwowym geście i rumieńce na policzkach – wszystko to wskazywało na jedno: Shindy chciał go zaprosić na randkę.
− Hyyyy… − Aki zachłysnął się powietrzem, w tym czasie Shindy zacisnął powieki, przygryzł wargę i spojrzał na chłopaka.
− Powiem prosto z mostu: chcę się z tobą umówić.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Błagałem w myślach Akiego, by tego nie schrzanił. Kiedy już straciłem nadzieję na jakikolwiek ratunek dla tej sytuacji, brunet zrobił coś, co niemalże zwaliło mnie z nóg.
− Chcesz się ze mną umówić? – powtórzył normalnym, spokojnym, nieco zaskoczonym tonem. Nawet się, cholera, nie zająknął!
− Tak – szepnął Shin. – Pytanie tylko, czy ty tego chcesz.
− Oczywiście, że chcę. – Aki uśmiechnął się, patrząc na cheerleadera jakby objawił mu się bóg.
− Tu masz mój numer. – Shindy podał Akiemu mały arkusik. – Zadzwoń do mnie, jak będziesz mieć czas.
Kiedy chłopak zniknął w szkole, Aki stał przez chwilę oglądając dokładnie karteczkę. Spojrzenie, którym studiował umieszczony na papierze numer, było pełne wdzięczności, jak gdyby dowiedział się, że los postanowił obdarować go drugą szansą i zamiast śmierci na nigdy wcześniej nie spotkaną chorobę, dochodzi do cudownego uzdrowienia. A potem zaczął głupkowato chichotać, co nie było jeszcze tak przerażające, póki jego nogi, biodra i ręce nie dołączyły do ogólnej wesołości, którą postanowiły oznajmić w tańcu.
***
Kto by pomyślał, że sto sześćdziesiąt dwa centymetry wkurwiającego okularnika wywrócą moje życie do góry nogami. W życiu każdego z nas następują zmiany. Warto jednak mieć jakiś punkt zaczepienia pod postacią stabilnej, niezmiennej sytuacji.
− Tatsuro?
− Nie.
− Ale Tatsuro, poziom cukru mi spada – jęknął Hiroto.
− To noś pieniądze, do cholery!
− To już ostatni raz.
Westchnąłem, ale z uśmiechem dałem mu na czekoladę. Są rzeczy, które nigdy się nie zmienią.
Razem z Miyavim i Dunchem nadal prowadzimy Klub Udręczonych Żyraf. W dalszym ciągu nie cieszy się on popularnością, ale zamiast zamartwiać się nad swoim wzrostem, po prostu spędzamy przyjemnie czas. Nie przejmuję się już swoimi centymetrami. Ruki kocha mnie takiego jakim jestem, a ja toleruję jego ułomność. Nie no, żartuję. Również kocham jego urocze metr sześćdziesiąt dwa.
Moja matka dalej marudzi, ale bardzo zaskoczyła mnie jej reakcja na moją orientację. Kiedy przedstawiłem jej Rukiego, powiedziała, że przynajmniej nie oznajmię niedługo, że zrobiłem komuś dzieciaka. Nie zmienia to faktu, że i tak jej nienawidzę.
Teto-chan kocha mnie bezgraniczną miłością i ostatnio znów zaklinował się pod wanną, czyli tu również bez zmian.
Kiedy do Bou dotarła informacja, że jestem chłopakiem Rukiego, upił się piwem bezalkoholowym, a mój ukochany i ja ponownie musieliśmy odstawić go do domu.
Randka Akiego i Shina przebiegła wspaniale. Aki odnalazł z Shindym wspólny język. Okazało się, że Shindy również lubi BDSM i o dziwo, to on jest dominującą stroną w związku.
Ruki nadal bywa irytujący, jakżeby inaczej z takim charakterem? Często się kłócimy, ale sprzeczki nie trwają długo. Skosztowałem z nim Rozkoszy nocy… Zarówno deseru, jak i loda w nieco innej formie.

1 lipca 2015

176. Little Complex cz. XI (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki
Notka autorska: Chyba poprzednia notka się nie spodobała, chociaż nie wiem tak naprawdę, ponieważ nikt nie wyraził swojej opinii. Mam dla Was kolejną część LC. Mam nadzieję, że ten tekst przypadnie Wam do gustu.

CZĘŚĆ XI
W szpitalu nie spędziłem dużo czasu, ale i tak wydawało mi się, że minęła wieczność. Na szczęście Ruki odwiedzał mnie po zajęciach. Siedział przy moim łóżku, gładził moją dłoń, co jakiś czas obdarowywał delikatnym pocałunkiem.
Kiedy wróciłem do domu, matka nie była zadowolona. Pomijając fakt, że w szpitalu nie odwiedziła mnie ani razu.
− Same problemy z tobą – mruknęła i wróciła do kuchni.
Zamknąłem się w pokoju, gdzie drzemał Teto-chan. Słysząc moje kroki, otworzył oczy i syknął na mnie. Przynajmniej on cieszył się na mój powrót, chociaż jak zwykle nie chciał tego okazać.
− Cześć, grubasie – przywitałem się i opadłem na łóżko. Musiałem poukładać w myślach kilka spraw. Spraw, które do tej pory wydawały mi się nienormalne. Czułem coś do Rukiego. Nie wiedziałem do końca, jak to nazwać. Czy było to również zakochanie tak, jak on to określił. Jednak emocje, które towarzyszyły chociażby samemu patrzeniu na jego tyłek, były bardzo silne i osobliwe. Nie wiedziałem nawet, że tak długo można obserwować czyichś tyłek. Kolejną rzeczą były nasze pocałunki. Trzecia sprawa: oficjalnie byliśmy parą, o czym tak właściwie zadecydował Ruki. Po czwarte: wszystko składało się na to, że jestem gejem…
Poderwałem się do siadu. Gejem? Jak to możliwe, że jestem innej orientacji? Nie miałem nic do homoseksualistów. Znałem przecież Akiego, przyjaźniłem się z nim, a on nie krył się przede mną ze swoim uwielbieniem do Shina, który mimo androgenicznego wyglądu na pewno między nogami miał to, co trzeba. Nie sądziłem jednak, że kiedykolwiek będzie to dotyczyć również mnie…
Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Dzwonił Dunch.
− Hej, chciałem tylko zapytać, czy wszystko w porządku, ponieważ dawno nie mieliśmy spotkania Klubu Udręczonych Żyraf… Nie żeby mi zależało na kontynuowaniu działalności tej organizacji, ale w ogóle nie dajesz znaku życia. Poza tym, Miyavi chce się wyżyć artystycznie na tych biednych ścianach w piwnicy.
− Wybacz, Dunch, tyle się u mnie teraz działo, że kompletnie zapomniałem o naszym klubie. Spotkajmy się za godzinę.
Stwierdziłem, że lepiej zobaczyć się z kimś, aniżeli siedzieć w pokoju i rozmyślać o swojej homoseksualnej naturze, za towarzysza mając jedynie kota.
Kiedy dotarłem na miejsce, Miyavi już rozpoczął pokrywanie malowidłami obskurnych ścian. Piwnica, w której się spotykaliśmy była brudna, pozbawiona okien, a jedynym źródłem światła była żarówka zwisająca z sufitu. Na nic bardziej ekskluzywnego nie było nas obecnie stać.
− No, to opowiadaj, co się wydarzyło – zagadnął Dunch, kiedy usiadłem na jednym z kartonów.
− Dużo, by opowiadać. Szkoła, stres, szpital…
− Byłeś w szpitalu? – zainteresował się Miyavi.
− Tak, ale to nic takiego. Kolega nie zauważył samochodu i go odepchnąłem.
Miyavi jedynie pokiwał głową i powrócił do rysowania. Chwilę przyglądałem się kształtom, które bazgrał w całkowitym skupieniu, jednak nie bardzo obchodziło mnie, w co się układały. Ciągle myślałem o Rukim. Jednak spotkanie nie pomogło. Chciałem już znaleźć się w szkole i go wreszcie zobaczyć. Obserwować skryte za okularami tęczówki, poruszające się przy każdym słowie usta, nawet ruch jego bioder, kiedy przemierza korytarz.
− Ej, Tatsuro. – Dunch pomachał ręką przed moimi oczami.
− Co?
− Nad czym tak rozmyślasz?
− Nad niczym konkretnym. – Nerwowo bawiłem się palcami. Nie wiedziałem jak Dunch zareaguje na wieść, że ma geja w gronie swoich znajomych. Co innego było z Miyavim. On nie zwracał uwagi na orientację, płeć, kolor skóry. Dla niego człowiek był człowiekiem i należało go kochać za to, że w ogóle żyje, o ile nie robi komuś krzywdy. Co za naiwniak. Z drugiej strony wiedziałem, że mógłbym mu powiedzieć o wszystkim, a on przyjąłby to jako coś normalnego. Nawet gdybym powiedział mu, że uwielbiam uprawiać seks, wisząc na lampie, on by to zaakceptował. Co do Duncha miałem wątpliwości. Niby nigdy nie okazywał negatywnych emocji w stosunku do homoseksualistów, ale zawsze był taki poukładany i roztropny. To mogło mu się nie spodobać.
− Tatsuro się zakochał – powiedział nagle Miyavi, nadal kreśląc kredą po szarej, popękanej ścianie.
− Co?! – wykrztusiliśmy równo z Dunchem.
− Skąd ten pomysł? – dodałem od siebie.
Miyavi wstał i podszedł do mnie. Chwycił palcami materiał mojej koszulki i powąchał go.
− Męskie perfumy, z pewnością nie twoje. Ty pachniesz inaczej. – Strzepnął coś z mojego rękawa. – Jasny włos potraktowany żelem. Według wszystkich poszlak twój partner jest blondynem, wzrost metr sześćdziesiąt dwa, ciemne oczy, a charakterystyczny znak to wielkie okulary.
Patrzyłem na niego oniemiały. To niemożliwe, żeby to wszystko odkrył na podstawie obcego zapachu i jednego włosa.
− Gadaj, skąd to wszystko wiesz? – warknąłem, łapiąc go za szmaty.
− Zauważyłem jak wychodzicie ze szpitala, kiedy obok niego akurat przechodziłem – wyjaśnił z pogodnym uśmiechem.
No tak. Ruki pocałował mnie wtedy w usta na pożegnanie. Westchnąłem i puściłem Miyaviego. Spojrzałem niepewnie na Duncha.
− W takim razie… − zaczął – życzę szczęścia. – Uśmiechnął się pokrzepiająco.
− Nie przeszkadza to tobie? Nie uważasz tego za obrzydliwe zboczenie? – zapytałem.
− Nie, dlaczego? – Spojrzał na mnie zdziwiony.
− A nie wiem, tak jakoś…
Miyavi wrócił do rysowania. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w piwnicy, rozmawiając. Czułem, że zrzuciłem z siebie pewien ciężar. Musiałem o tym pogadać również z Akim. Hiroto lepiej nic nie mówić. Pod wpływem czekolady wygadałby całej szkole, a Aki zabierze moją tajemnicę do grobu.
***
− Aki… Aki… Aki! – wydarłem się, potrząsając bruneta za ramię.
− Yyy… Co?
− Muszę ci coś powiedzieć. – Wziąłem głęboki wdech i wykrztusiłem: - Jestem gejem.
− To super. A skąd ta pewność?
− No… Tak jakby jestem już w związku…
− Co? Od kiedy się znacie?
− W sumie to niedługo – mruknąłem.
− Ja za Shindym biegam od kilku lat, a ty znasz kolesia niedługo i już jesteście razem?
− Nie moja wina, że przy Shindym nie potrafisz się wysłowić.
− No tak… Ale co ja poradzę, że tak na niego reaguję? Ej, Tatsuro – Aki rozgadał się tak bardzo, że ledwo nadążałem – skoro tak dobrze ci idzie, może umówisz mnie z Shindym na randkę?
− Nie wiem, czy to dobry pomysł. – Zmarszczyłem brwi. – Może zabrzmi to dziwnie, ale to on wszystko zainicjował. – Spuściłem głowę zawstydzony. – Czuję się okropnie z myślą, że jak na razie to on jest górą w naszym związku.
− Może po prostu trafiłeś na silniejszy charakter.
− Charakterek to on ma, nie można zaprzeczyć – przyznałem.
− O rany, Shindy idzie – szepnął podekscytowany Aki. – Błagam, umów mnie z nim na randkę.
− Jak mam to zrobić?
− Nie wiem, ale ja zaraz stracę panowanie nad mową i koordynacją… − Ledwo skończył to mówić, już na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech.
− Cześć, chłopaki. – Shindy uśmiechnął się porażając nas swoim prostym zgryzem.
− Hej, Shindy.
− Nahmpf!
Shin roześmiał się, patrząc na twarz Akiego, a konkretniej na jego minę najedzonego niemowlaka.
− Oj, Aki, a ty jak zwykle taki zabawny.
− Eeeee… − Aki przybliżył nieco swoją twarz, a ponieważ siedział, znalazła się tuż naprzeciw krocza Shindy’ego. Szybko odsunąłem go od miejsc intymnych cheerleader’a.
− Muszę już iść. Do zobaczenia – pożegnał się i posyłając Akiemu najpiękniejszy ze swoich uśmiechów, udał się do wyjścia ze stołówki.
Aki dopiero po chwili się otrząsnął.
− Ojeju… Widziałeś ten tyłeczek? Jak można być tak idealnym? – Rozmarzył się. – Umówiłeś mnie z nim na randkę?
− Nie.
− Dlaczego?
− Z tego, co zauważyłem, chyba podobasz się Shindy’emu. Gdyby było inaczej, nie podchodziłby do ciebie i nie uśmiechał się w ten sposób. Sądzę, że powinieneś się przełamać i załatwić to sam.

17 czerwca 2015

174. Little Complex cz. X (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki
Notka autorska: Króciutki rozdział LC. Przepraszam, że tak mało napisałam, ale stwierdziłam, że nie ma co na siłę przeciągać tej części. Może w następnej pojawi się trochę więcej treści. Mam taką nadzieję. 

sadist vampire Yuna.miko: Wątek z Maną i Miyavim jeszcze się rozwinie. Tak samo jak pozostałe relacje między innymi bohaterami. :3 A Meev jest zdolny do wszystkiego, więc wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak biegał i krzyczał. xD
Yuuko Yukino Konoe: Cieszę się, że udało mi się napisać rozdział, którego długość jest zadowalająca. ^^ Zauważyłam, że rozdziały HC wychodzą mi dłuższe niż w przypadku innych serii. Pewnie dlatego, że tak dużo tam bohaterów.
Jieru Akai: Nawet nie wiesz, jak się stęskniłam za Twoimi komentarzami. <3 Cieszę się, że Mana i Miyavi tak bardzo Ci się spodobali. ^^ Ja w sumie słynę z niekonwencjonalnych połączeń. Akurat jeśli o styl i język chodzi, to HC nie jest szczytem moich możliwości, ale dziękuję za miłe słowa. :3 Staram się pisać jak najlepiej.
Reila Suzu: Oto mi chodzi, żeby nie było do końca wiadomo, kto z kim ostatecznie będzie. ;)
Kawaii Yui: Też Cię kocham. <3

Część X
− Ruki! – krzyknąłem, kiedy odzyskałem panowanie nad mową. Nie słyszał mnie. Jego uszy wypełniała muzyka. Nagły zastrzyk adrenaliny skierował mnie na jezdnię. Odepchnąłem zaskoczonego chłopaka, prawie uderzając o maskę samochodu, poczym wylądowałem na ciele Rukiego.
Chłopak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Nawet donośna muzyka, płynąca z słuchawek nie zagłuszała przyspieszonego bicia naszych serc.
− Tatsuro… − wyszeptał.
Nic mu nie jest – odetchnąłem z ulgą. – Uratowałem go.
Moje oczy okryła mgiełka. Zamrugałem kilkakrotnie, ale twarz Rukiego tylko traciła na ostrości, coraz bardziej się rozmazywała.
− Tatsuro! – Przez szum w moich uszach przebił się jego krzyk. Osunąłem się w jego ramiona.
***
Obudziłem się, czując dziwną miękkość, która zdawała się pochłaniać moje ciało. Przymknąłem powieki, starając sobie wszystko przypomnieć. Powoli obrazy zaczęły zalewać mój umysł, na początku stopniowo, niewyraźnie, z każdą kolejną sceną jednak pojawiały się gwałtowniej, nabierając wyrazistości. Szkoła… Jezdnia… Samochód…
− Ruki! – Otworzyłem gwałtownie oczy.
− Spokojnie, jestem tu. – Zerknąłem w jego stronę. Siedział na krześle obok mojego łóżka i patrzył na mnie zaniepokojony. Ujął palcami moją drżącą dłoń i zaczął ją głaskać w uspokajającym geście. – Już po wszystkim. Nikomu nic się nie stało.
− Jak się czujesz? – zapytałem.
− Trochę się poobijałem przy upadku, ale to nic takiego.
Zmarszczyłem brwi.
− Dlaczego jestem w szpitalu?
− Zemdlałeś. Musieli cię zabrać na obserwację – wyjaśnił, nadal gładząc moją rękę.
− Nic mi nie jest – mruknąłem.
− Lepiej, żeby się upewnili, czy wszystko w porządku. – Spuścił wzrok. – Dziękuję, że mnie uratowałeś.
− To nic takiego. Każdy by tak postąpił.
− Mogłeś zginąć. – Spojrzał mi w oczy.
− Musiałem to zrobić. Nie mogłem… Nie mogłem… − Zacząłem gubić się w słowach. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć, jak to wyjaśnić. Zacisnąłem palce na pościeli, głowę odwróciłem w stronę okna, by nie patrzeć na Rukiego. Poczułem delikatny pocałunek na wierzchu dłoni.
− Nie denerwuj się, już wszystko dobrze. – Zerknąłem na niego. – Nie musimy o tym rozmawiać.
− Dlaczego to wszystko robisz? – Spojrzałem znacząco na rękę. – Dlaczego mnie dotykasz, głaszczesz, całujesz? W szkole też się tak zachowywałeś.
− Lepiej, żebyśmy omówili to przy Rozkoszach nocy. – Ten zadziorny uśmiech, tak dobrze mi znany.
− Nie chcę rozmawiać o tym przy deserze lodowym. Dlaczego nie możesz mi wyjaśnić teraz?
Przygryzł wargę. Wzrok zsunął się po skosie.
− A co, jeśli nie wiem, jak to wyjaśnić? – mruknął. Chwilę wpatrywał się w podłogę, poczym znów na mnie zerknął. – Co jeśli mam taki chaos w głowie, że nie potrafię go uporządkować na tyle, by udzielić konkretnej odpowiedzi? Myślisz, że to dla mnie łatwe? – Prychnął, wydymając przy tym pogardliwie wargi. – Zabrzmi to zapewne tak, jakby moje ego było większe od twojego wzrostu, ale ja widzę, jak na mnie patrzysz. Słyszę zmianę w twoim głosie, która nastąpiła całkiem niedawno. Twój ton nie jest już agresywny, jest niepewny i zdenerwowany. Tak samo z twoim spojrzeniem. Nie jest już pogardliwe, tylko… − Nie dokończył, jakby nie wiedział w jakie słowa to ująć. – Chcę tylko ci wyjaśnić, że nie jesteś jedyną osobą, która nie wie obecnie, co się z nią dzieje, która zauważa zmiany w swoim zachowaniu, myśleniu, pragnieniach. – Palce mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. – To wszystko dla mnie jest tak samo nowe, jak dla ciebie. Na początku próbowałem się temu opierać. Tłumaczyłem sobie, że to tylko jakieś nienormalne i niewytłumaczalne chwile… słabości? Nawet nie wiem, jak to nazwać. Jednak za każdym razem, gdy cię widziałem, to dziwne uczucie stawało się silniejsze. I teraz jestem w stanie określić to tylko słowami, że się w tobie najzwyczajniej w świecie zakochałem…
Nadal na mnie patrzył. Oczy obramowane czarnymi oprawkami. Tak bardzo mi się podobał w okularach. Nie należał do osób, które peszyły się swoimi wyznaniami. Był pewien tego, co powiedział i nie zamierzał się z tym kryć.
− Zamierzasz mi coś odpowiedzieć czy będziesz się we mnie wpatrywać jak idiota przez kilka godzin? – zapytał, marszcząc brwi.
Ten „idiota” podziałał na mnie niczym płachta na byka.
− Nie muszę ci się z niczego zwierzać, kurduplu – warknąłem i splotłem ręce na piersi.
− Za tego kurdupla dostaniesz w łeb. – I nim zdążyłem zareagować musnął moje czoło ustami.
− Ej, ej, nie za szybko z tymi pieszczotami? Dopiero co wyznałeś mi miłość, a ja jeszcze nic nie potwierdziłem.
− Jakbyś miał cokolwiek do gadania. W razie czego Bou pożyczy mi kajdanki, jeśli będziesz się bardzo stawiać.
Rzuciłem mu rozgniewane spojrzenie, jednak po chwili uśmiechnąłem się delikatnie i, chwyciwszy materiał jego koszuli, przyciągnąłem go do siebie.
− Nie myśl sobie, że pozwolę ci nade mną dominować.
Zacisnął palce na moich włosach, nie za mocno, żeby nie sprawić mi bólu, ale dosyć stanowczo.
− Już nad tobą dominuję. – Pobłażliwy uśmiech uniósł kąciki jego ust, które – nim się zorientowałem – już złączyły się z moimi.

5 maja 2015

171. Little Complex cz. IX (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki
Notka autorska: Znów miałam wenę na LC. I zmieniłam szablon. Robi się coraz cieplej, więc taki optymistyczny będzie akurat, tak mi się wydaje. C: Mam nadzieję, że Wam również się spodoba.

sadist vampire Yuna.miko: Aki jest… specyficzny, że tak powiem. xD Nie wiem, dlaczego, ale zawsze wychodzi mi z niego kawał psychola. Chociaż czasami robię z niego uroczego seme, jak w Beauty and the Beast czy Date. :3

CZĘŚĆ IX
− Rozluźnij się – usłyszałem znajomy szept przy uchu. Spoglądał na mnie spod lekko przymkniętych powiek, uśmiechając się ni to czule, ni to zadziornie.
− Ruki… Ruki! – Poderwałem się do siadu, na tyle, na ile pozwalało mi jego ciało ulokowane na moich biodrach. – Co ja tu robię? Co ty tu robisz? Dlaczego jesteśmy nadzy?
Zaśmiał się, a dźwięk ten rozdzwonił się perliście w moich uszach. Moja głowa wydawała mi się nienaturalnie wręcz ciężka. Nie wiem, ile musiałbym wypić, żeby tak się czuć. A może ktoś uderzył mnie cegłą?
Opadłem na poduszkę.
− Dlaczego tak boli mnie głowa?
− Nie przejmuj się tym. Zaraz zrobię coś, co sprawi, że zapomnisz o bólu – mruknął i po chwili przesunął językiem po mojej szyi.
− Czekaj, co chcesz zrobić?
− Nie wmówisz mi, że tego nie chcesz. Pragniesz mnie, tak samo, jak ja ciebie.
W moim umyśle panował chaos. Nie miałem siły go odepchnąć. Może nawet nie chciałem. Co to za irracjonalna sytuacja? Jak w ogóle się w niej znalazłem?
− Pragnę cię, Tatsuro. Tu i teraz.
To co mówił, co robił… Mimowolnie uniosłem biodra w górę, co Ruki powitał uśmiechem satysfakcji. Przysunął twarz do mojego krocza…

− Tatsuro, wstawaj! Znów spóźnisz się do szkoły, ty leniu! – przez krzyki mojej matki omal nie dostałem zawału.
− Już wstaję – jęknąłem i opadłem na łóżko. Było mi okropnie gorąco, kołdra leżała na krawędzi łóżka, a spodnie, w których spałem były mokre… − Cholera… − Przesłoniłem twarz ręką. Zaraz wpadły mi do głowy słowa Akiego: „A fantazjujesz o tej osobie w snach?”. I oto stało się. Mój pierwszy sen erotyczny z Rukim. Zdecydowanie wolałem ten upierdliwy sen, w którym upierdliwy Ruki w upierdliwy sposób stara się wyciągnąć mnie siłą z łóżka.
Usiadłem na materacu. Teto-chan przyglądał mi się, a w jego oczach kształtowało się zażenowanie.
− No już nie zgrywaj takiego świętego. Wiem, że lecisz na tę rasową od sąsiadów.
Kot prychnął w odpowiedzi i z uniesionym dumnie ogonem odszedł na swoje posłanie.

− No ale dlaczego byłem na dole? – zapytałem sam siebie, myjąc zęby.
− Co ty tam mamroczesz? – warknęła moja matka. Cholera, czy to babsko musi wszystko podsłuchiwać? – A zresztą, to pewnie i tak nic mądrego.

Strasznie mnie ciekawiło, dlaczego dałem mu nad sobą dominować. Przecież zawsze to mnie wszyscy się słuchali. Gdybym powiedział Hiroto, że białe jest czarne, a czarne jest białe, zapewne uwierzyłby od razu. Ale Hiroto przecież nie grzeszył inteligencją.
Z drugiej strony, znałem bardzo dobrze wybuchowy charakterek Rukiego i chyba nie wyobrażałem go sobie jako potulnego baranka w jakiejkolwiek sytuacji, tym bardziej w łóżku. Jednak nie mógł mnie wygryźć! To ja tu jestem bogiem seksu! I w naszym związku też tak będzie. Przystanąłem. Związku? Jakim związku. Nie było, nie ma i nie będzie żadnego związku. Przechodzę teraz trudny okres. Mam kompleksy związane ze swoim wzrostem, jakiś psychol próbował mnie zgwałcić… To wszystko przez moje problemy. Dlatego myślę o głupotach. Za jakiś czas wszystko wróci do normy.
− Tatsuro-sama! – Zamarłem, słysząc ten znajomy, irytujący głosik. Tylko jedna osoba zwracała się do mnie w ten sposób…
− Bou?! – Żałowałem w tym momencie, że nie posiadam gazu pieprzowego. Opanuj się człowieku! Jesteś w stanie powalić go jednym palcem!
− Tatsuro-sama, ja chciałem przeprosić… − jęknął maluch, patrząc na mnie z dołu. – Ja nie powinienem był pić. Jak się napiję, nie panuję nad sobą. Tatsuro-sama, bądźmy nadal przyjaciółmi.
Przyjaciółmi? My kiedykolwiek byliśmy przyjaciółmi? Przypomniałem sobie, że nadal mam na nadgarstkach te różowe obręcze, więc nie mogłem zbytnio oponować.
− Dobrze. Zdejmij mi tyko to cholerstwo z rąk i zapominamy o całej sprawie.
− Dziękuję, Tatsuro-sama! – Przytulił się do mnie mocno.
− Okej, już, już. Teraz mi to zdejmij.
Posłusznie wyjął mały klucz i już po chwili obrzydliwy plusz zsunął się z moich dłoni.
− Muszę iść na lekcje – powiedziałem.
− Tatsuro-sama jest taki mądry.
Zaczyna się…
− To do zobaczenia. – Pomachałem mu i wszedłem do budynku.
− Do zobaczenia!
Przynajmniej jeden problem miałem za sobą. Pozostał jeszcze Ruki. Musiałem go teraz unikać jak ognia. Zerwać z nim jakiekolwiek kontakty. Zmiana szkoły byłaby najlepszym rozwiązaniem. Dla pewności mógłbym zmienić miejsce zamieszania, może opuścić miasto, przenieść się do innego kraju albo w ogóle inny kontynent. Zatrzymałem się przy jednej z szafek. Chciałem uciekać? Co za paranoja. Jak mogę uciekać przed tym maluchem? Do czego to doszło, żeby Iwakami Tatsurou podkulał ogon i kombinował jak wymknąć się z kraju? Nigdy przed nikim nie uciekałem i to się nie zmieni. Nawet jeśli go spotkam, po prostu spojrzę na niego z pogardą tak, jak dawniej, kiedy był dla mnie irytującym, niewyrośniętym uczniem, takim samym, jak pozostali.
− Cześć, Tatsuro.
Serce na moment stanęło, słysząc to powitanie. Zaraz jednak przyspieszyło gwałtownie swoją pracę. Stał za mną… Wystarczyło tylko się odwrócić, by go ujrzeć. Ciekawe, czy dzisiaj również założył okulary. Gówno mnie to obchodzi! Zignoruję go i pójdę przed siebie.
− Cześć, Ruki. – Stanąłem przodem do niego i przełknąłem nerwowo ślinę.
− O, widzę, że pozbyłeś się tego pluszu z rąk. – Uśmiechnął się pod nosem, przyglądając się moim dłoniom.
Nagle musnął moje palce swoimi, poczym chwycił delikatnie moją rękę i podniósł ją na wysokość oczu.
− Co ty robisz?
Przeniósł wzrok na mnie, uśmiechając się szerzej.
− Nic takiego.
− Ruki, przestań. Ktoś nas zaraz zobaczy i jeszcze sobie coś pomyśli.
− I co? Chyba tobie zbytnio to nie przeszkadza, jakoś się nie wyrywasz…
Rzeczywiście, nie robiłem nic, nawet nie poruszyłem dłonią. W moim umyśle panował chaos, a serce biło jak oszalałe. Z jednej strony wiedziałem, że muszę to przerwać. Z drugiej wcale tego kończyć nie chciałem.
Ruki przesunął kciukiem po wierzchu mojej dłoni.
− Przyjemnie, prawda? – Skryte za okularami oczy przyglądały mi się stanowczo. Wiedziałem, że gdybym zaprzeczył, ich właściciel byłby bardzo niezadowolony.
− Przyjemnie – przyznałem.
− Musimy kiedyś powtórzyć wypad na lody. Tym razem sam na sam. – Przebiegł opuszkami po wewnętrznej stronie. – Co ty na to?
− Dlaczego?
− Co „dlaczego”?
− Dlaczego chcesz iść ze mną na lody?
− Te Rozkosze nocy oblane likierem bardzo mi zasmakowały. Myślę, że też powinieneś ich skosztować. – Posłał mi jeszcze ostatnie spojrzenie, odwrócił się i ruszył przed siebie. A ja – dopiero, kiedy zniknął za zakrętem – skarciłem się w myślach, że obserwowałem apetyczny ruch jego pośladków.
***
Przez resztę dnia już się nie spotkaliśmy. Zamiast robić notatki, liczyć zadania, słuchać lub chociaż udawać, że słucham nauczyciela, szkicowałem w zeszycie jakieś kształty. W pewnym momencie z przerażeniem odkryłem, że narysowałem jego oczy i te charakterystyczne ogromne okulary…
Westchnąłem odkładając długopis na ławkę. Przez chwilę wpatrywałem się w to przenikliwe spojrzenie, tajemnicze i cholernie charyzmatyczne. Musiałem szybko coś z tym zrobić. Nie chciałem stać się takim świrem jak Aki, który poza Shindym nie widział niczego innego na świecie. Ale czy to i mnie groziło? Przecież do niedawna nienawidziłem tej skurczonej wersji człowieka. Ruki mnie irytował swoim wybuchowym charakterem, swoją postawą „jestem niskim frajerem, więc będę udawać twardziela, żeby inni tego nie zauważyli”. Ponadto, zachowywał się przy mnie, jakby chciał mnie uwieść, ale jednocześnie w ogóle go to nie obchodziło. Dawał mi wyraźny znak, że może mieć każdego, nawet mnie. Tylko, że mnie nie można było sobie ot tak zdobyć! Co to, to nie. Nie wyjdę na łatwego przed tym kurduplem.
Ostatni dzwonek zakończył moje męki. Wybiegłem z sali, na odchodnym żegnając się z Hiroto. Unikać Rukiego, unikać Rukiego – powtarzałem sobie w myślach.
− Cholera – warknąłem, zauważając go przy przejściu dla pieszych. Właśnie rozplątywał słuchawki. Kiedy już się z nimi uporał, zapaliło się zielone światło. Wszedł na jezdnię. Znów mój wzrok zsunął się na jego pośladki.
Nagle usłyszałem przeraźliwy pisk. Odwróciłem głowę, a moje serce zamarło. Ku nieświadomemu Rukiemu pędził samochód.