Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaoru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaoru. Pokaż wszystkie posty

27 marca 2015

169. Hot Chocolate cz. VI



Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Aki x Shindy, Kaoru x Die
Notka autorska: Ostatnio miałam trochę weny i dopisałam odrobinę do Katarynki oraz Hot Chocolate. W poprzednim rozdziale Aki miał pewną sprawę do Kaoru i Die’a. W tej części pojawiają się nowi bohaterowie. 

sadist vampire Yuna.miko: Wiem, że zaglądasz. ^^ Jesteś moją stałą czytelniczką. <3 Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać, ale miałam okropny kryzys związany z weną. ;; Shindy głupiutki? Hm… Może i tak. Na pewno naiwny i zbyt zapatrzony w swoich bliskich, w tym przypadku swojego brata. Tak, Shin w lateksie, czyli coś, co Cherry lubi najbardziej. *.*
Reila Suzu: Przepraszam Cię bardzo, że seksu nie było, ale jakoś tak nie miałam chęci tego opisywać. Mam jakąś blokadę i od jakiegoś czasu nie opisuję tych scen. Może niedługo mi przejdzie. Shindy jest bardzo naiwny, niestety. Ja już tak mam, że robię z niego takiego biednego, poczciwego człowieczka. :3
Hakito-san: Dziękuję za komentarz pod ostatnią częścią White Eden. Stęskniłam się za Tobą i muszę przyznać, że zmartwiło mnie Twoje nagłe zniknięcie. Mam nadzieję, że już jest w porządku.

CZĘŚĆ VI
− Nie wiem, naprawdę nie wiem… − powiedział smutno Intetsu, przekreślając po raz kolejny błędny wynik w zeszycie.
− Spróbuj jeszcze raz – zachęcił Hizumi, uśmiechając się delikatnie.
Intetsu spojrzał z powątpieniem na pokreśloną stronę. Nienawidził matematyki, za to uwielbiał dodatkowe zajęcia z Hizumim. Mimo że zdawał sobie sprawę, iż marnuje tylko jego czas i dodatkowo pogrąża się swoim brakiem wiedzy, każda chwila spędzona z nim była przyjemna.
− Tu masz błąd. – Hizumi niespodziewanie przybliżył się do szatyna, objął go ramieniem i poprawił pewien fragment obliczeń. Intetsu zarumienił się, czując jego dotyk. Przecież mógł poprawić ten błąd bezpośrednio, bez wędrowania przez jego plecy… Niemniej jednak ta opcja zdecydowanie bardziej mu się podobała.
Hizumi uśmiechnął się szerzej na widok zaróżowionych policzków chłopaka.
− Zrobimy jeszcze parę zadań i już dam ci spokój – obiecał, sięgając po czystą kartkę.
− Przepraszam, że znów zawróciłem ci głowę tą matematyką – mruknął Intetsu, kiedy szli korytarzem po skończonych korepetycjach. – Okropny ze mnie uczeń. – Spuścił wzrok.
− Hej, nie przejmuj się. Radzisz sobie coraz lepiej.
Intetsu spojrzał na Hizumiego, który zerkał na niego kątem oka. Nagle brunet przystanął.
− Hizumi? – szepnął Intetsu, kiedy palce chłopaka dotknęły nieśmiało jego karmelowych kosmyków.
− Zawsze chciałem ich dotknąć – powiedział Hizumi, bardziej do siebie niż do swojego towarzysza. Opuścił dłoń i odszedł bez słowa, zostawiając zaskoczonego Intetsu, w którego głowie kłębiło się teraz mnóstwo pytań. Przez chwilę stał, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu, wpatrując się w zakręt, za którym zniknął Hizumi.
− Co tak długo dzisiaj? – spytał Reita, kiedy chłopak wszedł do ich wspólnego pokoju. W odpowiedzi mruknął jedynie coś niewyraźnie, odrzucił torbę z książkami obok łóżka, po czym wspiął się na parapet, nawet nie spoglądając na blondyna. – Inu, co jest? – Reita zaczął się niepokoić. – Inu? – powtórzył wymyślony przez siebie pseudonim, którego Intetsu szczerze nienawidził. Rzadko się denerwował, jednak ta nazwa działała na niego jak płachta na byka i gdy tylko Akira nazywał go psem, natychmiast czerwieniał na twarzy i krzyczał, żeby tak się do niego nie zwracać. Z tym, że Intetsu nie potrafił krzyczeć, toteż próby przybrania rozgniewanego tonu wychodziły mu zabawnie i rozczulały Reitę. Tym razem jednak nie było żadnej reakcji, co jeszcze bardziej przeraziło chłopaka. – Intetsu, stało się coś? Widziałeś się z Hizumim, prawda? Zrobił ci krzywdę?
Intetsu odwrócił się gwałtownie w stronę przyjaciela.
− Krzywdę? – powtórzył zaskoczony. – Oczywiście, że nie. Jak mogłeś tak pomyśleć? Jestem po prostu zmęczony. – Powrócił do obserwowania widoku za oknem.
Reita przeniósł wzrok na książkę, jednak nie zwracał najmniejszej uwagi na wydrukowany tekst. Coraz mniej podobały mu się te dodatkowe zajęcia z Hizumim. Intetsu rzadko spędzał przez to z nim czas. Na domiar złego w całą sprawę musiał jeszcze wtrącić się Takashima, który swoimi na pozór niewinnymi gestami, starał się oczarować Intetsu. Akira zatrzasnął książkę i odrzucił ją na bok. Zignorował pytające spojrzenie współlokatora i pospiesznie zamknął się w łazience.
***
Shindy wracał z ostatnich zajęć. Przy drzwiach do jego pokoju stało dwóch chłopaków. Na widok blondyna, zaprzestali rozmowy i uśmiechnęli się do niego.
− Jesteś Shinya, prawda? – odezwał się uczeń o intensywnie czerwonych włosach, a kiedy Shindy skinął głową, przedstawił się: − Zwą mnie Die, a to jest Kaoru. – Wskazał swojego towarzysza. – Może miałbyś ochotę na spacer? Lubimy poznawać nowych uczniów.
− Um… Dobrze – zgodził się Shindy. – Tylko powiem Yoichiemu, że wychodzę…
− Nie ma takiej potrzeby. – Kaoru chwycił Shina pod ramię. – Włos ci z głowy nie spadnie.
Die uczepił się drugiej ręki blondyna i razem opuścili szkolny budynek.
− Dokąd idziemy? – zapytał, kiedy coraz bardziej oddalali się od placówki.
− Chcemy ci pokazać jedno piękne miejsce – wyjaśnił Die.
− Daleko jeszcze? – Shindy spojrzał w niebo, które ciemniało z każdą chwilą.
− Jeszcze trochę.
W końcu zatrzymali się. Miejsce, w którym stanęli było otoczone drzewami i nie wyróżniał go żaden dodatkowy element.
− To jest to piękne miejsce?
− Tak. Zaraz pokażemy ci jego piękno – Shin usłyszał szept Kaoru przy swoim uchu i nim zdążył w jakiś sposób zareagować, został powalony na ściółkę.
Die przytrzymał ręce nad jego głową, natomiast Kaoru usiadł mu na biodrach. Shindy szarpnął się, czym wywołał jedynie śmiech u Die’a, który zacisnął mocniej palce na jego przegubach.
− Puść mnie… − jęknął.
− Oj, Shin-chan, nie bądź taki, chcemy się tylko zabawić. – Kaoru rozpiął spodnie i zbliżył krocze do twarzy przestraszonego chłopaka. – Otwórz usta.
Shinya zacisnął wargi i pokręcił głową. Kaoru pociągnął go mocno za włosy, a kiedy blondyn krzyknął, szybko wepchnął swoje przyrodzenie między jego usta. Shindy zakrztusił się, w oczach stanęły mu łzy. Nie rozumiał, dlaczego był tak traktowany. Przecież nic złego im nie zrobił.
− Rób swoje – mruknął Kaoru, szarpiąc za długie, jasne pasma.
Język Shina sunął po przyrodzeniu chłopaka. Nigdy nie robił takich rzeczy, nigdy nikt go do tego nie zmuszał, nie wiedział zatem jak się do tego zabrać. Kaoru, czując, że Shindy w ogóle nie ma doświadczenia w tego typu sprawach, szarpnął ponownie jego głową, a członek całkowicie zanurzył się w delikatnych ustach. Po policzkach blondyna spłynęły łzy. Nie wytrzymał. Był bardzo wrażliwą osobą i było pewne, że po tym wydarzeniu nie podniesie się tak łatwo. Błagał w myślach, by to wszystko się skończyło. To było zbyt upokarzające, a on zupełnie nie wiedział, czym zawinił, że spotkało go coś tak okrutnego. Wreszcie Kaoru doszedł i odsunął się od niego. Shindy przechylił się na bok na tyle, na ile pozwalały mu ręce Die’a, które wciąż przytrzymywały jego nadgarstki i wypluł spermę.
− Nieładnie. – Kaoru pokręcił głową z dezaprobatą.
− Zostawcie mnie już… − jęknął Shinya.
− Jak sobie życzysz. – Die przerzucił sobie przestraszonego chłopaka przez ramię, po czym postawił go przy drzewie. Kaoru wykręcił jego ręce tak, by oplatały pień, wyciągnął z kieszeni spodni sznurek i owinął nim wątłe nadgarstki.
− Dlaczego to robicie? – Shindy z całych sił próbował się wyrwać.
Die jedynie uśmiechnął się ironicznie i musnął mokry od łez policzek.
− Możesz sobie krzyczeć, ile chcesz i tak nikt cię nie usłyszy.
Odeszli, zostawiając go samego. Krzyczał, płakał, prosił. Szarpał się, jednak jedynym skutkiem były boleśnie obtarte nadgarstki. Niebo było już całkiem czarne, a zimne powietrze owiewało jego sylwetkę. Drżał z zimna i ze strachu. Wzdrygał się na każdy dźwięk. Nagle usłyszał szmer. Zastanawiał się, co to może być. Nie wiedział już czy ma krzyczeć, czy lepiej siedzieć cicho. Jeśli był to człowiek, mógł wykorzystać fakt, że był bezbronny. Z drugiej strony, nigdy się stąd nie wydostanie, jeśli nie zaryzykuje. Kiedy już chciał zawołać, oślepiło go światło.
− Shinya? – Usłyszał znajomy, zaniepokojony głos.
− Aki-sama… − szepnął.
Brunet podbiegł do niego i rozwiązał jego ręce.
− Kto ci to zrobił? – Przytulił roztrzęsionego Shindy’ego.
Shin chciał powiedzieć, jednak bał się, że gdy tylko Kaoru i Die zostaną ukarani, zrobią coś o wiele gorszego.
− Nie wiem, nie widziałem ich.
Aki wziął go na ręce, a blondyn objął ramionami jego szyję i wtulił się w niego. Potrzebował teraz poczucia bezpieczeństwa, a ciepłe i silne ciało Akiego właśnie tego dostarczało.
− Nie bój się, maleńki. Zaraz będziemy na miejscu – szepnął uspokajająco.
Biały snop oświetlił ich sylwetki. Shindy przesłonił oczy dłonią.
− Mam go! – zawołał Aki do postaci, trzymającej latarkę.
− Jest ranny?
Shindy drgnął, słysząc głos Natsukiego. Brzmiał tak, jakby chłopak był zaniepokojony.
− Nie, jest wyziębiony i przestraszony.
− Zaniosę go do pielęgniarki. – Natsuki zbliżył dłonie do ciała Shindy’ego, jednak Aki przycisnął go mocniej do siebie.
− Ja to zrobię. Ty zadzwoń do Tatsuro i poinformuj, że go znalazłem. – Wyminął Natsukiego i udał się do budynku. Nie poszedł jednak do gabinetu pielęgniarki, ale do swojej sypialni, gdzie położył na półprzytomnego Shindy’ego na łóżku.
Blondyn podniósł lekko głowę i zapytał cicho:
− Gdzie ja jestem?
− W moim pokoju.
− Ale przecież…
− Cii… − Aki zdjął z niego marynarkę i zabrał się za rozpinanie koszuli. – Tu ci będzie lepiej.
− Co robisz? – Shindy drżącą dłonią chwycił w słaby uścisk rękę Akiego.
− Chcę cię przebrać w coś cieplejszego.
− Sam sobie poradzę – zapewnił Shindy.
Brunet przewrócił oczami i podszedł do szafy, by wybrać ubrania dla Shina. Chłopak rozebrał się i szybko założył grubą bluzę, spodnie od dresu i skarpetki.
− Dziękuję – szepnął, kiedy Aki okrył go szczelnie kołdrą.
− Nie ma za co. – Pogładził jego jasną grzywkę, kiedy dostrzegł, że coś bieli się w kąciku ust Shinyi. – Co to jest? – Starł strużkę kciukiem. Shindy zacisnął powieki, spod których wypłynęły łzy. – Co oni ci zrobili? – Domyślał się, co mogło się wydarzyć. Jeśli Kaoru i Die zmusili go do tego… Mieli go tylko nastraszyć i przywiązać do drzewa, żeby Aki później mógł go odnaleźć i zabrać do siebie. Zacisnął dłonie w pięści. − Poczekaj tu na mnie, pójdę zrobić herbatę. – Opuścił pomieszczenie, zamykając drzwi na klucz, tak na wszelki wypadek. Nie chciał, żeby Shindy mu teraz uciekł. Nie po to wymyślił całą tę akcję z zaciągnięciem do lasu. Z Kaoru i Die jeszcze porozmawia, ale to później, teraz najważniejszy był Shindy.
Blondyn wpatrywał się w drzwi. Dlaczego Aki go zamknął? Skulił się na łóżku, owijając bardziej kołdrą. Po jakimś czasie usłyszał szczęk zamka, poderwał głowę.
− Dlaczego mnie zamknąłeś?
− Żeby nikt tutaj nie wszedł. To byli pewnie jacyś uczniowie, nie chcę, żeby ponownie zrobili ci krzywdę. – Postawił na stoliku kubek i usiadł na brzegu łóżka. Obserwował jak drżące palce Shinyi obejmują naczynie. Szerokie rękawy za dużej bluzy zsunęły się, odsłaniając obtarte nadgarstki. Aki zagryzł wargę. Nie kazał im przecież zrobić tego aż tak mocno. Zaznaczył, że mają być wobec niego delikatni. Zawsze muszą wykorzystać sytuację.
Shindy pił powoli herbatę, czując, że ogarnia go coraz większa senność. Kiedy skończył, odstawił kubek na stolik i ostrożnie zsunął się z łóżka.
− A ty dokąd? – Aki natychmiast zagrodził mu drogę.
− Do swojego pokoju.
− Nie ma mowy. Zostajesz tutaj. Nie zasnę z myślą, że ci idioci mogą coś jeszcze zrobić. – Popchnął go lekko na posłanie.
− Ale…
− Żadnych „ale”. Śpisz u mnie. – Brunet zdjął buty i położył się obok Shindy’ego. Przycisnął go ramieniem do materaca i przyciągnął do siebie, żeby mieć pewność, że chłopak nie ucieknie, kiedy on zaśnie.
Shinya nie miał już siły się sprzeciwiać. Powieki robiły się coraz cięższe aż w końcu opadły, a on zasnął w objęciach Akiego.

13 lipca 2014

150. Hot Chocolate cz. V



Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Aki x Shindy, Kaoru x Die
Notka autorska: Rozdział dedykuję Intruz Yui, która mi marudziła na GG, że mam coś dodać. <3 Mam nadzieję, że Ci się spodoba. :3 Ogólnie część nie powala. Jakoś tak znów wena gdzieś mi uciekła. :c Zobaczymy jak to dalej będzie.

CZĘŚĆ V
− Jesteś dla mnie bardzo ważny, Shin-chan – wyszeptał Aki.
− Ale… przecież znamy się od niedawna i… i jesteśmy mężczyznami.
− Shin-chan, tutaj wszyscy są gejami. Musisz przywyknąć. I lepiej, żebyś trzymał się blisko mnie. Ktoś może… − dotknął pośladka Shina – zrobić ci krzywdę.
− Proszę, zaprowadź mnie do Natsukiego-sama.
− Dobrze. Ale najpierw… − Pochylił się i wpił w usta Shindy’ego. – Jesteś teraz mój. – Musnął policzek zaskoczonego blondyna. – Czy to nie cudowne? – Shinya wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. – Przyzwyczaisz się, zobaczysz.
− Możemy już iść?
Aki chwycił go za rękę i poprowadził do odpowiednich drzwi, w które zapukał. Ktoś przekręcił klucz w zamku i po chwili w progu pojawił się Natsuki.
− Coś się stało? Shinya chyba powinien już być w łóżku – mruknął, spoglądając sceptycznie na ich splecione dłonie.
− Ja… − Shindy próbował delikatnie wyplątać palce, jednak Aki trzymał go zbyt mocno. – Zapomniałem oddać marynarkę. – Podał Natsukiemu odzież.
− To mogło zaczekać do jutra – stwierdził Natsuki, po czym westchnął i wziął marynarkę. – Następnym razem nie wychodź w nocy z pokoju. Odprowadzić cię?
Shindy już chciał się zgodzić, kiedy odezwał się Aki:
− Ja to zrobię.
Pociągnął Shindy’ego we właściwym kierunku. Blondyn uważnie obserwował twarz Akiego, kiedy szli korytarzem. Wreszcie zatrzymali się przed właściwymi drzwiami. Aki chwycił chłopaka za ramiona i jeszcze raz pocałował go w usta.
− Dobranoc – szepnął, muskając ustami czoło Shindy’ego. Kiedy tylko go puścił, blondyn pospiesznie wszedł do pokoju.
− Shin-chan! – wykrzyknął Yoichi, a po jego minie już można było wywnioskować, że chce, aby Shindy ze wszystkiego się zwierzył.
− Jestem zmęczony, Yoichi, pogadamy jutro. – Wziął potrzebne rzeczy i udał się do łazienki.
To wszystko dzieje się za szybko… − myślał, stojąc pod prysznicem. – To, co robi Aki-sama… Dlaczego tak się zachowuje?
Zakręcił wodę i opuścił kabinę. Owinięty ręcznikiem, podszedł do umywali, nad którą wisiało lustro. Spojrzał na swoje odbicie. Drżącymi palcami dotknął ust. Odkręcił kurek i lodowatą wodą zaczął przepłukiwać wargi. Poddał się po jakimś czasie, kiedy uświadomił sobie, że uczucie, które towarzyszyło chwili, gdy ich usta były złączone, sprawiało mu przyjemność. Wycofał się pod ścianę i osunął po niej na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach, poczuł łzy na policzkach.
− Shin-chan? – Yoichi zapukał do drzwi. – Wszystko dobrze?
− Tak. Już wychodzę. – Obmył twarz wodą, wytarł ręcznikiem, przebrał się w piżamę i opuścił pomieszczenie.
Yoichi nie zadawał żadnych pytań, za co Shindy był mu wdzięczny. Po prostu położyli się do łóżek. Dość długo nie mógł zasnąć. Obracał się z boku na bok, bijąc się z myślami. Twarze Akiego i Natsukiego plątały mu się przed oczami. Nie wiedział, co ma z tym wszystkim zrobić. Pocałunek był czymś niesamowitym, ale niewidzialna siła pchała go ku Natsukiemu. Przy nim czuł się bezpiecznie. Natsuki nie był jak Aki. Nie był zaborczy, niczego nie wymagał, do niczego nie zmuszał i… nie był Shindym w żadnym stopniu zainteresowany…
Blondyn zacisnął powieki. Łzy leniwie spłynęły po jego twarzy.
***
Natsuki patrzył na widok za oknem. Lubił obserwować nocny krajobraz. Czarne korony drzew kołysały się na wietrze. Chmury otulały księżyc, który oświetlał ich swoim blaskiem. Niebo było idealnie czarne, ani jednego białego punktu. Natsuki zapatrzył się w białą tarczę. Przycisnął do ciała czarną marynarkę. W tym momencie chciał przytulać do siebie jego… Gdyby tylko Aki się nie wtrącał…
Właśnie… Aki… Czego on chciał od Shindy’ego? Natsuki zacisnął mocniej palce na odzieży. Wtedy na polanie, chciał go pocałować, ale Shindy chyba bał się tego zbliżenia. A może tylko mu się wydawało? W końcu potem trzymali się za ręce.
Położył się do łóżka. Zamknął oczy.
− Będę o ciebie walczyć – wyszeptał – Shin-chan…
***
Aki nie wrócił do sypialni. Skierował swoje kroki do pokoju Kaoru i Die’a. Bez zbędnego pukania, otworzył drzwi.
− AKI! – krzyknął Die i odsunął się od Kaoru. – Stary, serio, naucz się pukać! – Starał się zasłonić kołdrą swoje nagie ciało. – Kao, przykryj się!
Jednak Kaoru nic sobie z tego nie robił i leżał dalej na łóżku z odkrytym penisem.
− Od kiedy to z ciebie taka cnotka, Die? – prychnął pogardliwie Aki. – Dobra, bez owijania w bawełnę, mam do was sprawę.

6 lipca 2014

149. Hot Chocolate cz. IV

Tytuł: Hot Chocolate
Pairing:  Kaoru x Die x Hiroto, Tatsuro x Dunch, Aki x Shindy
Notka autorska: No i mamy kolejną część. Ostrzegam od razu, że pairingi z całą pewnością ulegną jeszcze zmianie oraz pojawi się ich więcej. :3

CZĘŚĆ IV
− Przestańcie, proszę… − Niski blondyn z całych sił starał się wyrwać z silnego uścisku, jednak przytrzymujący go chłopak o fioletowych włosach za nic nie chciał puścić.
− Oj, Hiroto, nie stawiaj się tak – uspokoił uczeń, którego pukle były soczyście czerwone.
− Die… − jęknął Hiroto, kiedy czerwona czupryna przylgnęła do jego krocza. Zęby Die’a powoli rozpinały zamek jego spodni. – Nie! Proszę! – krzyknął, mając nadzieję, że ktoś go usłyszy.
− Kaoru, ucisz go. – Die zerknął na kochanka, a ten natychmiast zasłonił blondynowi usta.
Po policzkach Hiroto spłynęły łzy.
− Ojoj, co ja widzę? Hiro-chan się popłakał – powiedział uszczypliwie Die. – Ostatnio ci się nie podobało?
Hiroto mruknął coś niewyraźnie przez dłoń Kaoru.
− Dzisiaj zabawimy się trochę łagodniej – odezwał się Kaoru.
Blondyn zaszlochał nad swoją bezradnością. Die powolnym ruchem zsunął spodnie z chłopaka, a Kaoru wzmocnił uścisk na jego nadgarstkach. Palce Die’a zahaczyły o gumkę bokserek i ściągnąły je do kolan. Hiroto szarpnął się ponownie, co wywołało cichy śmiech u Kaoru.
Die zamknął usta na główce przyrodzenia blondyna i mruknął z zadowolenia.
− Cholera, Die, pospiesz się. Mogą nas w każdej chwili przyłapać, a ja też chcę się zabawić.
Hiroto zacisnął powieki i opuścił głowę, zrezygnowany.
− Co tu się dzieje?
− Kurwa, to Dunch… − zaklął pod nosem Kaoru.
Die odsunął głowę od krocza Hiroto.
− Zechciałbyś łaskawie stąd spierdalać, Dunch? Jesteśmy zajęci.
− Lepiej go puść. – Obok Duncha pojawiła się druga osoba.
Kaoru posłusznie puścił roztrzęsionego blondyna, który osunął się na podłogę. Wiedział, że z Tatsuro nie mógł zadzierać.
− Do następnego razu, kurwo. – Spojrzał pogardliwie na skulone na podłodze ciało. Chwycił Die’a za rękę i razem oddalili się do swojego pokoju.
Tatsuro ukucnął przy Hiroto, który drżącymi rękoma zakładał bokserki i spodnie.
− Hiro-chan? – szepnął i zbliżył dłoń do jego ramienia.
− Proszę mnie nie dotykać! – pisnął przerażony chłopak. Wstał niezdarnie i pobiegł przed siebie.
− Hiroto! – zawołał za nim Dunch, ale blondyn nawet się nie odwrócił.
***
− Idioci! – warknął Aki, wpadając do pokoju, w którym Kaoru i Die właśnie się całowali.
− Mógłbyś jednak pukać – mruknął Die, odsuwając się od kochanka.
− Miałem nieprzyjemną rozmowę z Tatsuro. Znowu dobieraliście się do tego gówniarza Hiroto. Jeśli już naprawdę nie możecie się pohamować, to zaciągnijcie go do swojego pokoju albo zróbcie to w głębi lasu, a nie na szkolnym korytarzu, do cholery! To był ostatni raz kiedy ratuję wasze dupy! Ostatni raz! Wyrażam się jasno?!
Skinęli jedynie głowami w odpowiedzi. Aki ruszył do drzwi, ale zanim nacisnął klamkę, powiedział:
− Jeszcze jedno. W szkole pojawił się nowy uczeń.
− Tak, wiemy, wszyscy się nim jarają. Krążą plotki, że jest prawiczkiem. Dawno nie rżnęliśmy prawiczka, więc może być ciekawie. – Kaoru spojrzał znacząco na kochanka.
− Ten prawiczek należy do mnie. – Aki posłał im groźne spojrzenie. – Więc nie ważcie się nawet go tknąć, inaczej obetnę wam te brudne łapska. – Wyszedł trzaskając drzwiami.
***
Aki udał się na polanę, mając nadzieję, że spotka tam Shindy’ego. Na trawie leżała drobna postać. Brunet podszedł do niej powoli i cicho, aby jej nie przestraszyć. Uśmiechnął się na widok znajomej twarzy. Promienie słoneczne plątały się w złocistych włosach. Zamknięte powieki przypominały delikatne płatki, a wyrastające z nich czarne łany rzęs rzucały cienie na gładkie policzki.
− Śpisz? – szepnął, a kiedy nie uzyskał żadnej odpowiedzi, położył się obok Shindy’ego. Delikatnie przeczesał długie, spięte pasma, które ułożyły się w coś na kształt korony wokół głowy Shina.
Po jakimś czasie Shindy obrócił się na bok, kichnął i otworzył oczy. Ujrzał rozbawioną twarz Akiego.
− Jak się spało, Shin-chan?
− Aki-sama! – Poderwał się gwałtownie do siadu. – Co tutaj robisz?
− Pilnuję cię.
Shinya spojrzał na niego zdziwiony.
− Pilnuję, żeby nic ci się nie stało. Nie powinieneś chodzić sam.
− Dlaczego?
− Powiedzmy, że nie wszyscy są tutaj tacy życzliwi.
Shindy od razu przypomniał sobie o Kenzo.
− No tak… − szepnął.
− Lepiej, żebyś trzymał się blisko mnie. – Aki również usiadł. – Tak będzie bezpieczniej. – Spojrzał na Shinyę i ostrożnie ujął jego twarz w dłonie. – O wiele bezpieczniej…
− Aki-sama…
− Cii… − Zamknął oczy, ale zaraz szeroko je otworzył, kiedy poczuł jak drobne dłonie Shina napierają na jego klatkę piersiową.
− Nie… − jęknął.
Aki spojrzał na niego rozgniewany, przez co Shindy wzdrygnął się ze strachu. W tej chwili brunet chciał rzucić się na bezbronnego chłopaka i zedrzeć z niego ubranie. I wziąć go, choćby siłą.
Jednak nie zrobił tego. Widząc strach w oczach Shindy’ego, uśmiechnął się ciepło i pogładził go po policzku. Nie chciał, żeby się go bał. Pragnął, by Shinya go pokochał.
− Spokojnie, Shin-chan… Pozwól mi…
− Co chcesz zrobić…?
− Chcę cię tylko pocałować. To nic złego. Nie skrzywdzę cię.
Shindy drżał w jego ramionach. Nie chciał tego, ale jednocześnie bał się sprzeciwić.
− Dlaczego się mnie boisz, Shin-chan? – szepnął mu do ucha.
Usłyszeli trzask łamanej gałązki, a na polanie pojawił się Natsuki.
− Wybacz, że przeszkadzam – mruknął niechętnie – ale jest już późno i lepiej, żeby Shinya nie włóczył się po nocach poza szkołą.
Aki warknął pod nosem jakieś przekleństwo, wstał i szarpnięciem postawił Shindy’ego na nogi.
− Idziemy, Shin-chan.
− Ja go odprowadzę – odezwał się Natsuki.
− Niby dlaczego ty masz go odprowadzić?
− Ponieważ Shinya jest moim podopiecznym. Ty lepiej zajmij się swoimi. Mam tu na myśli Kaoru i Die.
Aki puścił Shindy’ego i ruszył w kierunku szkolnego budynku.
− Mówiłem, żebyś na siebie uważał – westchnął Natsuki.
− Ja zasnąłem i kiedy się obudziłem, Aki-sama już przy mnie był – usprawiedliwił się Shindy.
Natsuki jedynie pokiwał głową.
− Zimno się robi. Wracajmy.
Wiatr zakołysał koronami drzew i nieprzyjemnie otulił ich sylwetki, na co Shindy zauważalnie zadrżał. Natsuki szybko zdjął marynarkę i narzucił ją na jego ramiona.
− Ale, Natsuki-sama… Przeziębisz się.
Brunet uśmiechnął się pobłażliwie, a Shindy zdał sobie sprawę, że pierwszy raz widzi jak kąciki jego ust unoszą się ku górze.
− Chodź.
Po jakimś czasie znaleźli się w ciepłym budynku. Natsuki odprowadził Shinyę pod same drzwi jego pokoju.
− Dziękuję, Natsuki-sama. – Ukłonił się, a zaraz gwałtownie wyprostował, kiedy poczuł dotyk na swoim ramieniu.
− Śpij dobrze – powiedział cicho Natsuki, po czym odwrócił się i odszedł.
Shindy wszedł do sypialni, gdzie natychmiast doskoczył do niego Yoichi.
− Shin-chan! Nic ci nie jest?! Gdzie byłeś?! Tak się martwiłem! Skąd to masz…? – Dotknął marynarki, która była na Shinyę o wiele za duża.
− O nie! Zapomniałem ją oddać. – Shindy szybko wybiegł z pokoju.
− Ale, Shin-chan…
Jednak Shindy nie usłyszał słów przyjaciela. Biegł przed siebie, mając nadzieję, że zatrzyma jeszcze Natsukiego. Zatrzymał się w jednym z korytarzy. Nie znajdzie go. Nie wiedział nawet gdzie znajduje się jego sypialnia.
− Powinieneś szykować się do snu…
Zamarł, rozpoznając ten głos.
− Szukam Natsukiego-sama. To bardzo ważne. Czy Aki-sama mógłby mnie do niego zaprowadzić?
Aki zbliżył się do niego.
− Proś.
− Proszę – szepnął Shindy, czym wywołał śmiech u bruneta.
− Nie tak, Shin-chan, nie tak.
Podszedł jeszcze bliżej i przyparł Shinyę do ściany.
− Dlaczego to robisz? – szepnął.
− Dlaczego to robię? – Aki owinął sobie kosmyk jasnych włosów wokół palca, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.