Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takuma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takuma. Pokaż wszystkie posty

9 lutego 2014

117. Sweet Secret cz. VII (Shindy x Takuma)




Tytuł: Sweet Secret
Pairing: Shindy x Takuma
Notka autorska: Ostatnia część SS. Będzie mi brakować tej serii. ;-; Powiem tylko, że to nie jest jedyne moje opowiadanie, w którym Shin jest seme, ponieważ już szykuję następne. :3

CZĘŚĆ VII
Spośród drewnianych kawałków wyłonił się ojciec Shindy’ego.
− Błyskawicznie się ubrałeś – stwierdził sarkastycznie, lustrując czujnym spojrzeniem odzianą sylwetkę syna, który siedział na pagórku z kołdry.
− Myślałeś, że będę przed tobą paradować nago? Nie dla psa kiełbasa, tato.
− Nie denerwuj mnie, gówniarzu! – warknął król. – Pokazuj w tej chwili, co ukrywasz. Alkohol? Papierosy? Narkotyki? A może znowu potajemnie czytasz Harry’ego Pottera?[1]
− Weź tato… Harry’ego Pottera przeczytałem już dawno.
Król posłał synowi wrogie spojrzenie, po czym pewnie podszedł do szafy i otworzył ją. Nie uraczywszy niczego podejrzanego zamknął drzwi i zajrzał pod łoże.
− Myślisz, że uda ci się mnie przechytrzyć? Nic z tego, cwaniaczku. Pokaż mi natychmiast, co przede mną ukrywasz!
− Nic przed tobą nie ukrywam – skłamał Shindy.
W tym czasie pagórek odrobinę się poruszył, bowiem znajdujący się pod kołdrą Takuma zbyt długo leżał w jednej pozycji, a jego ciało drętwiało. Na szczęście ojciec Shindy’ego przekartkowywał w tej chwili gruby tom, który wyciągnął z regału, chyba w poszukiwaniu narkotyków.
− Zamierzasz przejrzeć każdą książkę? – spytał blondyn, wiedząc, że Takuma długo nie wytrzyma jego ciężaru.
− Tak, zamierzam przejrzeć każdą książkę – wycedził król, jednak poddał się po drugim tomie. – Marnujesz mój cenny czas. Masz mi w tej chwili pokazać, co ukrywasz.
Shindy wpadł na inny pomysł odwrócenia uwagi ojca – wybuchnął udawanym płaczem, krzycząc:
− Bo ja to tylko marnuję twój czas! Po co wpuściłeś w matkę swoje nasienie, skoro wiedziałeś, że nie chcesz mieć dziecka?! Dzieckiem trzeba się zajmować! A ty?! Nigdy nie zbudowałeś ze mną zamku z piasku! Nigdy nie miałem domku na drzewie! Nigdy nie grałeś ze mną w piłkę! A na urodziny kupiłeś mi kucyka Pony, bo nawet nie wiedziałeś, co lubią chłopcy! Nigdy nie żyliśmy jak ojciec z synem! Czy ja proszę o tak wiele?!
Król patrzył na Shina zszokowany, a potem zapytał:
− Od kiedy wiesz, skąd się biorą dzieci?
− Jak możesz?! – zawył Shindy, rzucając w ojca poduszką. – Ja tu się otwieram przed tobą, wyznaję moje uczucia, a ty co?! Wiem, co to seks! Oral i anal też są mi znane! Powiem więcej: miałem kondoma w ręce!
− Skończ! – rozkazał król. – Wstydziłbyś się! – Odrzucił poduszkę w syna.
− Jakbyś ty nigdy tego nie robił! – Książę ponownie rzucił w króla poduszką.
− Zrobiłem to tylko raz! – Król również cisnął przedmiotem.
− I to był błąd! Po co to zrobiłeś?! Trzeba było założyć gumkę i nie miałbyś problemu!
Rzucali w siebie poduszką, obrzucając się obelgami, aż w końcu Takuma nie wytrzymał. Pod kołdrą zaczęło brakować mu powietrza. Podniósł się gwałtownie i odetchnął z ulgą.
− Kto to jest? – zapytał król.
Shindy chwycił Takumę za rękę, odchrząknął i przemówił:
− Tato, to Takuma, mój chłopak…
Ojciec nic nie mówił, wpatrywał się to w Shina, to w Takumę. Książę spuścił głowę, a brunet drżał ze strachu.
− A ja myślałem, że ty tu Harry’ego Pottera czytasz… − Król pokręcił z niedowierzaniem głową.
− Chcę, żebyś wiedział, że jeśli go wyrzucisz, ja odejdę razem z nim. Nie zatrzymasz mnie – powiedział pewnie Shindy.
− Shindy, nie – szepnął Takuma, na co ten mocniej ścisnął jego dłoń.
− Jak długo już go tu ukrywasz?
− Zobaczyłem go jakiś czas temu na targu, kiedy wyglądałem przez okno – odparł książę.
− Dlaczego mi od razu nie powiedziałeś…? Dzieciaku, ja tu się bałem, że jakieś herezje czytasz albo wciągasz prochy, a ty ukrywasz przede mną swojego chłopaka?
Shindy podniósł głowę i spojrzał na ojca zaskoczony, a król uśmiechnął się.
− Trzeba było od razu powiedzieć.
− Myślałem, że jesteś starym, konserwatywnym prykiem – wyznał Shindy. – Skąd miałem wiedzieć, że nie masz nic przeciwko?
− Jak mnie nazwałeś, gówniarzu?
− Kocham cię, tato! – Shindy czym prędzej przytulił się do ojca, a on po raz pierwszy objął swojego syna.
***
Od tego czasu dużo się zmieniło. Takuma jadł posiłki razem z rodziną królewską. Kucharz Kiyozumi bardziej przykładał się do pracy i jego potrawy nie miały sobie równych. Król i syn grali w piłkę (oczywiście na Xboksie). Shindy dostał więcej swobody – razem z Takumą często wychodzili do miasta, a mieszkańcy szybko pokochali księcia (najbardziej kochali go, kiedy porządnie napity proponował, że zapłaci za wszystkich w karczmie). Książę już więcej się nie smucił, a Takuma był zawsze pierwszą osobą, którą widział, kiedy otwierał oczy i ostatnią, kiedy je zamykał. Jedyną rzeczą, która się nie zmieniła były żarty błazna Yoichiego. Wciąż tak samo suche, że błagano o kroplę wody.

[1] Musiałam! xD

7 lutego 2014

116. Sweet Secret cz. VI (Shindy x Takuma)

Tytuł: Sweet Secret
Pairing: Shindy x Takuma
Notka autorska: Na prośbę pewnej osóbki Sweet Secret. Rozdział dla Ciebie, Toshi. <3 To chyba przedostatnia część tego opowiadania. Chyba, że ktoś ma jakiś pomysł. :3

CZĘŚĆ VI
Takuma ściągał wyprane w rzece ubrania ze sznura i układał je w koszyku. Kiedy zauważył zbliżającą się do jego chaty postać na koniu, zostawił pranie i poszedł powitać i gościa i poczęstować go tym, co miał. Zamarł, gdy dostrzegł unoszoną podmuchami wiatru czerwień płaszcza i koronę na głowie, która zabłyszczała srebrem w słońcu.
Natychmiast upadł na kolana i spuścił głowę. Shindy podjechał bliżej, zatrzymał się i zeskoczył z konia, przy okazji brudząc swoje trampki w kałuży błota.
− Niech to szlag! – zaklął, wycierając obuwie chusteczką.
− Wybacz, panie, że ośmielam się odezwać, ale co cię tu sprowadza? – Takuma wraz z każdym wypowiedzianym słowem czuł ukłucie w sercu. Wracały wspomnienia.
− Darujmy to sobie. – Shindy otrzepał się z kurzu, który osiadł na nim podczas drogi.
− Mniemam, że przyjechałeś po swoje ubrania.
− Jakie ubrania? Takuma, wstań, jest mi niezręcznie, kiedy klęczysz przede mną jak niewolnik.
− Tak się właśnie czuję – odparł zgodnie z prawdą Takuma.
Shindy’ego zabolało stwierdzenie chłopaka, jednak nie dał tego po sobie poznać. Obojętnym wzrokiem spoglądał w bok, gdzie znajdowało się wejście do lasu, układając w głowie swoje przeprosiny.
− Przyjechałem, by cię… prze… prze… prze…
− Tak, panie? – dopytywał Takuma.
− Do cholery, skończ nazywać mnie panem! – Shindy padł na kolana, ignorując fakt, że jego spodnie ubrudziły się ziemią, ujął twarz bruneta w dłonie i spojrzał mu w oczy. – Chciałem cię przeprosić. Nie jesteś sprzedajną dziwką, jesteś moim skarbem. Kocham cię, Takuma. – Wpił się w usta zaskoczonego chłopaka, który na początku nie zareagował. Dopiero po chwili odwzajemnił pieszczotę, wplatając palce we włosy księcia.
Shindy oderwał się od Takumy. Po policzkach blondyna spływały łzy.
− Przestań ryczeć – warknął Takuma, również płacząc.
− Ty też nie rycz– odpowiedział Shindy.
Wtulili się w siebie. Kiedy jechali na koniu z powrotem do pałacu, nadal płakali. Uspokoili się dopiero w komnacie Shindy’ego.
Leżeli na łożu. Głowa Takumy spoczywała na odsłoniętym brzuchu Shindy’ego, a usta bruneta muskały delikatną skórę. Książę mruczał z rozkoszy i przymykał powieki, przeczesując włosy swojego kochanka. W pewnym momencie Takuma zjechał niżej. Jego dłoń rozpięła spodnie blondyna, a on sam spojrzał na Shina niepewnie. Chciał się upewnić, czy może to zrobić. Czy Shindy wyraża na to zgodę.
Książę wpatrywał się w niego zaskoczony, jednak po chwili uśmiechnął się i skinął głową. Uniósł biodra, by ułatwić Takumie zsunięcie z niego odzieży wraz z bielizną. Usta Takumy zamknęły się na przyrodzeniu blondyna. Shindy jęknął cicho, kiedy brunet zaczął poruszać głową, a następnie zacisnął zęby, gdy ten przygryzł główkę. Szybko chwycił spoczywającą obok poduszkę i przycisnął ją do swojej twarzy. Nie chciał, by ktokolwiek ich usłyszał.
Takuma przesunął dłońmi po wewnętrznej stronie ud chłopaka, zatoczył kręgi na brzuchu, przebiegł palcami po żebrach, odrobinę go przy tym łaskocząc. Następnie zsunął się na podbrzusze, zasysając fragment męskości blondyna. Shindy wtulił się mocniej w poduszkę, ale i tak dało się słyszeć stłumione jęki. Kiedy zaczęło brakować mu powietrza, odrzucił poduszkę i wepchnął sobie do ust róg kołdry. Wiedział, że jeżeli ktoś ich usłyszy, natychmiast powiadomi jego ojca, który odbierze mu Takumę.
Shindy czuł, że długo nie wytrzyma. Jego oczy to rozszerzały się z każdym gwałtowniejszym ruchem Takumy, to zamykały wraz z delikatną pieszczotą, którą obdarzał jego ciało. Wariował od tego szybkiego tempa i delikatności, które Takuma złączył w całość, przynoszącą mu tyle przyjemności. Nagle biodra Shindy’ego uniosły się gwałtownie. Krzyk, który opuścił jego gardło został stłumiony przez kołdrę, a skropione potem ciało opadło z powrotem na posłanie. Takuma odsunął się od niego i przełknął jego nasienie.
− Jesteś słodki. – Oblizał się, patrząc z uśmiechem na wykończonego księcia.
Blondyn odrzucił kołdrę, chwycił Takumę za koszulkę i przyciągnął go do pocałunku.
***
− Boję się… − wyznał którejś nocy Takuma, wtulając się w Shindy’ego.
− Czego się boisz, słońce? – spytał książę, gładząc jego ramię.
− Tego, że twój ojciec się dowie.
− Nie skrzywdzi cię – zapewnił Shindy.
− Nie boję się śmierci. – Takuma podniósł się i podparł na ramieniu, spoglądając na twarz blondyna. – Boję się, że nas rozdzieli. Wyrzuci mnie stąd.
− Wtedy ja odejdę z tobą.
− Król nie pozwoli ci odejść.
− Ucieknę – postanowił Shin.
− Znajdzie cię – mruknął pesymistycznie Takuma. Wstał z łoża i podszedł do okna. – Tu jest twoje miejsce.
− Nie. – Książę również wstał i objął Takumę od tyłu, opierając podbródek o jego głowę. – Moje miejsce jest tam, gdzie ty.
− Kocham cię – wyszeptał brunet.
− Ja ciebie też. – Shindy ucałował jego włosy. – Chodźmy spać. Nie myśl na razie o tym. Będzie, co ma być. – Pociągnął chłopaka z powrotem na posłanie.
***
− Znowu zamierzasz jeść u siebie? – zapytała królowa, zauważając, że jej syn zapełnia tacę półmiskami.
− Tak. – Shindy położył na tacy miseczkę pełną świeżych winogron i udał się do wyjścia.
− Dość tego! – Król uderzył pięścią w stół. – Masz jeść z nami!
− Bo co? – warknął Shindy.
− Bo ja ci każę.
− A ja nie jestem twoim sługą.
− Ale masz się mnie słuchać.
Shindy zignorował ojca i opuścił jadalnię. Szybko udał się na górę, by zanieść Takumie jedzenie. Kiedy tylko wszedł do swojej komnaty, zamknął drzwi na klucz. Rozłożył na łożu naczynia, gdy usłyszał donośne pukanie.
− Shindy, otwieraj!
Takuma zamarł, a serce Shindy’ego na moment przestało bić.
− Nie mogę…
− Dlaczego niby? – dopytywał król.
− Przebieram się – skłamał Shindy.
− Daję ci pięć minut.
− Weź się tato, w pięć minut zdążę jedynie wybrać sobie skarpetki – jęknął Shin.
− Otwieraj, gówniarzu! – Ponowne walenie w drzwi.
− Co robimy? – pisnął Takuma.
− Nie wiem – odparł książę.
− Z kimś tam rozmawiasz!
− Z samym sobą.
− Nie opowiadaj głupot! Otwieraj te drzwi, albo każę je wyważyć!
− Wyskoczę przez okno, jeśli to zrobisz!
− Nie będziesz mnie tu szantażować, smarkaczu!
Shindy biegał po całej komnacie w poszukiwaniu kryjówki dla Takumy, podczas gdy brunet ze strachu obgryzał paznokcie.
− Otwieraj! – zniecierpliwił się król.
− Nie mogę znaleźć drugiej skarpetki! – odkrzyknął spanikowany książę.
− To załóż dwie różne – warknął ojciec.
Shindy wepchnął Takumę do szafy, ale po chwili stwierdził, że to pewnie pierwszy mebel, który sprawdzi jego ojciec. Schowanie Takumy pod łożem też nie wchodziło w grę – to zbyt banalne. Spuszczenie się po prześcieradłach przez okno groziło samobójstwem.
− Otwórz w tej chwili te drzwi, mały dzikusie! Nie masz wszystkich w domu?!
− Nie mam skarpety! – wyjaśnił Shindy.
− Wyważam drzwi! – ostrzegł król.
− Jestem w majtkach! – jęknął blondyn.
− Trudno! Liczę do trzech! Raz…!
− O cholera, o cholera… – szeptał Shin.
− Już po mnie, już po mnie… − powtarzał Takuma.
− Dwa…!
− Skoczę przez okno! – powtórzył groźbę Shindy.
− Spróbuj tylko, to dostaniesz na dupę!
− Ale tato…
− Milcz! Trzy!
Nagle rozniósł się huk i drzwi się rozpadły.


14 grudnia 2013

98. Sweet Secret cz. V (Shindy x Takuma)



Tytuł: Sweet Secret
Pairing: Shindy x Takuma
Notka autorska: Mam pewien problem: nie mam pojęcia, co dodać jako kolejną notkę. Jeśli moglibyście mi podsunąć, co macie ochotę przeczytać, byłabym wdzięczna:
1) Who Are You? cz. X,
2) White Eden cz. VI,
3) amebo.jp/zielony-szaliczek cz. IV,
4) One-shot.
CZĘŚĆ V
Szczęście Shindy’ego i Takumy było jednak zbyt proste. Idealna ofiara dla niepewności, która tylko czekała, by okryć ponurą mgłą ich podatne, nieczujne umysły, tak zamroczone radością, że nawet nie zauważyły, kiedy drobne sprzeczki przerodziły się w poważne kłótnie i finałowe odejście Takumy.
− Jestem tylko twoją kolejną fanaberią! Znudzisz się mną i mnie zostawisz! – krzyknął brunet na zaskoczonego księcia.
− Siedź cicho, bo mój ojciec cię usłyszy i każe odciąć ci głowę – warknął Shindy.
− Ciągle tylko słyszę twoje rozkazy! „Bądź cicho”, „Nie wychodź z pokoju”, „Idź spać”. Czuję się jak twoja zabawka, a nie jak partner!
− Żyjesz tu jak król! – Shindy nie wytrzymał i również uniósł głos. – Przyznaj, że zostałeś ze mną tylko dlatego, by korzystać z tych wszystkich wygód! Zależy ci na pieniądzach!
− Zamknij się! Nic o mnie nie wiesz! Ty rozpuszczony dzieciaku! Nie wiesz, jak wygląda prawdziwe życie!
− Jak śmiesz się do mnie tak odzywać, ty sprzedajna dziwko?!
Takuma zamarł. Następnie zacisnął dłonie w pięści, zamknął powieki, pod którymi zrobiło się nieprzyjemnie wilgotno. Do Shindy’ego powoli docierał sens słów, które wypowiedział.
− Takuma… − szepnął. Chciał przeprosić, chciał to wszystko odwrócić.
Chłopak odwrócił się i wybiegł z komnaty.
− Takuma! – zawołał Shindy. Podbiegł do drzwi, chcąc zatrzymać bruneta, ale w porę przystanął. Wiedział, że tych słów nie da się cofnąć. Wiedział, że tym zdaniem wszystko przekreślił.
Takuma biegł do wyjścia. Zignorował strażnika, który zawołał za nim: „Ej ty!”. Zignorował sprzątaczkę, którą potrącił. Zignorował Yoichiego, który właśnie przechadzał się korytarzem. Błazen próbował go zatrzymać, ale Takuma był za szybki. Minął jeszcze kilku strażników, również starających się go złapać, wybiegł przez główną bramę i już zbliżał się do pierwszych stoisk na targu, kiedy zatrzymało go szczekanie. To jego pies, jego jedyny przyjaciel biegł za nim. Takuma uśmiechnął się przez łzy i podrapał pupila za uchem.
Shindy przyglądał się tej scenie z okna. Patrzył jak jego miłość oddala się z powrotem do domu. Nawet się nie odwrócił… Blondyn oparł się plecami o ścianę i osunął po niej na podłogę. Owinął łydki ramionami, czoło przyłożył do kolan. Rozpłakał się. Ale płakał, tak jak nie płakał jeszcze nigdy wcześniej. Słone łzy zdawały się wyżerać skórę jego policzków, jakby zamiast nich spływały strugi kwasu.
− Takuma… − Chłopak chwycił palcami swoje włosy i szarpnął za nie. Prawą dłoń przyłożył do serca, jak gdyby miało to złagodzić ból. Czuł jakby ten wrażliwy organ się rozkruszył. Chciał go jakoś naprawić, poskładać na nowo, ale wiedział, że bez pomocy Takumy jest to niemożliwe.
Brunet otworzył drzwi. Jego pies od razu ułożył się na swoim posłaniu, ciesząc się, że wrócili do domu. Ale Takuma czuł się obco. To już nie był jego dom. Miejscem, w którym czuł się dobrze były ramiona Shindy’ego. Pokręcił głową, by przestać o nim myśleć. To już koniec. On ponownie jest tylko poddanym księcia. To już nie jest jego Shindy.
Jego… Spojrzał z powątpieniem na zakurzony stół i usiadł na równie brudnym krześle. Czy on kiedykolwiek do niego należał? To że Takuma był własnością księcia było pewne, jeszcze zanim ściągnął go do pałacu, ale czy brunet mógł to samo powiedzieć o swoim… swoim… Kim tak właściwie?
Przedmiot. Zabawka. Tak właśnie czuł się w tej chwili Takuma. Kolejny wymysł rozkapryszonego księcia, który chciał umilić sobie czas. Ukrył twarz w dłoniach i ponownie się rozpłakał. Poczuł coś mokrego na swojej odsłoniętej łydce – to jego pies trącał go nosem, jakby chciał zapytać, co się dzieje. Nagle chłopak zdał sobie sprawę, że nadal jest w królewskich ubraniach. Czym prędzej zdjął z siebie odzież i przebrał się w swoje brudne łachmany. Pozostał jednak problem, co zrobić z garderobą ofiarowaną przez samego księcia? Spalić? Nie, tak nie mógł postąpić. To na pewno drogie i markowe ubrania. Złożył więc koszulkę i spodenki w kostkę i schował je głęboko w jednej z szafek.
Żyj tak, jakby nic takiego nie miało miejsca – pomyślał i zabrał się za przygotowanie obiadu. Szło mu to opornie. Nawet nie przypuszczał, że tak szybko przywyknie do posiłków podawanych pod nos. Kiedy skończył, tak jak zawsze nałożył najpierw psu, a potem sobie, jednak jego pupil nawet tego nie tknął, a sam Takuma wpatrywał się smętnie w talerz, również nie mając apetytu. Tęsknił… Za Shindym. Za swoim księciem.
A Shindy tęsknił za Takumą. Zamknął się w swojej komnacie i za nic nie chciał jej opuścić. Początkowo nikt się tym nie przejął, ale gdy minęły dwa dni, a książę nie dał znaku życia, zaczęto dobijać się do jego drzwi. Shindy jednak nie zważał ani na wołanie służących, ani nawet na błagania jego przyjaciela Yoichiego. Leżał na łożu, zatykając sobie uszy i płakał w poduszkę. W końcu król wziął sprawę w swoje ręce.
− Shindy, otwieraj! – rozkazał.
Brak reakcji.
− Otwieraj w tej chwili albo każę wyważyć drzwi!
− Zostawcie mnie… − jęknął Shindy.
Wszyscy odetchnęli z ulgą słysząc jego głos.
− Nie trzeba było dawać gówniarzowi klucza – mruknął król do swojej żony.
− Jasne! – krzyknął Shindy. – Ogranicz mnie jeszcze bardziej!
− Więc o to ci chodzi? Czujesz się ograniczony? – zapytała królowa.
− Nie.
− W takim razie o co?
− Nie powiem.
Poproszono o pomoc najlepszych psychologów, jednak Shindy albo nie odpowiadał na zadane pytania, albo zmieniał temat.
− Shindy, błagam cię, wyjdź i zjedz coś – szepnęła królowa, klęcząc przy komnacie swojego syna.
− Nie chcę jeść!
− Umrzesz, jeśli nic nie zjesz.
− Mam dość! Zaraz każę rozwalić drzwi! – krzyknął król.
− Spróbuj tylko, to skoczę przez okno albo podetnę sobie żyły! – załkał Shindy.
− Spokojnie, kochanie, tatuś nic takiego nie zrobi… Tylko wyjdź stamtąd i powiedz, co się stało.
− Nie! Chcę umrzeć!
− Ale dlaczego?
− Bo tak!
Król chodził nerwowo z kąta w kąt, a matka Shindy’ego niemalże mdlała z rozpaczy klęcząc na podłodze. Ręce zawiesiła na klamce, jak gdyby mając nadzieję, że drzwi nagle się otworzą i pozwolą jej dostać się do syna.
− Ja z nim porozmawiam. – Yoichi podszedł do nich. – Ale musimy zostać sami.
Król i królowa oddalili się. Yoichi usiadł przy drzwiach i powiedział:
− Piękny mamy dzisiaj dzień.
− W dupie mam dzisiejszy dzień. – Usłyszał pogardliwą odpowiedź.
− Idealna pogoda, żeby przejść się z kimś na spacer.
− Nie mam z kim.
− Wiem, panie, widziałem jak uciekał.
− Kto niby? – zapytał Shindy.
− Takuma. – Yoichi spojrzał na widok za oknem.
− Jaki Takuma? Nie znam nikogo takiego.
− Znasz, panie, znasz. To przez niego nie chcesz żyć.
− To jeden z moich poddanych? Zwykły sługa, nic dla mnie nie znaczy. – Głos księcia zadrżał.
− Znaczy dla ciebie wiele.
− Zostawił mnie! Jak mógł mnie zostawić?! – Shindy ponownie się rozpłakał.
− Możesz sprawić, żeby wrócił – podsunął Yoichi.
− Tak… Masz rację… Mogę przecież wtrącić go do lochu i kazać strażnikom pilnować dzień i noc.
− Nie o to mi chodziło – westchnął błazen. – Możesz do niego pojechać i błagać go o wybaczenie.
− Jestem księciem! – oburzył się Shindy. – Nikogo nie będę błagać o wybaczenie.
− Chcesz go odzyskać?
− Chcę, oczywiście, że chcę.
− Więc porzuć na moment dumę i przeproś go.
Przez długi czas panowała cisza, którą przerwał powolny szczęk zamka. Shindy wyjrzał na korytarz i uśmiechnął się blado do Yoichiego.
− Wybacz, że to powiem, panie, ale wyglądasz okropnie. – Błazen odwzajemnił uśmiech.
W istocie Shindy nie prezentował się najlepiej. Jego złociste włosy były potargane, pod oczami zmęczenie wymalowało dwa sine łuki, a ciało wyraźnie schudło.
Książę puścił tę uwagę mimo uszu.
− Każ przygotować mojego konia. Wyruszam natychmiast.
− A może najpierw się umyjesz i coś zjesz, panie? – zaproponował Yoichi.
− Nie ma czasu. – Shindy machnął ręką i ruszył ku schodom.