Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUCC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUCC. Pokaż wszystkie posty

18 kwietnia 2017

196. ameblo.jp/zielony-szaliczek cz. V (Tatsuro x Dunch)

N/A: Na prośbę osóbki, która odezwała się w komentarzu pod poprzednim postem, wstawiam Zielony Szaliczek. Ogólnie pisałam to naprawdę dawno temu, po prostu tego nie dodawałam. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że się spodoba. :3


2013-04-25 19:15:23
CO DALEJ?
テーマ: SENS ŻYCIA, ROZKMINY, JESZCZE WIĘCEJ SEKSU
Cześć
Każdego dnia zastanawiam się nad nędzną egzystencją tego bloga i kilkaset razy dziennie, kieruję myszkę na przycisk z napisem „Usuń”.
Jestem beznadziejny (jednak duży penis to nie wszystko). Dunch stał się oziębły, co bardzo mnie rani. ДT)    
Ochota na seks wzrasta, pęcznieje, nabrzmiewa niczym penis (czy nie za często piszę tu o penisie?), a ja nie mam komu wepchnąć swego kumpla w dupę. 。・゚゚・(>д<)・゚゚・。    
Ten fakt mnie dobija.
Czym dla Was jest seks? Jak radzicie sobie z ochotą na zerżnięcie kogoś tu i teraz? W domu, w wannie, w salonie, na stole, na lampie zawieszonej na suficie, na ulicy, w restauracji, w metrze. WSZĘDZIE! W każdym z tych miejsc wyobrażam sobie jego i mnie w wiadomej sytuacji…
Jak Wy to robicie, ludzie, że potraficie powstrzymać swoje pragnienia? Przecież na ulicy nie widzę orgii… Swoją drogą byłoby to ciekawe. (●´●)    
Czy jestem jakimś zboczeńcem? Czy mam obsesję na punkcie ruchania? Czy powinienem się leczyć? Nie wiem.
Pytanie do Was: jak Wy radzicie sobie z popędem seksualnym? Piszcie!

Komentarze: 10
Kanon x Bou 4ever!  2013-04-25 21:12:00
Ja czytam ff o An Cafe i walę sobie konia. ()        
FasterMaster (Rukson)  2013-04-25 22:00:01
Nie hamuję swojego popędu. Zawsze mam przy sobie Reitę na smyczy, który na kolanach idzie za mną. Kiedy mam ochotę, on wypina tyłek na moją komendę i po prostu to robię, nie zwracając uwagi na otoczenie. Polecam. To bardzo wygodne rozwiązanie.
                        TatsuroU  2013-04-25 01:15:09
                        Ech, Ruki, Ruki…
S&M  2013-04-26 15:20:21
Lubisz seks? Wejdź w krainę pejczy i łańcuchów wraz z zestawem Mały Zboczeniec. W tym niezwykle podniecającym zestawie znajdziesz kajdanki, którymi skrępujesz swojego partnera/-kę, opaskę na oczy, dzięki czemu wyostrzysz jego/jej zmysły i bat, którym ukażesz swojego niewolnika za nieposłuszeństwo. Odmień swoje życie erotyczne! Nie pozwól by w łóżku wiało chłodem! sex-shop.jp
                        TatsuroU  2013-04-26 15:40:33
                        Chętnie bym skorzystał, gdybym miał na kim…
                        FasterMaster (Rukson)  2013-04-26 17:35:12
                        Ja kupię! A nie… Już to przecież mam.
Hiroś  2013-04-26 18:00:33
Pedalstwo zalewa Internety!
                         TatsuroU  2013-04-26 18:20:00
                         Wypierdalaj stąd! >.<
Sensitive  2013-04-26 20:20:00
Powinieneś panować nad swoim ciałem. Nie widzisz jak fantazje erotyczne stopniowo Cię zniewalają? Zrób coś z tym zanim będzie za późno!
                           TatsuroU  2013-04-26 00:14:21
                           To już się robi nudne…

25 lutego 2016

187. Little Complex cz. XII (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki 
Notka autorska: To już ostatnia część LC. ;; Bardzo lubiłam pisać to opowiadanie. Niestety nie mam pomysłów na dalsze losy Tatsuro i Rukiego, dlatego postanowiłam zakończyć już tę serię. Mam już w planach nowe, ale teraz muszę poprowadzić do końca Demona i przydałoby się skończyć też inne. Dużo osób chciałoby Anorexie.
W poprzedniej części Tatsuro wylądował w szpitalu po tym jak uratował Rukiego przed wypadkiem samochodowym. W międzyczasie uświadomił sobie swoje uczucia do blondyna, a Aki zaczyna snuć plany odnośnie zaproszenia Shindy’ego na randkę. 

Yūko: Niestety nie korzystam. :c Jedynie na Facebooku można mieć ze mną jakiś kontakt.


CZĘŚĆ XII
Aki dokładnie zaplanował swoje zaproszenie na randkę. Sporządził notatki i w punktach wypisał wszystkie czynności, rozważając przy tym sytuacje, które mogą się niespodziewanie wydarzyć. Postanowił również przygotować się do tego – w jego mniemaniu – wybitnie skomplikowanego przedsięwzięcia, którego powodzenie miało zadecydować o tym, czy w ogóle będzie jeszcze żył. Na swoją ofiarę, która miała udawać Shindy’ego, wybrał oczywiście mnie… Odziany w spódniczkę siostry Akiego, którą ukradliśmy z jej szuflady, przy okazji po raz pierwszy wpadając w dżunglę dziewczęcego pokoju, stałem oparty o szafę czekając aż romantyczny Aki w romantyczny sposób zaprosi mnie na romantyczną randkę. Jeśli prawdziwy Shindy się nie zgodzi, chłopak popełni romantyczne samobójstwo.
Spódniczka była stanowczo za krótka, a wpięta w moje włosy kokardka sprawiała, że czułem się jak idiota. Jednak Aki stwierdził, że im więcej dziewczęcych akcesoriów mi przydzieli, tym większa szansa, że zwizualizuje sobie mnie jako Shina.  
− Cześć, Shindy – zaczął, opierając dłoń o szafę, przy której stałem.
− Hej, Aki.
− Może dasz się zaprosić na kawę?
− Aki, to bez sensu. Przecież wiadomo, że zupełnie inaczej zachowujesz się przy mnie, a inaczej przy Shindym.
− Musi się udać! – Aki jeszcze raz przestudiował notatki. – Rozważyłem wszystkie opcje. Nawet niespodziewany seks w pokoju hotelowym. Myślisz, że spodobają mu się moje zabawki do praktyk BDSM?
− Mam niemiłe wspomnienia z pluszowymi kajdankami, więc co ja mogę wiedzieć… − Wzdrygnąłem się na samą myśl o psychopacie Bou.
− Pluszowe kajdanki są dla frajerów. Ja preferuję skórę i lateks.
Westchnąłem, próbując nieco obsunąć tę beznadziejną spódniczkę.
− Przejdźmy do kolejnego etapu, czyli pobytu w kawiarni.
Usiedliśmy na dywanie.
− Mogłeś się chociaż postarać o jakąś kawę i ciasto, wtedy lepiej wczułbym się w rolę – mruknąłem.
− Nie marudź i udawaj, że pijesz – warknął brunet. – Wypisałem tutaj tematy, na które mogę z nim rozmawiać oraz komplementy, które mu powiem.
− No to wal jakiś komplement – powiedziałem, niesamowicie ciekawy, co też Aki wymyślił…
− To właściwie jest wiersz… − Odchrząknął i zaczął czytać:
Shindy…
Za tobą pognałbym nawet do Indii.
Oczy twe piękne i czarne jak smoła,
Gdybym się zapatrzył, wpadłbym pod koła.
Potem za pielęgniarkę mieć cię w szpitalu,
Pod twą opieką, czułbym się jak w raju.
− Aki… − przerwałem – jesteś pewien, że porównanie oczu ukochanej osoby do smoły jest aby na pewno trafnym zabiegiem?
Chłopak posłał mi spojrzenie godne wampirycznego mordercy (którym – przynajmniej w Simsach − był).
− Oczywiście, że tak. Shindy z całą pewnością ma artystyczną duszę. Zapewne zrozumie głębię jaką zawarłem w tym tekście.
− Jeżeli reszta tego tekstu jest tak głęboka jak ten fragment o smole, może przejdźmy do kolejnego punktu.
− Spacer.
Wykonaliśmy wspólnie wszystkie podpunkty, aż przyszła kolej na niespodziewany seks w hotelu. Kiedy Aki przeczytał tę pozycję, na moment spojrzałem na niego rozbawiony, jednak kiedy tylko zerknął pewnie w moim kierunku, zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym, z kim się, do cholery, zadaję.
− Aki, chyba śnisz…
− Przecież nie będziemy się kochać. – Przewrócił oczami.
− Jaką mam gwarancję?
− Jestem wierny Shindy’emu. Nigdy bym go nie zdradził. Poza tym nie jesteś w moim typie. Ja preferuję drobnych, długowłosych, no i musi mieć metr siedemdziesiąt wzrostu.
− Wątpię, żeby Shindy chciał iść do łóżka już na pierwszej randce – mruknąłem sceptycznie.
− Czy czegoś mi brak?
− Nie, nie mówię, że czegoś ci brakuje. Po prostu Shindy jest bardzo niepozorny i wydaje mi się, że stanowi zupełne przeciwieństwo koleżanek z grupy. Widziałeś jak one wyglądają: wielkie, sztuczne cyce, ale małe mózgi i raczej termin przyzwoitości jest im nieco obcy. Za to wydaje mi się, że Shin jest inny.
− Jest taki uroczy, kiedy idzie korytarzem, a jego bioderka delikatnie kołyszą się w rytm kroków – rozmarzył się Aki. – Prześliczny, kiedy upina włosy, przeglądając się w oszklonych drzwiczkach gabloty. Seksowny, kiedy opiera nogę o murek, by zawiązać sznurowadło tenisówki.
− Okej, okej. Nie rozpędzaj się.
***
− Błagam, bądź gdzieś w pobliżu, kiedy będę go zapraszać. – Aki rozpaczliwie uczepił się mojego ramienia.
− Ale co ci to da?
− Mentalne wsparcie. Proszę…
− No dobrze.
− Idzie! Chowaj się!
Ukryty za krzakiem, obserwowałem stopniową utratę koordynacji Akiego.
− Cześć, Aki – przywitał się Shindy.
− Yyyy…
− Słuchaj, Aki… − Shindy nieco się zmieszał – chciałbym cię o coś zapytać…
To zawstydzone spojrzenie, którym przesuwał po wszystkich przedmiotach znajdujących się po lewej i prawej stronie Akiego. Najwidoczniej nawet chmury na niebie i buty bruneta były niesamowicie ciekawe. Palce plączące się w nerwowym geście i rumieńce na policzkach – wszystko to wskazywało na jedno: Shindy chciał go zaprosić na randkę.
− Hyyyy… − Aki zachłysnął się powietrzem, w tym czasie Shindy zacisnął powieki, przygryzł wargę i spojrzał na chłopaka.
− Powiem prosto z mostu: chcę się z tobą umówić.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Błagałem w myślach Akiego, by tego nie schrzanił. Kiedy już straciłem nadzieję na jakikolwiek ratunek dla tej sytuacji, brunet zrobił coś, co niemalże zwaliło mnie z nóg.
− Chcesz się ze mną umówić? – powtórzył normalnym, spokojnym, nieco zaskoczonym tonem. Nawet się, cholera, nie zająknął!
− Tak – szepnął Shin. – Pytanie tylko, czy ty tego chcesz.
− Oczywiście, że chcę. – Aki uśmiechnął się, patrząc na cheerleadera jakby objawił mu się bóg.
− Tu masz mój numer. – Shindy podał Akiemu mały arkusik. – Zadzwoń do mnie, jak będziesz mieć czas.
Kiedy chłopak zniknął w szkole, Aki stał przez chwilę oglądając dokładnie karteczkę. Spojrzenie, którym studiował umieszczony na papierze numer, było pełne wdzięczności, jak gdyby dowiedział się, że los postanowił obdarować go drugą szansą i zamiast śmierci na nigdy wcześniej nie spotkaną chorobę, dochodzi do cudownego uzdrowienia. A potem zaczął głupkowato chichotać, co nie było jeszcze tak przerażające, póki jego nogi, biodra i ręce nie dołączyły do ogólnej wesołości, którą postanowiły oznajmić w tańcu.
***
Kto by pomyślał, że sto sześćdziesiąt dwa centymetry wkurwiającego okularnika wywrócą moje życie do góry nogami. W życiu każdego z nas następują zmiany. Warto jednak mieć jakiś punkt zaczepienia pod postacią stabilnej, niezmiennej sytuacji.
− Tatsuro?
− Nie.
− Ale Tatsuro, poziom cukru mi spada – jęknął Hiroto.
− To noś pieniądze, do cholery!
− To już ostatni raz.
Westchnąłem, ale z uśmiechem dałem mu na czekoladę. Są rzeczy, które nigdy się nie zmienią.
Razem z Miyavim i Dunchem nadal prowadzimy Klub Udręczonych Żyraf. W dalszym ciągu nie cieszy się on popularnością, ale zamiast zamartwiać się nad swoim wzrostem, po prostu spędzamy przyjemnie czas. Nie przejmuję się już swoimi centymetrami. Ruki kocha mnie takiego jakim jestem, a ja toleruję jego ułomność. Nie no, żartuję. Również kocham jego urocze metr sześćdziesiąt dwa.
Moja matka dalej marudzi, ale bardzo zaskoczyła mnie jej reakcja na moją orientację. Kiedy przedstawiłem jej Rukiego, powiedziała, że przynajmniej nie oznajmię niedługo, że zrobiłem komuś dzieciaka. Nie zmienia to faktu, że i tak jej nienawidzę.
Teto-chan kocha mnie bezgraniczną miłością i ostatnio znów zaklinował się pod wanną, czyli tu również bez zmian.
Kiedy do Bou dotarła informacja, że jestem chłopakiem Rukiego, upił się piwem bezalkoholowym, a mój ukochany i ja ponownie musieliśmy odstawić go do domu.
Randka Akiego i Shina przebiegła wspaniale. Aki odnalazł z Shindym wspólny język. Okazało się, że Shindy również lubi BDSM i o dziwo, to on jest dominującą stroną w związku.
Ruki nadal bywa irytujący, jakżeby inaczej z takim charakterem? Często się kłócimy, ale sprzeczki nie trwają długo. Skosztowałem z nim Rozkoszy nocy… Zarówno deseru, jak i loda w nieco innej formie.

1 lipca 2015

176. Little Complex cz. XI (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki
Notka autorska: Chyba poprzednia notka się nie spodobała, chociaż nie wiem tak naprawdę, ponieważ nikt nie wyraził swojej opinii. Mam dla Was kolejną część LC. Mam nadzieję, że ten tekst przypadnie Wam do gustu.

CZĘŚĆ XI
W szpitalu nie spędziłem dużo czasu, ale i tak wydawało mi się, że minęła wieczność. Na szczęście Ruki odwiedzał mnie po zajęciach. Siedział przy moim łóżku, gładził moją dłoń, co jakiś czas obdarowywał delikatnym pocałunkiem.
Kiedy wróciłem do domu, matka nie była zadowolona. Pomijając fakt, że w szpitalu nie odwiedziła mnie ani razu.
− Same problemy z tobą – mruknęła i wróciła do kuchni.
Zamknąłem się w pokoju, gdzie drzemał Teto-chan. Słysząc moje kroki, otworzył oczy i syknął na mnie. Przynajmniej on cieszył się na mój powrót, chociaż jak zwykle nie chciał tego okazać.
− Cześć, grubasie – przywitałem się i opadłem na łóżko. Musiałem poukładać w myślach kilka spraw. Spraw, które do tej pory wydawały mi się nienormalne. Czułem coś do Rukiego. Nie wiedziałem do końca, jak to nazwać. Czy było to również zakochanie tak, jak on to określił. Jednak emocje, które towarzyszyły chociażby samemu patrzeniu na jego tyłek, były bardzo silne i osobliwe. Nie wiedziałem nawet, że tak długo można obserwować czyichś tyłek. Kolejną rzeczą były nasze pocałunki. Trzecia sprawa: oficjalnie byliśmy parą, o czym tak właściwie zadecydował Ruki. Po czwarte: wszystko składało się na to, że jestem gejem…
Poderwałem się do siadu. Gejem? Jak to możliwe, że jestem innej orientacji? Nie miałem nic do homoseksualistów. Znałem przecież Akiego, przyjaźniłem się z nim, a on nie krył się przede mną ze swoim uwielbieniem do Shina, który mimo androgenicznego wyglądu na pewno między nogami miał to, co trzeba. Nie sądziłem jednak, że kiedykolwiek będzie to dotyczyć również mnie…
Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Dzwonił Dunch.
− Hej, chciałem tylko zapytać, czy wszystko w porządku, ponieważ dawno nie mieliśmy spotkania Klubu Udręczonych Żyraf… Nie żeby mi zależało na kontynuowaniu działalności tej organizacji, ale w ogóle nie dajesz znaku życia. Poza tym, Miyavi chce się wyżyć artystycznie na tych biednych ścianach w piwnicy.
− Wybacz, Dunch, tyle się u mnie teraz działo, że kompletnie zapomniałem o naszym klubie. Spotkajmy się za godzinę.
Stwierdziłem, że lepiej zobaczyć się z kimś, aniżeli siedzieć w pokoju i rozmyślać o swojej homoseksualnej naturze, za towarzysza mając jedynie kota.
Kiedy dotarłem na miejsce, Miyavi już rozpoczął pokrywanie malowidłami obskurnych ścian. Piwnica, w której się spotykaliśmy była brudna, pozbawiona okien, a jedynym źródłem światła była żarówka zwisająca z sufitu. Na nic bardziej ekskluzywnego nie było nas obecnie stać.
− No, to opowiadaj, co się wydarzyło – zagadnął Dunch, kiedy usiadłem na jednym z kartonów.
− Dużo, by opowiadać. Szkoła, stres, szpital…
− Byłeś w szpitalu? – zainteresował się Miyavi.
− Tak, ale to nic takiego. Kolega nie zauważył samochodu i go odepchnąłem.
Miyavi jedynie pokiwał głową i powrócił do rysowania. Chwilę przyglądałem się kształtom, które bazgrał w całkowitym skupieniu, jednak nie bardzo obchodziło mnie, w co się układały. Ciągle myślałem o Rukim. Jednak spotkanie nie pomogło. Chciałem już znaleźć się w szkole i go wreszcie zobaczyć. Obserwować skryte za okularami tęczówki, poruszające się przy każdym słowie usta, nawet ruch jego bioder, kiedy przemierza korytarz.
− Ej, Tatsuro. – Dunch pomachał ręką przed moimi oczami.
− Co?
− Nad czym tak rozmyślasz?
− Nad niczym konkretnym. – Nerwowo bawiłem się palcami. Nie wiedziałem jak Dunch zareaguje na wieść, że ma geja w gronie swoich znajomych. Co innego było z Miyavim. On nie zwracał uwagi na orientację, płeć, kolor skóry. Dla niego człowiek był człowiekiem i należało go kochać za to, że w ogóle żyje, o ile nie robi komuś krzywdy. Co za naiwniak. Z drugiej strony wiedziałem, że mógłbym mu powiedzieć o wszystkim, a on przyjąłby to jako coś normalnego. Nawet gdybym powiedział mu, że uwielbiam uprawiać seks, wisząc na lampie, on by to zaakceptował. Co do Duncha miałem wątpliwości. Niby nigdy nie okazywał negatywnych emocji w stosunku do homoseksualistów, ale zawsze był taki poukładany i roztropny. To mogło mu się nie spodobać.
− Tatsuro się zakochał – powiedział nagle Miyavi, nadal kreśląc kredą po szarej, popękanej ścianie.
− Co?! – wykrztusiliśmy równo z Dunchem.
− Skąd ten pomysł? – dodałem od siebie.
Miyavi wstał i podszedł do mnie. Chwycił palcami materiał mojej koszulki i powąchał go.
− Męskie perfumy, z pewnością nie twoje. Ty pachniesz inaczej. – Strzepnął coś z mojego rękawa. – Jasny włos potraktowany żelem. Według wszystkich poszlak twój partner jest blondynem, wzrost metr sześćdziesiąt dwa, ciemne oczy, a charakterystyczny znak to wielkie okulary.
Patrzyłem na niego oniemiały. To niemożliwe, żeby to wszystko odkrył na podstawie obcego zapachu i jednego włosa.
− Gadaj, skąd to wszystko wiesz? – warknąłem, łapiąc go za szmaty.
− Zauważyłem jak wychodzicie ze szpitala, kiedy obok niego akurat przechodziłem – wyjaśnił z pogodnym uśmiechem.
No tak. Ruki pocałował mnie wtedy w usta na pożegnanie. Westchnąłem i puściłem Miyaviego. Spojrzałem niepewnie na Duncha.
− W takim razie… − zaczął – życzę szczęścia. – Uśmiechnął się pokrzepiająco.
− Nie przeszkadza to tobie? Nie uważasz tego za obrzydliwe zboczenie? – zapytałem.
− Nie, dlaczego? – Spojrzał na mnie zdziwiony.
− A nie wiem, tak jakoś…
Miyavi wrócił do rysowania. Posiedzieliśmy jeszcze trochę w piwnicy, rozmawiając. Czułem, że zrzuciłem z siebie pewien ciężar. Musiałem o tym pogadać również z Akim. Hiroto lepiej nic nie mówić. Pod wpływem czekolady wygadałby całej szkole, a Aki zabierze moją tajemnicę do grobu.
***
− Aki… Aki… Aki! – wydarłem się, potrząsając bruneta za ramię.
− Yyy… Co?
− Muszę ci coś powiedzieć. – Wziąłem głęboki wdech i wykrztusiłem: - Jestem gejem.
− To super. A skąd ta pewność?
− No… Tak jakby jestem już w związku…
− Co? Od kiedy się znacie?
− W sumie to niedługo – mruknąłem.
− Ja za Shindym biegam od kilku lat, a ty znasz kolesia niedługo i już jesteście razem?
− Nie moja wina, że przy Shindym nie potrafisz się wysłowić.
− No tak… Ale co ja poradzę, że tak na niego reaguję? Ej, Tatsuro – Aki rozgadał się tak bardzo, że ledwo nadążałem – skoro tak dobrze ci idzie, może umówisz mnie z Shindym na randkę?
− Nie wiem, czy to dobry pomysł. – Zmarszczyłem brwi. – Może zabrzmi to dziwnie, ale to on wszystko zainicjował. – Spuściłem głowę zawstydzony. – Czuję się okropnie z myślą, że jak na razie to on jest górą w naszym związku.
− Może po prostu trafiłeś na silniejszy charakter.
− Charakterek to on ma, nie można zaprzeczyć – przyznałem.
− O rany, Shindy idzie – szepnął podekscytowany Aki. – Błagam, umów mnie z nim na randkę.
− Jak mam to zrobić?
− Nie wiem, ale ja zaraz stracę panowanie nad mową i koordynacją… − Ledwo skończył to mówić, już na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech.
− Cześć, chłopaki. – Shindy uśmiechnął się porażając nas swoim prostym zgryzem.
− Hej, Shindy.
− Nahmpf!
Shin roześmiał się, patrząc na twarz Akiego, a konkretniej na jego minę najedzonego niemowlaka.
− Oj, Aki, a ty jak zwykle taki zabawny.
− Eeeee… − Aki przybliżył nieco swoją twarz, a ponieważ siedział, znalazła się tuż naprzeciw krocza Shindy’ego. Szybko odsunąłem go od miejsc intymnych cheerleader’a.
− Muszę już iść. Do zobaczenia – pożegnał się i posyłając Akiemu najpiękniejszy ze swoich uśmiechów, udał się do wyjścia ze stołówki.
Aki dopiero po chwili się otrząsnął.
− Ojeju… Widziałeś ten tyłeczek? Jak można być tak idealnym? – Rozmarzył się. – Umówiłeś mnie z nim na randkę?
− Nie.
− Dlaczego?
− Z tego, co zauważyłem, chyba podobasz się Shindy’emu. Gdyby było inaczej, nie podchodziłby do ciebie i nie uśmiechał się w ten sposób. Sądzę, że powinieneś się przełamać i załatwić to sam.

17 czerwca 2015

174. Little Complex cz. X (Tatsuro x Ruki)



Tytuł: Little Complex
Pairing: Tatsuro x Ruki
Notka autorska: Króciutki rozdział LC. Przepraszam, że tak mało napisałam, ale stwierdziłam, że nie ma co na siłę przeciągać tej części. Może w następnej pojawi się trochę więcej treści. Mam taką nadzieję. 

sadist vampire Yuna.miko: Wątek z Maną i Miyavim jeszcze się rozwinie. Tak samo jak pozostałe relacje między innymi bohaterami. :3 A Meev jest zdolny do wszystkiego, więc wcale bym się nie zdziwiła, gdyby tak biegał i krzyczał. xD
Yuuko Yukino Konoe: Cieszę się, że udało mi się napisać rozdział, którego długość jest zadowalająca. ^^ Zauważyłam, że rozdziały HC wychodzą mi dłuższe niż w przypadku innych serii. Pewnie dlatego, że tak dużo tam bohaterów.
Jieru Akai: Nawet nie wiesz, jak się stęskniłam za Twoimi komentarzami. <3 Cieszę się, że Mana i Miyavi tak bardzo Ci się spodobali. ^^ Ja w sumie słynę z niekonwencjonalnych połączeń. Akurat jeśli o styl i język chodzi, to HC nie jest szczytem moich możliwości, ale dziękuję za miłe słowa. :3 Staram się pisać jak najlepiej.
Reila Suzu: Oto mi chodzi, żeby nie było do końca wiadomo, kto z kim ostatecznie będzie. ;)
Kawaii Yui: Też Cię kocham. <3

Część X
− Ruki! – krzyknąłem, kiedy odzyskałem panowanie nad mową. Nie słyszał mnie. Jego uszy wypełniała muzyka. Nagły zastrzyk adrenaliny skierował mnie na jezdnię. Odepchnąłem zaskoczonego chłopaka, prawie uderzając o maskę samochodu, poczym wylądowałem na ciele Rukiego.
Chłopak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. Nawet donośna muzyka, płynąca z słuchawek nie zagłuszała przyspieszonego bicia naszych serc.
− Tatsuro… − wyszeptał.
Nic mu nie jest – odetchnąłem z ulgą. – Uratowałem go.
Moje oczy okryła mgiełka. Zamrugałem kilkakrotnie, ale twarz Rukiego tylko traciła na ostrości, coraz bardziej się rozmazywała.
− Tatsuro! – Przez szum w moich uszach przebił się jego krzyk. Osunąłem się w jego ramiona.
***
Obudziłem się, czując dziwną miękkość, która zdawała się pochłaniać moje ciało. Przymknąłem powieki, starając sobie wszystko przypomnieć. Powoli obrazy zaczęły zalewać mój umysł, na początku stopniowo, niewyraźnie, z każdą kolejną sceną jednak pojawiały się gwałtowniej, nabierając wyrazistości. Szkoła… Jezdnia… Samochód…
− Ruki! – Otworzyłem gwałtownie oczy.
− Spokojnie, jestem tu. – Zerknąłem w jego stronę. Siedział na krześle obok mojego łóżka i patrzył na mnie zaniepokojony. Ujął palcami moją drżącą dłoń i zaczął ją głaskać w uspokajającym geście. – Już po wszystkim. Nikomu nic się nie stało.
− Jak się czujesz? – zapytałem.
− Trochę się poobijałem przy upadku, ale to nic takiego.
Zmarszczyłem brwi.
− Dlaczego jestem w szpitalu?
− Zemdlałeś. Musieli cię zabrać na obserwację – wyjaśnił, nadal gładząc moją rękę.
− Nic mi nie jest – mruknąłem.
− Lepiej, żeby się upewnili, czy wszystko w porządku. – Spuścił wzrok. – Dziękuję, że mnie uratowałeś.
− To nic takiego. Każdy by tak postąpił.
− Mogłeś zginąć. – Spojrzał mi w oczy.
− Musiałem to zrobić. Nie mogłem… Nie mogłem… − Zacząłem gubić się w słowach. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć, jak to wyjaśnić. Zacisnąłem palce na pościeli, głowę odwróciłem w stronę okna, by nie patrzeć na Rukiego. Poczułem delikatny pocałunek na wierzchu dłoni.
− Nie denerwuj się, już wszystko dobrze. – Zerknąłem na niego. – Nie musimy o tym rozmawiać.
− Dlaczego to wszystko robisz? – Spojrzałem znacząco na rękę. – Dlaczego mnie dotykasz, głaszczesz, całujesz? W szkole też się tak zachowywałeś.
− Lepiej, żebyśmy omówili to przy Rozkoszach nocy. – Ten zadziorny uśmiech, tak dobrze mi znany.
− Nie chcę rozmawiać o tym przy deserze lodowym. Dlaczego nie możesz mi wyjaśnić teraz?
Przygryzł wargę. Wzrok zsunął się po skosie.
− A co, jeśli nie wiem, jak to wyjaśnić? – mruknął. Chwilę wpatrywał się w podłogę, poczym znów na mnie zerknął. – Co jeśli mam taki chaos w głowie, że nie potrafię go uporządkować na tyle, by udzielić konkretnej odpowiedzi? Myślisz, że to dla mnie łatwe? – Prychnął, wydymając przy tym pogardliwie wargi. – Zabrzmi to zapewne tak, jakby moje ego było większe od twojego wzrostu, ale ja widzę, jak na mnie patrzysz. Słyszę zmianę w twoim głosie, która nastąpiła całkiem niedawno. Twój ton nie jest już agresywny, jest niepewny i zdenerwowany. Tak samo z twoim spojrzeniem. Nie jest już pogardliwe, tylko… − Nie dokończył, jakby nie wiedział w jakie słowa to ująć. – Chcę tylko ci wyjaśnić, że nie jesteś jedyną osobą, która nie wie obecnie, co się z nią dzieje, która zauważa zmiany w swoim zachowaniu, myśleniu, pragnieniach. – Palce mocniej zacisnęły się na mojej dłoni. – To wszystko dla mnie jest tak samo nowe, jak dla ciebie. Na początku próbowałem się temu opierać. Tłumaczyłem sobie, że to tylko jakieś nienormalne i niewytłumaczalne chwile… słabości? Nawet nie wiem, jak to nazwać. Jednak za każdym razem, gdy cię widziałem, to dziwne uczucie stawało się silniejsze. I teraz jestem w stanie określić to tylko słowami, że się w tobie najzwyczajniej w świecie zakochałem…
Nadal na mnie patrzył. Oczy obramowane czarnymi oprawkami. Tak bardzo mi się podobał w okularach. Nie należał do osób, które peszyły się swoimi wyznaniami. Był pewien tego, co powiedział i nie zamierzał się z tym kryć.
− Zamierzasz mi coś odpowiedzieć czy będziesz się we mnie wpatrywać jak idiota przez kilka godzin? – zapytał, marszcząc brwi.
Ten „idiota” podziałał na mnie niczym płachta na byka.
− Nie muszę ci się z niczego zwierzać, kurduplu – warknąłem i splotłem ręce na piersi.
− Za tego kurdupla dostaniesz w łeb. – I nim zdążyłem zareagować musnął moje czoło ustami.
− Ej, ej, nie za szybko z tymi pieszczotami? Dopiero co wyznałeś mi miłość, a ja jeszcze nic nie potwierdziłem.
− Jakbyś miał cokolwiek do gadania. W razie czego Bou pożyczy mi kajdanki, jeśli będziesz się bardzo stawiać.
Rzuciłem mu rozgniewane spojrzenie, jednak po chwili uśmiechnąłem się delikatnie i, chwyciwszy materiał jego koszuli, przyciągnąłem go do siebie.
− Nie myśl sobie, że pozwolę ci nade mną dominować.
Zacisnął palce na moich włosach, nie za mocno, żeby nie sprawić mi bólu, ale dosyć stanowczo.
− Już nad tobą dominuję. – Pobłażliwy uśmiech uniósł kąciki jego ust, które – nim się zorientowałem – już złączyły się z moimi.