Tytuł: Katarynka
Pairing: Kamijo x
Hizaki
Notka autorska: Druga
część Katarynki. Mam nadzieję, że zechcecie
ją ocenić. :3
CZĘŚĆ
II
Hizaki… Jedno drobne słówko odbija
się echem w mojej głowie, barwiąc tęczą powierzchnię czaszki. Mój umysł jest
teraz tak kolorowy, jak płatki, które otulają sylwetkę kwiatuszka. Muszę go
odnaleźć! Tylko jak? Skoro wyjechał, mogę szukać go po całym świecie. Z drugiej
strony świat nie może być taki ogromny, skoro to Hizaki jest teraz całym moim
światem, a on jest przecież malutki. Gdybym tylko mógł odczytać mapę, która
prowadzi prosto do jego ramion… Wszystko byłoby prostsze.
Pytam o niego ludzi, którzy kręcą
się po placu. Przemykam między nimi niczym cień, żeby jego chłopak mnie nie
zobaczył. Przychodzę w to miejsce już któryś rok. Kiedy po raz kolejny nikt nie
udziela mi odpowiedzi, słyszę głos. Jest stary, cichy i zachrypnięty, jakby
osoba, do której należy długo się nie odzywała, a jednocześnie coś w jego
barwie sprawia, że ma się ochotę go wysłuchać. Niewątpliwie staruszek chce mi
przekazać coś ważnego. Podchodzę do niego. Kuli się pod ścianą na brudnym
bruku. Przenikam przez barierę cienia, a mój wzrok wychwytuje jego rysy. Jest
cały pomarszczony, a przerzedzone kłęby szarej wełny osiadły na jego głowie.
Oczy osłaniają czarne okulary.
− Szukasz tego chłopca, który
śpiewa do muzyki z katarynki?
− Tak, bardzo mi zależy, żeby go
znaleźć.
− Znam go. Często przychodził do
mnie, żeby mi zagrać czy zaśpiewać. Wiesz, to co słyszę, to jedyna rzecz, która
mi została. Nie mam już żony, dzieci rozeszły się po świecie. Czasami zapraszał
mnie do tańca. Ale jakby to wyglądało? Dwójka ślepców, tańcząca pośród zdrowych
przechodniów. To byłoby śmieszne. Jednak jemu to nie przeszkadzało. Tańczył
dalej mimo swojej choroby.
Ta historia, chociaż krótka,
przeszywa mnie dreszczem. Jak to możliwe, że ktoś kto potrafi tak pięknie
zapanować nad swoim ciałem w tańcu, po prostu nie widzi? Jak to możliwe, żeby
oczy tak cudowne nie mogły oglądać chociażby tego kolorowego bukietu, jakim
jest fontanna?
− Gdzie teraz jest? – pytam cicho.
Muszę go jak najszybciej znaleźć. W takim stanie może łatwo zrobić sobie
krzywdę.
− Mówił mi kiedyś, że pochodzi z
prefektury Shiga. Może tam wrócił? Szukaj go w Japonii.
− Dziękuję.
***
Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem
w Japonii. Musiało to być naprawdę dawno temu. Pakuję do walizki to, co mam pod
ręką. Wiem, że ta podróż będzie długa, ale dam radę. Jeśli go nie odnajdę, moje
życie straci sens.
Drżą mi ręce, kiedy układam na
dnie bagażu poskładane w kostkę ubrania. Chciałbym również ukryć tam prezent
dla niego, ale co ja mogę mu podarować?
Wczesnym rankiem pojawiam się na
peronie. Dzień jest pochmurny. Wszystko spowijają szare kłęby. Ludzie w
płaszczach przemieszczają się pospiesznie w kierunku pociągów. Wokół kwitną parasole – deszcz pada dziś obficie, więc
pełno tu kolorowych kopuł, pod którymi skrywają się ludzie.
Wsiadam do wagonu. W moim
przedziale siedzi tylko jedna osoba. Dorosły mężczyzna, notujący coś w
zeszycie. Atrament rozlewa się po papierze, przyjmując różnorakie kształty,
które układają się w litery. Zamyśla się na moment, po czym przekreśla kawałek
tekstu zamaszystym ruchem. Przesłania twarz dłonią i wzdycha.
Siadam obok i spoglądam na spoczywający
na kolanach notatnik. Cały tekst jest czarny, jednak gdzieniegdzie czerwienią
się słowa, które dotyczą krwi. Na samym dole widzę podpis Iwakami Tatsurou. Jego długie czarne włosy osłaniają twarz niczym
gruba kurtyna.
− Czego chcesz, dzieciaku? – pyta
zirytowany, dostrzegając moją obecność.
− Szukam pewnej osoby. Jadę
właśnie do Japonii, żeby ją odnaleźć.
− Zakochałeś się… − To
stwierdzenie, nie pytanie.
− Czy jeśli powiem, że tak, wyrwie
mi pan serce?
− Wyrywałem serca wielu osobom,
ale były one już martwe. Wiesz, łatwiej wyrwać serce komuś, kto nie żyje. A co
zaś się miłości tyczy, z żywymi jest ciężko. Najlepiej dogadać się z tymi
wyimaginowanymi. – Wskazuje głową zeszyt. – Tam możesz wszystko… − Spogląda mi
w oczy. – Możesz stworzyć sobie wymarzoną kochankę i nikt nie zauważy, że jest
ona utkana z nici kłamstwa. A kiedy ci się znudzi, możesz wyrwać jej serce i
zrobić sobie nową, jeszcze lepszą. Możesz namalować sobie swój własny świat, a
jedyne co cię ogranicza, to twoja wyobraźnia. Normalnie jest to nierealne.
− Dlaczego nierealne? Przecież już
odnalazłem swój ideał. – Nie mogę uwierzyć w to, co ten człowiek mi mówi. Jak
mógłbym kochać litery na papierze, nawet gdyby układały się one w
najpiękniejszą postać? Nawet gdyby potrafiły opisać sposób w jaki on śpiewa i
tańczy?
− Kiedy poznasz tę osobę bliżej,
na wyciągnięcie ręki, kiedy będziesz mógł po nią sięgnąć, sam uciekniesz do
świata marzeń.
Pociąg staje. Mężczyzna zabiera
kolorowe pióra i notatnik. Wychodzi z przedziału. Obserwuję przez okno jak
znika pomiędzy ludźmi. Na nikogo nie patrzy. Chyba trwa w swoim świcie otoczony
martwymi kobietami. Z tym, że martwe kobiety nigdy nie zaśpiewają i nie
zatańczą tak, jak Hizaki. Nawet jeśli spróbowałby opisać te wrażenia, które
towarzyszą temu przedstawieniu, używając przy tym najpiękniejszych kolorów
atramentu i nigdy niekończącej się wyobraźni. Gdyby tylko zrozumiał, jak wiele
traci.
