Tytuł: Hot Chocolate
Pairing: −
Notka autorska: Jest
to nowe opowiadanie, które będzie zawierać jeden główny wątek i kilka pobocznych.
Na razie nie ma określonych pairingów, ale z czasem będą się one formować. Na
pozostałe opowiadania na razie nie mam weny, niestety, ale postaram się
wszystko dokończyć. Zapraszam na nową historię i mam nadzieję, że przypadnie
ona Wam do gustu.
CZĘŚĆ I
A więc tak to wygląda… − pomyślał,
przekraczając bramę, przez którą można było przejść na dziedziniec. Nie tak
wyobrażał sobie tę szkołę. Myślał, że jest znacznie mniejsza. Ogromny,
wielopiętrowy budynek rzucał cień na wielki plac, rozpostarty tuż u fundamentów
placówki.
Dzień był pochmurny, podmuch
wiatru wyciskał z chmur strugi deszczu, które obijały się o płachtę parasola.
Właśnie pod nim skrył się Shindy. Chłopak przeszedł przez plac, a kiedy znalazł
się pod daszkiem, zamknął parasol i wszedł do budynku. Korytarz był pusty – sobota
chyliła się ku końcowi, toteż wszyscy zapewne spędzali czas w swoich pokojach.
Shindy rozejrzał się po
pomieszczeniu i po chwili dostrzegł drzwi z napisem Dyrekcja. Po krótkiej rozmowie z dyrektorem, który wyjaśnił mu,
gdzie znajduje się jego pokój, wręczył plan lekcji i przedstawił, jakie
obowiązują zasady, chłopak udał się do swojej sypialni. Wszedł po schodach na
odpowiednie piętro, gdzie znajdowały się trzy rozwidlenia, każde wyglądało
identycznie, każde było lekko zaciemnione i tylko wielkie okna na końcu każdego
z nich wpuszczały nikłe wiązki światła. Nagle jedne z drzwi się otworzyły i
podłogę zalała żółta plama sącząca się z lampy, wiszącej na suficie.
− Shinya-san? – Głowa o pulchnych
policzkach wychyliła się przez otwarte drzwi.
− Tak… − szepnął Shindy.
− Jejku! Jesteś bardziej uroczy
niż sobie wyobrażałem! – Rozochocony chłopak podbiegł do zaskoczonego
Shindy’ego. – Wezmę twój bagaż! – Wyrwał rączkę walizki, chwycił blondyna za
rękę i pociągnął do pokoju.
− Dam sobie radę…
− Shin-chan nie będzie się
przemęczać.
− Ale…
− Cii… − Wepchnął Shina do
sypialni i zamknął drzwi na klucz, co jeszcze bardziej przeraziło chłopaka. –
Jestem Yoichi – przedstawił się, a Shindy wreszcie mógł dokładnie przyjrzeć się
nowopoznanej osobie.
Włosy Yoichiego były jasne i
natapirowane. Brązowe oczy błyszczały radośnie, wpatrując się intensywnie w
Shindy’ego. Usta o barwie pudrowego różu rozciągały się w uśmiechu.
− Tak się cieszę, że jesteś moim
współlokatorem, Shin-chan – powiedział Yoichi.
Shindy uśmiechnął się niepewnie.
− KAWAII! – wykrzyknął Yoichi i znienacka
zrobił chłopakowi zdjęcie. – Uśmiechaj się częściej. Kiedy się uśmiechasz,
jesteś jeszcze piękniejszy.
Shindy spoglądał na niego z
przerażeniem. Gotów był nawet wyjść przed budynek i upewnić się, czy jest to na
pewno jego szkoła, a nie może zakład psychiatryczny.
− Jesteś pewnie zmęczony –
stwierdził Yoichi. – Wykąp się i połóż. To ci dobrze zrobi. Tu jest łazienka. –
Wskazał dłonią odpowiednie drzwi.
− Dziękuję. – Shindy wziął
potrzebne rzeczy z walizki i zamknął się w łazience. Tak na wszelki wypadek,
gdyby Yoichiemu przyszła do głowy jakaś szalona myśl.
Pierwszy dzień w nowej szkole, a
już spotykam kogoś dziwnego – pomyślał Shindy, stojąc pod prysznicem z
zamkniętymi oczami. Ciepła woda pieściła przyjemnie jego ciało, a wokół niego
roznosił się owocowy zapach żelu. W końcu zakręcił wodę, wyszedł z kabiny,
osuszył ciało ręcznikiem i założył piżamę.
− Shin-chan! – Ramiona Yoichiego
zacisnęły się wokół ciała Shina, kiedy tylko opuścił łazienkę. – Mogę cię
uczesać? – zapytał blondyn, spoglądając na niego swoimi błyszczącymi oczami.
Był nieco niższy od Shindy’ego.
− Um… No dobrze… − Shindy
uśmiechnął się z zakłopotaniem, a Yoichi podniecony do granic możliwości wyrwał
mu kosmetyczkę i wydobył z jej czeluści szczotkę.
− Usiądź na łóżku.
Kiedy Shinya wykonał polecenie,
Yoichi usiadł za nim i delikatnie przejechał szczotką po mokrych pasmach.
− Masz śliczne włosy, Shin-chan –
westchnął z zachwytem.
− Dziękuję.
− Gotowe – poinformował Yoichi,
ostatni raz przeczesując włosy. – Jutro wszystko ci pokażę. – Jeszcze raz
uśmiechnął się do Shindy’ego i położył się do łóżka. Już po chwili rozległo się
ciche chrapanie. Shinya zaśmiał się pod nosem i zgasił światło. Dość długo
leżał, wpatrując się w sufit, zanim zasnął. Zawsze miał kłopoty ze snem w
nowych miejscach, nawet gdy był bardzo zmęczony. Wydawało mu się, że tylko na
chwilę zamknął oczy, kiedy poczuł szarpnięcie.
− Shin-chan! Shin-chan! Wstawaj!
Z trudem uniósł powieki.
− Coś się stało?
− Obiecałem, że cię oprowadzę –
wyjaśnił Yoichi.
− Tak wcześnie? – mruknął zaspany
Shindy.
− Jest już dziesiąta. Chodźmy na
śniadanie. Wybiorę ci ubrania, Shin-chan.
− Hę? – Shindy podniósł się do
siadu, a po chwili został obrzucony stertą ubrań.
− Załóż to – powiedział uradowany
Yoichi.
− Ale…
− Shin-chan nie chce założyć ubrań
przygotowanych przeze mnie? – Yoichi nagle posmutniał.
− Nie, nie, już zakładam –
zreflektował się Shindy, wziął ubrania i zamknął się w łazience, gdzie ubrał
się i doprowadził do porządku.
− Wyglądasz ślicznie! – pisnął
podekscytowany Yoichi. – Zobaczysz, wszystkim się spodobasz. – I zanim Shindy
zdążył w jakiś sposób zareagować, chłopak chwycił go za nadgarstek i siłą
wyciągnął z pokoju.
